16 grudnia 2015

Paweł Majka - Niebiańskie pastwiska

Podczas lektury Niebiańskich pastwisk towarzyszyły mi ambiwalentne uczucia, które (niestety) po jej skończeniu wcale nie uległy zmianie. Paweł Majka to autor znany z wielu opowiadań oraz trzech powieści. Ja poznałam twórczość pisarza dzięki Dzielnicy obiecanej wchodzącej w skład Uniwersum Metro 2033 i ta niestety mnie zawiodła. Muszę przyznać, że ostatnia także nie okazała się jakimś niesamowitym arcydziełem, co więcej trudno tę książkę nazwać nawet zwykłym czytadłem.

Przyznam szczerze, że nie umiem określić, o czym jest ta lektura. Niebiańskie pastwiska to ponoć space opera łącząca w sobie cechy kilku innych gatunków, jednak cały urok tej mieszanej konwencji został przygnieciony natłokiem wątków oraz brakiem umiejętności poprowadzenia logicznej i przyjaznej czytelnikowi narracji. Autor założył chyba, że to, co w jego głowie było jasne i klarowne, po przelaniu na papier będzie tak samo przejrzyste dla czytelnika. Tak się niestety nie stało. Fantastyczny prolog, wprowadzający w naprawdę tajemniczy nastrój, został przyćmiony kolejnymi rozdziałami opowieści, której wątki ledwo się ze sobą łączą. A świat wykreowany jest niesamowicie skomplikowanym tworem, którego autor wcale nie próbuje przedstawiać. Tak więc czytelnik już od pierwszych stron zostaje wrzucony na bardzo głębokie wody, prawdopodobnie niewiele rozumie z przyswajanych treści i jeśli ma siłę brnąć dalej z nadzieją, że cokolwiek się wyjaśni, to jego nadzieje do ostatnich stron są płonne.

Wierzę, że pomysł na całość był, a nawet w to, że był całkiem niezły, tylko coś poszło nie tak w nawale słowotoku. Serio, po kilkunastu pierwszych rozdziałach nadal miałam gdzieś co się przydarzy bohaterom (jakimkolwiek, bo trudno ich nazwać pierwszoplanowymi), a co gorsza zupełnie nie wiedziałam po co mam poznać całą tę historię. Zazwyczaj bowiem bywa tak, że człowiek sięga po książkę i czyta ją do końca bo a) urzekła go tematyka, b) sympatyzuje z którymś z bohaterów, c) porwała go narracja, d) chce po prostu wiedzieć jak całość się skończy, e) musi ją przeczytać. Dla mnie książka Majki nie kwalifikuje się do żadnej kategorii. I nawet jeśli w połowie coś wreszcie zaczęłam rozumieć. a bohater jeden z drugim wydał mi się całkiem ciekawy, to i tak miałam w głowie te setki stron, które musiałam wpierw przemęczyć, żeby dojść do czegoś, co mnie lekko pobudziło. Jak dla mnie gra nie warta świeczki. Mnogość nazw, zupełnie nowa technologia wprowadzona, jakby autor opisywał działanie gumowej kaczki oraz połączenie wielu historii składają się na jeden wielki chaos.

Naprawdę chciałam dać tej książce szansę. Przeczytałam ją całą. Tak więc, to że była dla mnie męczarnią świadczy źle albo o mnie albo o niej. Wybierzcie sami. Ktoś, kto pamięta starsze czasy podpowiedział mi, że powieść Niebiańskie pastwiska to po prostu stare opowiadanie, które zostało bardzo mocno rozbudowane. I tak sobie pomyślałam przez chwilę, że być może lepiej by było, gdyby autor na opowiadaniu poprzestał... Bo oprócz bardzo dobrego pomysłu i świetnej prasy, Niebiańskie pastwiska to po prostu chaotyczna, obszerna i męcząca lektura, która według mnie byłaby dużo lepsza, gdyby autor sprawił, że świat, który stworzył byłby bardziej przychylny i przystępny dla czytelnika.

OCENA: 2/6

NA PLUS:
+pomysł

NA MINUS:
- styl
- chaotyczny sposób narracji
- nawarstwienie się wątków
- bohaterowie

Autor: Paweł Majka
Tytuł: Niebiańskie pastwiska
Wydawnictwo: Rebis 2015
Seria wydawnicza: Horyzonty zdarzeń
Liczba stron: 736
Cena: 42,90 zł

Recenzja została opublikowana na portalu PARADOKS.