06 października 2011

Lisi Harrison - Monster High. Upiorna szkoła

„”Monster high”, czyli szkoła dla cudaków (i pustaków?)”

Lisi Harrison to pisarka zupełnie mi nieznana. Jednak większość mogła zapoznać się z nią dzięki znanym w Polsce seriom: „Elita” i „Alfa”. Zanim zaczęła pisać, była producentką programów dla stacji (już nie) muzycznej MTV. Swoją opinię na temat programów wyświetlanych w MTV zachowam dla siebie, ale pokrywa się ona mniej więcej z tym co sądzę na temat pierwszej części serii „Monster high. Upiorna szkoła”.
Melody to piętnastoletnia dziewczyna, która zmieniła adres ze słonecznego i pełnego przepychu Beverly Hills na ekologiczne Salem w Oregonie. Oprócz adresu posiada także nowy nos, który zmienił ją z brzyduli w klasyczną piękność, co tak naprawdę bardziej dziewczynie przeszkadza niż cieszy. Frankie natomiast ma nowe… wszystko. Otóż, Frankie jest wnuczką Frankensteina, tym samym jest monstrum. Jednak jest też nastolatką, która, mimo wtłoczonej do jej głowy wiedzy, o świecie wie niewiele. Obie rozpoczynają naukę w Merston High. Przeżywają miłostki, rozterki, podpisują kontrakty o przyjaźń – widać tak robi to dzisiejsza młodzież a przede wszystkim, próbują być normalne – Melody jak na „normalske” przystało, Frankie jak przystało na potworzyce. Co z tego wszystkiego wyniknie, dowiecie się jeśli przeczytacie książkę.
No właśnie, a przeczytacie ją? Ja muszę przyznać, że „Monster high” było moim największym rozczarowaniem 2011 roku. Książka jest pięknie wydana i rzekomo przedstawia niezmiernie ciekawą fabułę. Znaczy, fabuła sama w sobie jest niezła. Młodzież powinna się uczyć, że inność nie jest zła, że trzeba być dumnym z tego kim się jest, bla bla bla. Jednak potencjał tej powieści został zniszczony przez jej bohaterów. Dawno nie spotkałam się z tak wtórnymi i pustymi postaciami. Autorka chyba obrała trasę: „Do głupkowatej młodzieży – tędy”, a to zła droga, oj bardzo zła. Oczywiście, da się ich polubić. Mnie do gustu przypadła Frankie – wybaczam jej naiwność, została pozszywana z różnych fragmentów ciał, emocji dopiero się uczy. Ale podobała mi się jej rezolutność, buntowniczy styl oraz duma i poniekąd jej zagubienie. Melody, też nie jest najgorsza. Jednak postaci drugoplanowe to jakaś porażka. Cleo, Bekka i reszta – fakt, potwory i ludzie nie różnią się od siebie, są prawie tak samo wredni i złośliwi.
Powieść miewa jednak przebłyski inteligencji, ale mam wrażenie, że była pisana stricte pod amerykański rynek. „Monster high” nie jest na pewno tak zabawna jak być miała ani tak inteligentna na jaką była promowana. Powieść broni się jednak tym, że zakończenie jest dosyć ciekawe i mimo wszystko, chce się sięgnąć po kolejna część, aby dowiedzieć się tego czy bohaterowie będą dojrzewać wraz z powieścią i czy uda się stworzyć absolutną harmonię między ludźmi i potworami. Zobaczymy jaki będzie tom drugi a może ja po prostu jestem już za stara na takie książki…
Moja ocena: 3+/6
Tytuł: Monster high. Upiorna szkoła
Autor: Lisi Harrison
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011