12 marca 2012

Michael J. Sullivan - Królewska krew. Wieża elfów

"Czasem podążanie przetartymi szlakami się opłaca"

Powieść "Królewska krew. Wieża elfów" to tak naprawdę dwie książki tego samego autora ubrane w jedną szatę graficzną. Michael J. Sullivan zadebiutował na literackim rynku w 2008 roku właśnie "Królewską krwią" - tak powstał sześciotomowy cykl, którego bohaterami są dwaj złodzieje, Hadrian i Royce. Wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło jednak nie dzielić włosa na czworo i wydali dwa pierwsze tomy w jednym, co samo w sobie jest zabiegiem dosyć niespotykanym. Już na wstępie muszę przyznać, że nie zrobiło to na mnie dobrego wrażenia, przede wszystkim poprzez przeskok w wydarzeniach, ale o tym za chwilę.

Riyira to duet dwóch młodych złodziejów, którzy w swoim fachu nie mają sobie równych. Mówi się, iż są oni w stanie ukraść wszystko, a przy tym są szalenie niebezpieczni i nikt nie powinien im wchodzić w drogę. Przekonuje się o tym pewna banda łotrów napadająca na podróżnych. Bohaterowie wychodzą z tego starcia bez szwanku tylko po to, by kilka godzin później wpaść w pułapkę, wydawałoby się, bez wyjścia. Jednak, co ma wisieć nie utonie i mimo tego, iż dwaj łotrzykowie zostają oskarżeni o królobójstwo i skazani na śmierć, to udaje im się zbiec. Oczywiście, nie wszystko jest takie proste, gdyż po pierwsze w ucieczce pomaga im sama córka zabitego króla, po drugie ucieczka ta jest warunkowana tym, iż zgodzą się oni podjąć pewnej niebezpiecznej misji. I tak wybierając mniejsze zło, Hadrian, Royce i książę wyruszają w podróż po odpowiedź na pytanie: "kto naprawdę zabił króla?".

Wydarzenia zawarte w "Wieży elfów" dzieją się dwa lata po tych zawartych w tomie pierwszym. Bohaterowie stają się słynni w wielu królestwach. Nieoczekiwanie dla nich samych, ktoś wyrusza ich śladem bynajmniej nie po to by ich dopaść - pewna młoda dziewczyna potrzebuje pomocy, a że w całą sprawę wmieszani są osobnicy, którzy niezmiernie interesują parę złodziejów, godzą się oni by przyjąć zlecenie, które wcale nie jest proste. Otóż, na terenach granicznych ziem ludzkich i ziem elfów grasuje bestia, która zabiła wiele osób w tym, prawie całą rodzinę zleceniodawczyni. Złodzieje mają odnaleźć miecz ukryty w wieży elfów, a następnie oddać go ojcu dziewczyny... okazuje się jednak, że to dopiero czubek góry lodowej.

Jak już wspomniałam umieszczenie dwóch dosyć odrębnych historii w jednym tomie potrafi wpłynąć na odbiór powieści, szczególnie kiedy umysł usilnie twierdzi, że to całość. Tak więc, o ile pierwszy tom wyszedł z konfrontacji ze mną zwycięską ręką, o tyle drugi był tak od pierwszego różny, że niestety wydał mi się nudny. W "Królewskiej krwi" autor pokusił się o typowy łotrzykowski charakter historii. Zbudował powieść fantastyczną na starych i utartych schematach, jednak na tyle dobrze, iż jest ona w stanie wywołać na twarzy uśmiech i wzbudzić zainteresowanie. Główni bohaterowie są sympatyczni i mimo tego jakim fachem się parają, są w stanie wzbudzić pozytywne emocje. Ciekawym zabiegiem jest wysuwanie na bliższy plan postaci, wydawać by się mogło, drugoplanowych. Dzięki temu bardziej wtapiamy się w świat wykreowany przez Sullivana. Druga część powieści, czyli "Wieża elfów", zwalnia niestety tempo, a do tego jest dłuższa i wydarzenia są bardziej porozciągane, przez co można odnieść wrażenie, iż przedstawiona historia jest rozlazła. Nie jestem zwolenniczką grubych tomisk i w zasadzie właśnie wydanie dwóch powieści w jednym tomie jest moim największym zastrzeżeniem względem tej lektury. Myślę, że "Wieża elfów" zyskałaby więcej, gdyby została wydana osobno. Mimo wszystko, uważam jednak, że "Królewska krew. Wieża elfów" to powieść trzymająca poziom i godna polecenia.

Moja ocena: 4/6

Autor: Michael J. Sullivan
Tytuł: Królewska krew. Wieża elfów
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2011

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki, serdecznie dziękuję portalowi PARADOKS.