05 lutego 2013

Orlando Figes - Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu


„Miłość wiele ma imion. Najważniejsze to odnaleźć tę właściwą i trwać w poczuciu, że decyzje, które się podjęło były właściwe – los wynagradza wtedy wszystkie cierpienia”

Gułag, czyli inaczej łagier lub łagry to sowieckie obozy pracy, do których trafiali kryminaliści, a oprócz nich cała masa mniej lub bardziej winnych ludzi, którzy zostali przez rząd ZSRR uznani za społecznie niepożądane jednostki bądź też podejrzane o kolaboracje lub podejrzane po prostu. Nie da się ukryć, że instytucja gułagu, jest szalenie interesującym narzędziem do sprawowania władzy w kraju totalitarnym. Państwo dbało o to aby byli więźniowie mieli jak najmniejszy kontakt z resztą społeczeństwa, obowiązywała wszechobecna cenzura, gdyż wiadomo, że nad społeczeństwem, które wie niewiele łatwiej jest przejąć kontrolę. Na szczęście lata stalinowskiego Związku Radzieckiego są już za nami, a historycy wreszcie mają prawo do poszukiwania prawdy o tym, jak żyło się nie tylko w łagrach ale także w samym Związku Radzieckim za panowania Stalina. Jednym z takich poszukujących prawdy naukowców jest Orlando Figes, który postanowił w swojej najnowszej książce Poślij chociaż słowo, opowiedzieć światu pewną nietypową, urzekającą i do cna autentyczną historię.

Dwoje młodych mieszkańców Moskwy poznaje się na studiach i, choć nie od razu, zakochuje się w sobie – trywialne prawda? Jednak ani Lew ani Swietłana nie zdają sobie sprawy z tego, że wkrótce przyjdzie im się rozstać… na szereg długich lat. Wybucha II Wojna Światowa, ostatecznie Niemcy napadają na Związek Radziecki, Lew rusza na wojnę… Przez 5 lat młodzi nie mają ze sobą kontaktu. W końcu kiedy sytuacja chłopaka staje się w miarę stabilna (co oznacza ni mniej ni więcej tylko fakt zesłania go do obozu pracy z wyrokiem, aż 10 lat – za najcięższe przewinienie, czyli zdradę ojczyzny) postanawia on odezwać się do swojej ciotki, by uzyskać informacje na temat Swietłany. Sam nie ma odwagi wkraczać z butami w życie dziewczyny po tak długiej rozłące. Na szczęście innego zdania jest jego ciotka, która informuje Swietłanę o losie Lwa. Tak rozpoczyna się ich dziesięcioletnia (kolejna) rozłąka przepełniona bólem, tęsknotą i wyczekiwaniem, ale także miłością i okrywaniem w sobie zdolności do poświęceń.

Przede wszystkim chciałabym zauważyć, że choć podtytuł książki brzmi Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu, to jednak lektura ta nie opowiada stricte o miłości. Oczywiście uczucie to stanowi ważną jej część ale brytyjskiemu autorowi zależało nie tylko na ukazaniu losów dwójki młodych osób, którym totalitaryzm dość znacznie uprzykrzył życie. Autor zadbał o to by Poślij chociaż słowo stanowiło przekrój społeczeństwa ZSRR na tle tamtego okresu. Być może właśnie to sprawia, że książka jest lekko chaotyczna. Choć w żaden sposób nie przeszkadza to w jej odbiorze. Po prostu wyraźnie widać, że autor chciał zwrócić uwagę czytelników nie tylko na relację łączącą dwoje młodych zakochanych ludzi, ale także na wszystko dookoła nich, dlatego sukcesywnie rozbijał ten wątek i wplatał w niego relacje z życia w obozie; historie ludzi, którzy stanęli na drodze życia naszych bohaterów; oraz opisy moskiewskich realiów, w których przebywała Swietłana.

Tych, których może odstraszać brak dialogów w książce, pragnę uspokoić. Dialogi są, tylko niebezpośrednie. Autor ukazuje wymianę listów między kochankami, a w między czasie relacjonuje owe zdarzenia, o których jest w nich mowa. Wszystko to oczywiście na podstawie korespondencji oraz wspomnień starszych już bohaterów, z którymi Brytyjczyk spotkał się w 2008 roku.

Poślij chociaż słowo to naprawdę rzetelna opowieść. Najciekawszy jest tu sposób w jaki została tutaj ukazana historia stalinowskich rządów. Przecież takich Lwów i Swietłan było wiele. Rozdarte rodziny; ludzie posądzeni o zbrodnie, których nie popełnili; napiętnowane społeczeństwo podzielone na tych, którzy nic nie wiedzą i są wolni, oraz na tych, którzy wiedzą wszystko ale są w niewoli. Książka doskonale obnaża działanie systemu, jaki panował w ZSRR. Figes unika jednak jednoznaczności. Owszem podejmuje pytania na temat ślepoty społeczeństw i jednostek, pośród których żyli przecież ci, którzy czekali na uwolnienie bliskich z łagrów, jednak stara się tego nie komentować. Jedyne komentarze od autorskie jakie pojawiają się w książce, polegają na relacjonowaniu i wyjaśnianiu omawianych w listach faktów.

Poślij chociaż słowo stanowi intrygującą hybrydę surowej literatury faktu i poetyckiego romansu. Przeplatanie się tych dwóch stylów stanowi dosyć sporą nowość. Rzadko zdarza się, aby autor pokusił się o takie rozwiązanie. Nie mniej jednak dzięki takiemu właśnie zabiegowi książka nie traci nic ze swojej autentyczności, a przy okazji przestaje być tak surowa, jak tylko mogłaby być lektura dotycząca tak ponurej tematyki.

Książka Orlando Figes’a to opowieść o nadziei, niezłomnej woli i uczuciu, które potrafiło zwyciężyć nad wszystkim tym, co w ludziach najgorsze. Myślę, że jest to książka unisex, adresowana tak dla mężczyzn – dzięki rzetelności z jaką autor przedstawia fakty; jak dla kobiet – poprzez sposób ukazania historii przez pryzmat uczuć dwójki osób, których miłość kwitła na tle tragicznych i znamiennych wydarzeń historycznych. Polecam wszystkim, którzy potrzebują zrozumieć, że o pewne rzeczy warto walczyć; oraz po prostu tym, którzy chcą poznać ciekawą i dobrze opowiedzianą historię.

Ocena: 5/6

Tytuł: Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu
Autor: Orlando Figes
Ilość stron: 418
Wydawnictwo: Magnum 2012
Cena: 49,00 zł