12 lutego 2014

Jo Ann Bender - Lebensborn

Generalnie, rzadko się zdarza aby czytelnicy zachwycali się książkami nudnymi, z miałką fabułą i sztucznymi dialogami, oraz mało inteligentnymi bohaterami, dlaczego więc takie książki powstają? Trudno to stwierdzić. Czasem nie chodzi o brak talentu autora tylko umiejętne oszlifowanie treści przez zespół redakcyjny pracujący nad książką, ale często chodzi właśnie o umiejętności pisarza. Wydaje mi się, że właśnie to drugie stanowi problem książki Lebensborn Jo Ann Bender.

Pomysł na fabułę nie był wcale taki zły. Oto przenosimy się do okupowanej podczas II wojny światowej Francji i poznajemy rodzinę młodej Antoinette. Jej dom zostaje wybrany przez niemieckich oficerów SS, którzy mają się w nim zakwaterować. Okazuje się, że życie pod jednym dachem z wrogiem może obfitować w wiele emocjonujących uniesień – niekoniecznie negatywnych. Młoda dziewczyna, z niewiadomych przyczyn, zakochuje się w jednym z niechcianych lokatorów i (dziwnym trafem) zachodzi z nim w ciążę, która z kolei ściąga na dziewczynę kłopoty i zmusza ją do opuszczenia bezpiecznego rodzinnego domostwa.

Powieść Bender można podzielić na dwie części. W pierwszej śledzimy miłosne perypetie młodziutkiej Francuzki, która nie może zdecydować się, czy wytrwać w wierności do ukochanego powiązanego z ruchem oporu, czy też ulec tajemniczej sile przyciągania dosyć gburowatego lecz przystojnego niemieckiego majora. Bohaterka dosyć szybko poddaje się czarowi Niemca i tak rozpoczynają się jej kłopoty. Nie mogę nadziwić się, jak bardzo infantylna, nieporadna i głupiutka jest Antoinette. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że podczas II wojny światowej wiele kobiet było gwałconych i zmuszanych do stosunków z żołnierzami wrogich państw, a jeszcze inne robiły to z własnej woli. Jednakże to w jaki sposób przedstawione są wahania, oraz rozmyślania bohaterki wskazują na jej całkowity brak rozsądku. W zasadzie nie wiadomo czy chciała się z nim przespać, czy jednak nie chciała ale nie miała wyjścia, a może chciała ale się bała, a może wcale... i można tak w nieskończoność... Skoro wiemy już, że nie sposób jest polubić postaci, wokół której snuje się fabuła powieści, możemy przejść do dalszych rozważań.

Druga część książki opowiada o pobycie ciężarnej Antoinette w ośrodku Lebensborn. Tu sprawa wcale nie ma się lepiej. Dostajemy kolejną dawkę bezpłciowych przemyśleń oraz całkowitego podporządkowania się ze strony Francuzki.

Tempo powieści jest bardzo jednostajne, nie ma zapowiadanych nagłych zwrotów akcji. Poznając główną bohaterkę, każdy pomysłowy czytelnik może spodziewać się, że jej historia nie może skończyć się dobrze. Literacko też jest dosyć kiepsko. Zdania są sztuczne, a w treść wkradają się błędy. Wszystko to, okraszone szczyptą braku logiki, błędnymi faktami historycznymi oraz nijakością sprawia, że powieść Lebensborn pod względem jakości plasuje się na samym dole listy książek, które przeczytałam w całym swoim życiu. Uwierzcie mi, to wyczyn.

Na plus:
+ w miarę ciekawa okładka

Na minus:
- bohaterowie, szczególnie postać główna
- błędne informacje historyczne
- styl i język
- pomysł oraz jego realizacja
- brak logiki
- ogólnie ble i fuj ;)
OCENA: 1/6
Autor: Jo Ann Bender
Tytuł: Lebensborn
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Bellona 2013
Cena: 34,90 zł