07 grudnia 2014

"Interstellar" w reż. Christophera Nolana

Christopher Nolan niczym mityczny król Midas, zamienia w metaforyczne złoto każdy film, który reżyseruje. Bełkotliwa Incepcja, w której grupa śmiałków wyrusza penetrować sny i zaszczepiać w nich idee, choć nie wszystkie przyczynki tej ekspedycji są jasne, staje się trzymającym w napięciu filmem akcji, który od początku do końca ogląda się w pełnym skupieniu. Melodramatycznym Prestiżem Nolan oszukuje widzów żonglując wątkami fantastycznymi, które ci w pełni akceptują. Ukazując historię Batmana reżyser zrezygnował z groteski i kiczu na rzecz realizmu, brutalności, a także pogłębienia psychologicznego postaci. Najnowszy film Brytyjczyka doskonale wpisuje się w budowane przez niego latami pasmo twórczych sukcesów. Interstellar stanowi bowiem doskonałe połączenie dramatu, fantastyki naukowej oraz filmu katastroficznego. Umiejętność subtelnego wykorzystywania filmowych środków wyrazu, nienachalny sposób przedstawiania emocji towarzyszących bohaterom, minimalizacja efektów specjalnych i genialna obsada sprawiają, że w końcowym rozrachunku film zachwyca, choć początkowo trudno jest w to uwierzyć...


Na Ziemi następują nieodwracalne w skutkach zmiany, które sprawiają, że życie staje się znojem. Uprawy niszczy niemożliwa do opanowania zaraza, tym samym coraz trudniej jest wyżywić całą populację. Wszelkie środki finansowe ładuje się w walkę z głodem dopadającym tak biednych, jak i bogatych. Zmienia się także klimat. Burze pyłowe, które pojawiają się często i trwają bardzo długo sprawiają, że kolejne pokolenia rodzą się coraz słabsze i wszyscy bez wyjątku zapadają na śmiertelne choroby płuc. Jeśli mądre głowy nie znajdą żadnego sposobu na to, jak poradzić sobie z tą powolną i mało spektakularną ale skuteczną apokalipsą gatunek ludzki umrze na Ziemi. Oto jednak pojawia się światło w tunelu – dosłownie, bowiem naukowcy odkrywają tunel czasoprzestrzenny prowadzący poza Układ Słoneczny, do innej galaktyki pełnej planet, które być może nadają się do zasiedlenia. W kosmos wyrusza objęta tajemnicą misja, której celem jest znalezienie domu dla ludzkości.


Ten enigmatyczny i pozbawiony przedstawienia bohaterów opis fabuły jest moim celowym zabiegiem. Uważam że szkodą dla filmu byłoby zdradzenie kilku fundamentalnych wątków, które mogłyby się znaleźć w opisie, gdybym tylko postanowiła inaczej. Tym samym chciałabym aby każdy miłośnik sztuki filmowej pofatygował się do kina i zapoznał się z najnowszym dziełem Nolana, ponieważ zdecydowanie warto jest zobaczyć przedstawienie cichej i powolnej śmierci naszej planety, subtelność relacji rodzących się między obcymi sobie ludźmi, na których barkach spoczywają losy świata oraz grozę i rozpacz, które rodzą się w samotności. Takiej samotności, jaką może odczuć człowiek znajdujący się w niezmierzonej przestrzeni kosmicznej. Myślę, że na tym etapie artykułu, można już dostrzec myśl, która delikatnie przebija się przez moją świadomość, na wspomnienie wrażeń zaraz po seansie... a mianowicie: nie jest to film łatwy, miły i przyjemny, na który warto wybrać się w weekend do multikina, by zaserwować sobie bezsensowną kinematograficzną papkę, która osłodzi szarość mijających dni. Wszyscy, którzy oczekują od tego filmu rozrywki srodze się zawiodą, ponieważ pomimo delikatnych nieścisłości i małych logicznych zgrzytów, które można zarzucić na karb domniemywań w sferach niektórych teorii podjętych przez twórców tego niewątpliwego dzieła, Interstellar to wielowymiarowe kino sięgające głębokiego egzystencjalizmu, wrażliwe nie tylko na współczesne, ale i ponadczasowe dylematy człowieka.

Wspomniałam wcześniej, że film w końcowym rozrachunku zachwyci, choć początkowo trudno temu zawierzyć. To chwilowe zwątpienie może być spowodowane niespiesznością z jaką Nolan opowiada swoją historię. Napięcie budowane jest stopniowo, co w kontekście trwającego prawie trzy godziny filmu oznacza niestety, że pojawia się ono dość późno, bo mniej więcej pod koniec pierwszej godziny trwania seansu. Jednak wraz z rozwojem akcji, widz zaczyna odczuwać niepokój pomieszany z zaciekawieniem. Uczucia te narastają, by w ostatnich scenach przerodzić się w ściskającą żołądek euforię. I towarzystwa takich właśnie emocji wam życzę.

Recenzja została opublikowana na portalu Rzeczgustu.