02 kwietnia 2012

Cherie Priest - Kościotrzep

„Ile steampunku mieści się w steampunku?”

Steampunk to specyficzna odmiana fantastyki naukowej – wszechobecne maszyny i technologie, jednych mogą przyciągnąć, innych odstraszyć. „Kościotrzep” wydany nakładem wydawnictwa „Książnica” należy właśnie do tego gatunku. Cherie Preist, autorkę tej książki, nazywa się tu i ówdzie królową steampunku, muszę więc przyznać, że moje wyobrażenie na temat tej książki, tuż przed jej otworzeniem było… cóż dosyć wybujałe. Ile więc steampunku mieści się w steampunku? Zaraz się dowiecie.

Czasy wojny secesyjnej, ludzie tłumnie ściągają na wybrzeże Pacyfiku, by odkrywać złoto, którego pokłady rzekomo zostały tam odkryte. Okazało się jednak, że złoża te są niemożliwe do eksploatacji, ze względu na położenie – przykrywała je ogromna bryła lodowa. Postanowiono, więc znaleźć na to jakiś sposób. Odnalazł się w końcu wynalazła, który skonstruował maszynę, która miała się przebić przez pokłady lodu. Jednak coś poszło nie tak i połowa miasta Seattle została zniszczona. Nie był to koniec nieszczęść. Okazało się, że podczas owego incydentu, dokopano się do złóż trującego gazu, który zamieniał ludzi, narażonych na jego działanie, w zgnilasów, czyli zombie. Zainfekowaną część miasta otoczono grubym i wysokim murem a z czasem zaczęto starać się żyć dalej. Nasza opowieść zaczyna się szesnaście lat po tych wydarzeniach. Nastoletni syn owego wynalazcy, Ezekiel, wyrusza za mur, w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania dotyczące ojca. Jego śladem podąża matka, Briar.

Wracając, więc do steampunku to muszę przyznać, że owszem, autorka zaopatrzyła się w duże ilości pary, zaserwowała czytelnikom trochę maszynerii i kilka statków powietrznych i to by było na tyle. Odpowiadając na pytanie, ile steampunku mieści się w steampunku, w tym przypadku, odpowiedź brzmi – nie wiele. Natomiast co do samej fabuły, to trzyma ona dosyć dobry poziom. W zasadzie nie ma nic co można by specjalnie zanegować ani też jakoś wyjątkowo wychwalać. Ot, dobre czytadło – „w sam raz”.

Bohaterowie są nieco irytujący, ale można ich polubić. Język jest bardzo ciekawy i tu muszę pochwalić tłumaczenie Pana Roberta J. Szmidta. Bardzo podobało mi się zróżnicowane słownictwo, warstwa językowa na pewno nie pozwoli się nudzić. Choć w książce występuje cały szereg momentów, które dłużą się niemiłosiernie, to dzięki słownictwu można tę drogę przebrnąć i wcale się nie zmęczyć.

„Kościotrzep” to na pewno dosyć oryginalna książka przygodowo-postapokaliptyczna. Uważam, że warto po nią sięgnąć, jednak nie radzę nastawiać się na jakieś niesamowite rozwiązania, czy też wyjątkowy przebieg akcji. Jest to niebanalna powieść, której jednak brakuje „tego czegoś”. Nie mniej jednak, zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę, być może ktoś znajdzie w niej coś zaskakującego.

Moja ocena: 4/6

Autor: Cherie Priest
Tytuł: Kościotrzep tom I
Wydawnictwo: Książnica 2012
Ilość stron: 384