01 września 2011

Dmitry Glukhovsky - Metro 2033

„Post-apokaliptyczne rosyjskie metro, mroczne jak czarna kawa”
Jeśli ktoś zapytałby mnie, na co w tym roku najlepiej spożytkowałam pieniądze (no oczywiście jakąś określoną sumę), to z ręką na sercu mogę powiedzieć, że była to powieść Dmitry Glukhovsky’ego pod tytułem Metro 2033. Co ciekawe, książka w swej pierwotnej wersji została opublikowana przez autora na stronie internetowej i była dostępna całkowicie za darmo. Użytkownicy zgłaszali tam swoje uwagi i pomagali autorowi wprowadzać zmiany w fabule, i tak w 2010 roku w Polsce, dzięki wydawnictwu Insignis media, pojawił się jej egzemplarz już w okładce, stworzony stricte do sprzedaży.
Książka sprzedała się wyśmienicie, zebrała świetne opinie, i stwierdzam stanowczo, że po przeczytaniu, doskonale wiem dlaczego.
Fabuła po krótce rysuje się tak, iż w wyniku konfliktu atomowego świat uległ zagładzie. Nieliczni ocaleni, schronili się w moskiewskim metrze, które dzięki unikatowej konstrukcji stało się najprawdopodobniej ostatnim bastionem ludzkości. Na mrocznych i brudnych stacjach metra ludzie starają się żyć tak jak za czasów sprzed wojny. Nasz bohater mieszka na jednej z takich stacji. Dotychczas to małe państewko było bezpieczne, jednakże teraz pojawiło się na niej coś, co stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo nie tylko dla jej mieszkańców, ale także dla całego metra. Artem, bo tak na imię naszemu bohaterowi, musi ruszyć w długą podróż by powiadomić stację-serce o nowym zagrożeniu.
Jestem ogromną fanką postapokaliptycznych wizji świata, więc nie ukrywam, że z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po powieść Metro 2033. I nie zawiodłam się. Oprócz ciekawego wydania – intrygująca okładka, to w środku książki znajduję się mapka metra moskiewskiego, która ma nam pomóc w znalezieniu opisywanych lokalizacji (musze przyznać, że się przydała), powieść jest też dopieszczona pod względem językowym. Książka jest napisana lekko, zrozumiale, logicznie i wyjątkowo przystępnie. Chociaż myślę, że dużą zasługą takiego odbioru jest też dobrze wykonany przekład z języka rosyjskiego na polski w wykonaniu Pawła Podmiotko. Mimo ciągłych zmian lokacji Artema, nie sposób się zgubić w odmętach metra. Czytelnik jest prowadzony w ciemnościach i mrocznych zakamarkach tego labiryntu, że tak powiem za rękę.
Fabuła tylko na pozór wydaje się banalna, w trakcie zagłębiania się w coraz to nowe informacje, historia, jaką przestawia nam Dmitry, staje się bardzo wciągająca i tak naprawdę rozwiązanie znajdujemy dopiero na 5 - 6 ostatnich stronach. Muszę przyznać, że rozwiązanie to sprawiło, że zakręciła mi się łezka w oku. A po zamknięciu księgi, wystąpiły na mojej twarzy wypieki.
Wszelkie pochwały, jakie zdobyła ta książka, należą się jej w stu procentach. Nie znalazłam chyba ani jednej rzeczy, która by mi się nie spodobała. Główny bohater jest postacią ciekawą świata, gdyż pod ziemię zszedł jeszcze, gdy był małym chłopcem. Szereg postaci drugoplanowych, które spotyka on na swojej drodze, tylko ubarwiają opowiadaną historię. Ja osobiście pamiętam ich do tej pory a książkę przeczytałam już pół roku temu. I nawet teraz, kiedy o niej piszę czuję lekkie podekscytowanie.
Książka w żadnym wypadku nie jest przereklamowana, a dla fanów gier dodatkowym smaczkiem, może być fakt, iż na jej podstawie powstała gra, która również zdobywa uznanie na świecie.
Moja ocena: 6/6
Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Metro 2033
Ilość stron: 592
Wydawnictwo:  Insignis media
Data wydania: 2010-02-24


Ja kupilam tę książkę w wersji papierowej - ale zwolennicy e-booków mogą ją pobrać z tej strony - http://www.metro2033.pl/