14 września 2011

Raymond E. Feist - Lot nocnych jastrzębi

„Klasyka w pełnej krasie”

Raymond E. Feist jest pisarzem, którego wielu osobom nie trzeba przedstawiać, choć ja należę do tej drugiej grupy. Autor powieści fantasy zasłynął z wydania – uwaga – aż trzydziestu pozycji, a kto wie, ile jeszcze przed nim. W moje ręce trafiła kolejna jego powieść dziejąca się w świecie Migdemii. Pierwszy tom cyklu „Wojny Mroku” zwie się „Lot Nocnych Jastrzębi” i opisuje zdarzenia dziejące się bezpośrednio po zakończeniu „Powrotu wygnańca” (książka należała do innego cyklu). Faktycznie, podczas lektury dało się zauważyć, iż niektórzy z opisywanych bohaterów musieli gościć już na kartach historii tworzonych przez Feista. Jednakże ta kontynuacja nie sprawiła mi żadnego kłopotu, ale przejdźmy do sedna.

Nad światem Migdemii zawisła groźba wielkiej wojny. Mag imieniem Pug budzi się pewnej nocy zlany potem. Sen, który mu się przyśnił zwiastuje ogromne kłopoty nie tylko dla niego, ale dla całego magicznego świata. Jako przewodniczący Konklawe Cieni, musi podjąć walkę ze złem, jakie powraca i zapobiec spiskowi, w wyniku którego zaczyna ginąć Czystej Krwi szlachta. Członkowie wyżej wspomnianej organizacji podejrzewają, iż udział w tym bierze ich dawny wróg Laso Varen, jednakże namierzenie go stanowi dla nich nie lada wyzwanie. Tak, po krótce rysuje się fabuła „Lotu Nocnych Jastrzębi”, jednak nie ukrywam, że bardzo ją spłyciłam, aby nie odbierać wam radości z odkrywania tajemnic tej książki.

„Lot Nocnych Jastrzębi” stanowi klasykę swojego gatunku. Jako fantastyka przygodowa, świetnie spełnia swoją rolę – bawi. Nie mamy tutaj ukrytego drugiego dna, bo jest niepotrzebne. Mamy, po prostu zostać wciągnięci w tajemniczą intrygę i bawić się świetnie przy jej rozwiązywaniu - ja zostałam zaspokojona w pełni. Pierwszy tom sagi zawiera wszystko czego potrzeba – garść magii, odrobinę brawury, trochę szaleństwa i wiele, wiele fantazji. Jedno co mnie zawiodło to samo zakończenie. Mieści się na raptem 5-6 kartkach. Po przeczytaniu cisnęło mi się na usta „hop siup i po sprawie”. Oczywiście, nie mówię tutaj o epilogu, gdyż on ma na celu otwarcie furtki następnym tomom.

Muszę przyznać, że bohaterowie powieści są bardzo wyraziści i różnorodni. Począwszy od Nakora, którego poczucie humoru i sposób postrzegania świata bardzo mi odpowiada,  skończywszy na Jommy’m, który choć stanowi tło dla opisywanych wydarzeń, budzi sympatię a czasem nawet podziw. Jedynym minusem w odniesieniu do bohaterów jest fakt, słabo nakreślonej postaci „złego charakteru”. W porównaniu do innych kreacji, wypada on blado i bez wyrazu. Za to najwięcej przyjemności sprawiło mi poznanie Caleba i dwóch wyrostków – Tada i Zane’a. Jak już pisałam, wiele z postaci pojawiało się we wcześniejszych pozycjach tego autora, tak więc wyjścia są dwa: albo już ich znacie albo poznacie niebawem!

Nie wiem, natomiast cóż rzec na temat pióra samego fantasty. Nie jest on na pewno mistrzem w swym fachu, jeśli chodzi o polot w pisaniu, jednak nie brak mu kunsztu rzemieślniczego. Jego powieść jest wykuta nad wyraz zadowalająco i choć uważam, że ciężko jest ocenić całokształt pisarski autora biorąc pod uwagę tylko jedno jego dzieło myślę, że tu nie pomylę się twierdząc, że dużo straciłam zaczynając swoją przygodę z Raymondem Feist’em dopiero teraz.

Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na jedną kwestię. Od jakiegoś czasu uważam, że wydawnictwo Rebis ma nosa do coraz lepszych książek. Do tego potrafi je świetnie „ubrać”. Szata graficzna okładki jest interesująca – mroczna i luźno odwołująca się do wydarzeń zawartych w powieści. Strony są przejrzyste, dzięki czemu książkę czyta się szybko i łatwo. Polecam „Lot Nocnych Jastrzębi” wszystkim miłośnikom gatunku, gdyż jest to naprawdę lekka i przyjemna lektura.

Moja ocena: 5/6
Tytuł: Wojny Mroku: Lot nocnych jastrzębi
Autor: Raymond E. Feist
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 9.08.2011

Książkę otrzymałam od portalu Paradoks i serdecznie za nią dziękuję.
Recenzja została opublikowana na portalu Paradoks pod adresem - Raymond E. Feist - Lot nocnych jastrzębi