22 września 2011

Robert M. Wegner - Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ - Południe

„Topór i skała, miecz i żar – jedyne, co pozostaje, gdy nie ma już nadziei”


Myślałam, że na polskiej fantastyce znam się… no, że się po prostu znam. Stwierdzam jednak, że jeśli do tej pory nie słyszałam o facecie imieniem Robert M. Wegner, to źle myślałam. "Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ – Południe", to książka wydana przez Wydawnictwo Powergraph w 2009 roku. W roku 2010 doczekała się swojej kontynuacji, której oczywiście nie miałam okazji (jeszcze - z racji swojej totalnej ignorancji) przeczytać.
Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym konkretnie mówią "Opowieści z meekhańskiego pogranicza", to szczerze musze przyznać, że nie potrafiłabym odpowiedzieć. Jak sam tytuł wskazuje, nie jest to jedna opowieść a kilkanaście. Spokojnie, połowa historii ukazanych w tej powieści, mogłaby stanowić odrębny tomik opowiadań. A książkę? Cóż najprościej opisać ją w taki oto sposób: 
Opowieści te mówią o ludziach i Bogach, o ich walkach, wojnach toczonych przez tysiąclecia. Opowiadają o honorze, męstwie, nieprawdopodobnej odwadze, oddaniu życia za sprawę i o miłości – miłości tragicznej, której utrata pozostawia pustkę w miejscu serca.
Książka jest podzielona na dwie części – Północ i Południe – i każda z tych części, opowiada o innych ludach i innych tradycjach. Najpierw, parę słów o minimalnych problemach, jakie sprawiło mi czytanie "Opowieści z meekhańskiego pogranicza". Otóż często książki kilkutomowe mają do siebie to, że musi minąć trochę czasu, aby połapać się, o co w tym wszystkim chodzi. I tak też było w tym przypadku. Zrozumienia nie ułatwiał mi również fakt, zawarcia w opowieści wielu nazw, z którymi zetknęłam się po raz pierwszy np. Issarowie, Aher. Delikatna chaotyczność w chronologii zdarzeń, także – na początku – wybijała mnie z rytmu, jednak nic to w porównaniu z tym jak wielkich uciech dostarczyła mi sama treść książki.
Musze przyznać, że fantastyka dawno mnie nie wzruszyła i nie spowodowała przyspieszonego bicia serca, aż do teraz. Jestem fanką patetycznych historii, które opisują mężów idących w bój, bez strachu, pogodzonych ze swym losem. Uwielbiam historie wojenne, które choć są bardzo przejmujące, opisują niewiarygodne braterstwo ludzi walczących ramie w ramie. Wzruszają mnie opowieści osób, które dla tradycji są w stanie poświecić to, co najcenniejsze w ich życiu. Wszystko to odnalazłam w tej książce. I już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła sprawić sobie "Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Wschód – Zachód".
Autor przekazał opisane przez siebie historie w sposób brutalny, nie szczędząc nam soczystych opisów walk. Język, jakim posługuje się Robert Wegner, jest surowy i bez zbędnych ozdobników. Tacy sami są jego bohaterowie – prawdziwi, z krwi i kości, ukształtowani przez lodowate górskie powietrze lub też suche piaski pustyni. Wszystko to sprawia, ze fabuła nie zwalnia nawet na moment. Pisarz wie, co robi dawkując nam w tak małych ilościach zbędne opisy. Po prostu, zdaje on sobie sprawę z tego, że tak wyjątkowi bohaterowie nie potrzebują zostać określeni, gdyż sami na tle wydarzeń potrafią się idealnie zaprezentować.
Przy okazji warto wspomnieć o tym, że powieść jest ładnie wydana, przemyślana i nie mogłam się w niej doszukać błędów stylistycznych i logicznych. Nie żałuje ani jednej chwili spędzonej nad kartami tej książki.
Moja ocena: 5/6
Autor: Robert M. Wegner
Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Ilość stron: 576
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2009
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Powergraph.