03 stycznia 2013

Jacek Piekara - Ja Inkwizytor. Wieże do nieba


Jacek Piekara jest jednym z moich ulubionych polskich fantastów od 2005 roku, kiedy to w moje ręce wpadła lektura jego autorstwa pod tytułem Ani słowa prawdy. Wtedy to właśnie odkryłam zamiłowanie tegoż autora do opowiadań pełnych dowcipnych dialogów i błyskotliwych pomysłów. Piekara jest pisarzem wszechstronnym i wielce utalentowanym. M na swoim koncie wiele naprawdę poczytnych książek. Kiedy, więc nadarzyła się okazja, by poznać jednego z wykreowanych przez niego bohaterów nie wahałam się ani chwili. Muszę przyznać, że spotkanie to nie należało do udanych. Nie mniej jednak w tym przypadku wina leży bardziej po stronie mojej a nie autora.

Od razu przyznam, że jeśli chodzi o książki to jestem tradycjonalistką i dopóki Bóg nie pokarze mnie ślepotą, Alzheimerem lub inną chorobą ograniczającą czytanie pozostanę wierna ich papierowym wersjom. Innymi słowy nie istnieją dla mnie żadne audiobooki, e-booki – czytam tylko zwyczajne booki. Pech chciał, że przyszło mi poznać przygody Inkwizytora Mordimera w formie audio, co sprawiło, że poczułam się, jak zgubiony w lesie Czerwony Kapturek bez koszyczka, na dodatek cierpiący na syndrom dnia wczorajszego. Nie to, żeby głos Janusza Zadury, czytającego Ja Inkwizytor. Wieże do nieba, był jakiś wyjątkowo niemiły. Co to, to nie. Po prostu od takich, jak by to powiedział Jakub Wędrowycz, ustrojstw boli mnie głowa, a samo słuchanie trwa w nieskończoność, bo skupić się mogę raptem na dziesięć, góra piętnaście minut. Ale dosyć o mojej niechęci do audiobooków.

Płyta zawierająca dwie mini-opowieści Dziewczyny rzeźnika i Wieże do nieba, jest wydana skromnie, ale dosyć ładnie. Choć, gdy widzę na takim cieniutkim opakowaniu cenę trzydziestu pięciu złotych, to krew mnie zalewa, bo nie umiem sobie zwizualizować książki w formie papierowej, stąd też cena wydaje się być zbyt wysoka.

Fabuła pierwszego opowiadania raczej oscyluje na pograniczu fantastyki i więcej wspólnego ma z rasowym kryminałem. Ktoś dokonuje brutalnych mordów na młodych dziewczętach. Młody inkwizytor Mordimer wraz ze swym mistrzem Knotte musi rozwiązać zagadkę śmierci kobiet. Okazuje się, że wynik śledztwa będzie zaskakujący nie tylko dla czytelników ale także detektywów…

Opowiadanie to jest naprawdę świetne i okraszone sporą dawką humoru. Dużym plusem opowieści jest fakt, że historię poznajemy z punktu widzenia Mordimera, który jak się okazuje nie jest nieomylny. Mocną kartą opowieści jest też mistrz Knotte, który choć momentami drażni, stanowi oś humorystyczną Dziewczyn rzeźnika.

Przy tak świetnym pierwszym opowiadaniu, drugie, Wieże do nieba, zdaje się pasować do niego jak pięść do nosa. Dziewczyny rzeźnika charakteryzuje się dosyć szybki tempem i jak już wspomniałam, jest to opowiadanie szalenie dowcipne, natomiast Wieże do nieba to historia, której brakuje tego wszystkiego. Dwóch architektów walczy między sobą o wybudowanie najbardziej monumentalnej katedry w mieście. Z czasem pojawiają się podejrzenia, jakoby jeden z nich grał not fair i korzystał z pomocy czarnej magii. Rozjemcą w tym konflikcie ma być nikt inny jak Mordimer…

Ja Inkwizytor. Wieże do nieba opowiadają o początkach drogi kariery młodego Inkwizytora Mordimera. Zdarzenia opowiedziane w tej książce dzieją się pomiędzy historią znaną z powieści Płomień i krzyż a Sługa boży. Osoby zaznajomione z poprzednimi książkami opowiadającymi o losach Mordimera Madderdina, będą zawiedzione tą pozycją. Pierwsze opowiadanie zawarte w tej książce jest z pewnością bardzo dobre. Jednak sami musicie zdecydować, czy warto zapoznać się z pozycją, w której drastycznie zachwiano równowagę między poziomami dwóch opowiadań.

PS. Póki możecie czytajcie tradycyjne książki. Nie dajcie się wziąć w niewolę elektronicznym potworom! ;)

Ocena: 3/6 (audiobook)

Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.