16 kwietnia 2013

Artur K. Dormann - Co zdarzyło się w Lake Falls


Wampiry w literaturze mnożą się jak grzyby po deszczu. Tę swoistą lawinę zapoczątkowała Pani Meyer, której saga utorowała wymuskanym krwiopijcom drogę do niewieścich serc. Celowo nie wspominam o przypadkach pojawiania się przedstawicieli wampirzego gatunku na kartach takich powieści jak Dracula, czy też Wywiad z wampirem, gdyż kierując się własnym pojęciem estetyki, zaliczam te lektury do zupełnie innego gatunku, całkowicie różnego od Zmierzchu. Książka Artura K. Dormann’a Co zdarzyło się w Lake Falls rzekomo jest w stanie powiedzieć czytelnikom książek o wampirach coś czego jeszcze nie wiedzą. Czy rzeczywiście jest to prawda? Zaraz się przekonacie.

Victoria wraz z malutką córeczką przenosi się do Lake Falls po burzliwym rozwodzie ze swoim władczym mężem i jego niezrównoważoną oraz wścibską rodzinką. Wydaje jej się, że wreszcie odnalazła swoje miejsce na ziemi. Drewniany dom, który dzieli wraz z córką staje się dla nich ostoją. Pewnego dnia równowaga Vic zostaje zachwiana – wiadomość o śmiertelnej chorobie jej dziecka spada jak grom z jasnego nieba. Kiedy wydaje się, że nie ma już żadnej nadziei a chwile, które kobieta będzie mogła spędzić z córeczką są policzone, na progu ich małego domku w Lake Falls pojawia się tajemniczy jegomość, który składa bohaterce ofertę nie do odrzucenia…

Trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Czyta się ją naprawdę sprawnie. Autor umie budować nastrój historii z dreszczykiem, umiejętnie dobiera słowa, gra na uczuciach czytelnika i wzbudza jego zainteresowanie. Stworzył też całkiem przyzwoitą fabułę posiadającą drugie dno, i wypełnił ją dosyć sporą grupą barwnych bohaterów. Co więc sprawia mi trudność, skoro wymieniłam całą masę zalet powieści Co zdarzyło się w Lake Falls? Otóż, tekst książki momentami się dłuży, a swoista gra pomiędzy bohaterką a niebezpiecznym przybyszem potrafi rozdrażnić nawet najbardziej cierpliwego odbiorcę. Mimo tego lektura ma potencjał, który autorowi udało się wykorzystać w zasadzie całkowicie. Choć, absolutnie nie zgodzę się, jakoby Dormann ukazał w tej powieści, jakiś dotychczas nieznany wizerunek wampira – to z drugiej jednak strony stworzył ciekawą historię losów wampirzego gatunku.

Z całą pewnością tytuł ten można polecić nie tylko tym, którzy zachwycają się wampiryzmem w literaturze. Autor naprawdę doskonale wprowadza czytelnika w odpowiednią atmosferę sennego miasteczka posiadającego mroczne tajemnice. Zakończenie nieco mnie rozczarowało, choć właśnie w nim ukryta jest cała przewrotność fabuły – jestem, więc przekonana, że znajdzie ono swoich zwolenników.

Patrząc na całokształt książki, nie można pominąć też kwestii okładki, która w tym przypadku jest charakterystyczna, urzekająca, być może nawet hipnotyzująca? Krzysztof  Krawiec odpowiedzialny za graficzny projekt okładki wykazał się pomysłowością i to dzięki niemu Co zdarzyło się w Lake Falls naprawdę dobrze prezentuje się na półce.

Ocena: 4+/6

Na plus:
- ciekawe ujęcie tematu wampirów
- plastyczny sposób przedstawienia świata wykreowanego
- przystępny język
- nastrój grozy i rewelacyjne przedstawienie sennego miasteczka
- fabuła posiadająca ukryte dno
- bardzo ładna okładka

Na minus:
- wątek (pseudo) romansu między bohaterką a wampirem
- niepotrzebne dłużyzny w tekście np. przeciąganie gry-relacji między głównymi   
   bohaterami
- rozczarowujące zakończenie

Autor: Artur K. Dormann
Tytuł: Co zdarzyło się w Lake Falls
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Prozami 2012
Cena: 34,90 zł
Recenzja ukazała się na portalu DUŻEKA.