Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2013

Robert Muchamore - Republika


Robert Muchamore to angielski badacz, który w 2005 roku porzucił pracę, by zacząć pisać książki dla młodzieży. Tak właśnie narodziła się seria Cherub, opowiadająca o losach małoletnich tajnych agentów brytyjskiego wywiadu. Obecnie ukazał się już trzynasty tom należący do serii, co świadczy zarówno o popularności Cheruba, jak i o nieskończonych pokładach wyobraźni autora. Generalnie rzecz biorąc, każdy tom opowiada inną historię, choć niektóre powieści z serii stanowią kontynuację poprzednich. Tak właśnie rzecz się ma z tomem trzynastym pod tytułem Republika i kolejnym, który jeszcze się nie ukazał, co samo w sobie stanowi dosyć sporą wadę dla czytelników nie lubiących rozmieniać się na drobne.

Dwunastoletni Ryan, jak wszyscy członkowie Tajnej Organizacji Cherub, jest sierotą. Dopiero co udało mu się skończyć szkolenie podstawowe i teraz oczekuje swojej pierwszej misji. Właśnie nadarza się okazja. Cherub potrzebuje kogoś, kto zaprzyjaźniłby się z cichym i nieśmiałym synem Gillian Kitsell. Pod tym nazwiskiem ukrywa się odtrącona przez rodzinę Galenka Aramow. Wydaje się, że kobieta nie ma ze swoją przestępczą rodziną nic wspólnego, jednak wszystko zmienia się, kiedy agencja odkrywa, że matka, która jest przywódczynią klanu przemytników, nawiązała kontakt z Galenką. Ryan poprzez jej syna Ethana ma dowiedzieć się czego ów kontakt dotyczył oraz zdobyć wszelkie niezbędne informacje.

Równocześnie autor wprowadza drugą historię, która tylko pozornie nie jest związana z powyższą. Fu Ning to jedenastolatka mieszkająca w Chinach. Mimo że posiada kochających choć dziwnych rodziców nie wydaje się być szczęśliwa. Kiedy okazuje się, że jej ojciec parał się przemytem ludzi, ona i jej macocha zaczynają być poszukiwane. Udaje im się uciec policji, jednak niefortunnie wpadają w ręce, nikogo innego jak Leonida Aramowa i jego świty. Czy dziewczynka będzie miała swój wpływ w proces rozwiązania szajki Ireny Aramow?

Powieść Republika stanowi nie lada orzech do zgryzienia. Przygotowałam się mentalnie na fakt, że jest to książka napisana dla młodzieży. Tak więc zmniejszyłam swoje oczekiwania wobec niej, jako że dzieci są mniej wymagającymi czytelnikami. I tu pojawia się mój kłopot, ponieważ książka jest strasznie nierówna pod względem języka i stylu. I tak: nie wszystkie jej fragmenty dałabym przeczytać nastoletniemu dziecku (bynajmniej nie dwunasto, trzynastolatkowi) choć właśnie te fragmenty, jago dorosły czytelnik, uznałam za bardzo dobre; natomiast wstęp czy zakończenie okazały się dla mnie nudne i zbyt proste, choć prawdopodobnie nastolatkowi przypadłyby do gustu.

Niesamowicie ciekawe były dla mnie wątki opowiadające historię Ning, jednak jestem przekonana, że znajdą się tacy rodzice, którzy uznają je za zbyt brutalne dla swoich dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że są one pełne napięcia i świetnie napisane. Zawiodłam się natomiast na historii Ryana. W zasadzie całość opisów polega na tym, że chłopiec próbuje się dostać w łaski Ethana, następnie autor zaskakuje czytelników zdarzeniem, które zmienia losy misji o sto osiemdziesiąt stopni i ostatecznie następuje całkowite wyciszenie. Wszystko to sprawia, że pobudzony czytelnik zostaje sprowadzony na ziemię dosyć kiepskim zakończeniem.

Po dalsze losy przygód Ryana i Ning, możemy poznać dopiero sięgając po kolejny tom, który jeszcze się nie ukazał. Jeśli jednak są wśród was cierpliwi czytelnicy, którzy są w stanie wytrzymać w niepewności do czasu ukazania się czternastego tomu, to śmiało przeczytajcie Republikę. Mimo kilku sporych wad, jakie posiada ta powieść, nadal jest do całkiem dobre czytadło, które jednak poleciłabym nieco starszej młodzieży, gdyż handel żywym towarem to nie koniecznie dobry temat na lekturę dla dzieciaków. Rodzicom także poleciłabym najpierw zapoznać się z tą pozycją, by sami mogli ocenić, czy jest to książka odpowiednia dla ich pociech. A przy okazji jestem pewna, że dorośli całkiem nieźle się ubawią poznając historię małoletniego szpiega i małej dziewczynki, której hart ducha i wola walki są godne podziwu.

Ocena: 4/6

Tytuł: Republika
Autor: Robert Muchamore
Cykl: Cherub tom 13
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Egmont 2012
Cena: 37,90 zł
Recenzja ukazała się na portalu PARADOKS.

04 marca 2013

W.E.B Griffin - Zabójca


W.E.B. Griffin może być znany męskiej części czytelników za sprawą serii książek poświęconych żołnierzom i policjantom. Pisarz, dożywotnio mianowany prezesem Stowarzyszenia Weteranów Amerykańskich Sił Specjalnych, sławę zdobył dzięki powieściom z serii Korpus, opisującym dzieje grupy oficerów i żołnierzy piechoty morskiej podczas wojny na Pacyfiku. Jak więc wyraźnie widać tematyka, jaką porusza nie należy do łatwych i lekkich, a sama po lekturze Zabójcy śmiem twierdzić, że jego książki to typowa męska literatura.

Ciężko jest streścić tak obszerną fabularnie powieść. Nie mniej jednak jej dwa główne wątki to próba udaremnienia zamachu na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Ów zamach planuje dosyć przebiegły acz niezrównoważony człowiek. Drugi wątek obraca się wokół skorumpowanych funkcjonariuszy departamentu, którzy zdają się być nieuchwytni, do czasu… Oficerowie departamentu będą musieli skumulować wysiłki by sprostać obu tym trudnym zadaniom. Od razu pragnę zwrócić uwagę na to, iż choć Zabójca to V tom cyklu Odznaka honoru, można spokojnie czytać go bez znajomości wcześniejszych książek serii.

Autor stworzył rzetelną i przepełnioną informacjami książkę, w której aż roi się od postaci pierwszo i drugoplanowych, a każda z nich jest skonstruowana solidnie i z wyczuciem. Zabójca to powieść realistyczna, której daleko od rozrywkowej papki książek sensacyjnych, czy kryminalnych. W przypadku tego tytułu, naprawdę możemy się spodziewać, iż opisywane zdarzenia mogły bądź wciąż mogą się zdarzyć – fabuła powieści nie jest więc wynikiem tylko i wyłącznie sprawnie działającej fantazji pisarza, ale także doskonałej obserwacji amerykańskiego społeczeństwa i wydarzeń kilku minionych lat.

Książka Griffina jest powieścią dobrą. Niestety jestem przekonana, że zdoła zmęczyć mniej wytrwałych i wprawionych w tego typu literaturze czytelników. Stanowczo odradzam ją także kobietom. Innymi słowy jest to lektura dla konkretnych i szukających mocnych wrażeń panów, których męczą stricte rozrywkowe klimaty. Autor stworzył naprawdę skomplikowaną sieć intryg i politycznych knowań, a wszystko to otoczył aurą ciężkiej policyjnej atmosfery. Plusem jest jednak to, że nie zapomniał o ludzkiej stronie glin, o których mowa w jego książce. Skrupulatnie, krok po kroku tworzy wizerunki swoich postaci. Wplata ich życiowe rozterki, ambicje względem rozwoju kariery, opisy ich otoczenia i tok myślenia w fabułę historii, o tym co tak naprawdę na co dzień możemy usłyszeć w wiadomościach telewizyjnych.

Ci, którzy naprawdę szukają inteligentnej i błyskotliwej lektury i którzy nie odczują niechęci do ogromnej ilości informacji zawartych na kartach tej książki, lektura z pewnością nie rozczaruje. Jednak od razu lojalnie uprzedzam – pasjonaci lewitowania kilkanaście centymetrów ponad chodnikami, czyli wszyscy ci, którzy z zapałem pochłaniają wyssane z palca i niewiarygodne historie, mogą podczas zapoznawania się z tą pozycją literacką mocno zderzyć się z rzeczywistością. Książka na pewno jest w stanie zaoferować wiele czytelnikowi, który otworzy się na nią i zgodzi się na tylko niewielkie oddalenie od rzeczywistości. Tak więc polecam ją wszystkim tym, którzy poszukują lektury konkretnej i mocno osadzonej w realiach codzienności.

Ocena: 4/6

Tytuł: Zabójca
Autor: W.E.B Griffin
Ilość stron: 616
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2013
Recenzja ukazała się na portalu DUŻEKA.

05 listopada 2012

Ivo Vuco - Synonim zła


„Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”*
Ivo Vuco nie był dotychczas znany w Polsce. Ten polski pisarz serbskiego pochodzenia swoje dotychczasowe artykuły publikował poza granicami naszego kraju, jednak kilka dni temu ukazała się jego debiutancka powieść „Synonim zła”. Impresariat Artystyczny Libra oraz wydawnictwo Bellona włożyło dużo wysiłku w promocję tej książki, pytanie brzmi, czy warto po nią sięgnąć?

Urodzony w Polsce Bartek, od dziecka marzył o Nowym Yorku. Czuł, że właśnie to miasto stanowi jego miejsce na Ziemi. W końcu udało mu się dopiąć swego, i 4 lutego 1997 roku ten dwudziestokilkulatek wysiadł z samolotu na lotnisku JFK. Tak zaczął się jego piękny amerykański sen. Bart poznał wiele osób, zaprzyjaźnił się z częścią z nich, poznał smak prawdziwej miłości, skusiły go też ogromne pieniądze, które krok po kroku, nieuchronnie sprowadziły go, po kilku latach szalonego życia, do celi śmierci. To właśnie tam, za sprawą namowy klawisza, z którym się zaprzyjaźnił, zaczął on spisywać swoją tragiczną historię. Historię, w której niebezpieczeństwo i życie na krawędzi przeplata się z chwilami szczęścia, radości, uśmiechu. Historię, na której cieniem położyły się polityczne matactwa, stare długi i ostatecznie śmierć.

Ciężko jest streścić fabułę powieści „Synonim zła” tak by nie zdradzić wszystkich niespodzianek, jakie naszykował dla czytelników autor. Jednak tak po krótce przedstawia się opowieść o życiu i śmierci młodego emigranta z Polski. Opowieść ta jest brutalna, aż do bólu realna i drapieżna, ale także ckliwa i niesamowicie wciągająca. Teraźniejszość miesza się tu z retrospekcjami, i jedyne na co zabrakło w niej miejsca to przyszłość. Bohater jest zwyczajnym człowiekiem, jednak w jego losach nie ma nic zwyczajnego. I właśnie taka jest ta historia – niezwykła i bardzo osobista.

Ivo Vuco stworzył świetną powieść, która czyta się z zapartym tchem. Niekiedy wprowadza nas w ślepe uliczki, tylko po to by po chwili przerzucić wątek w zupełnie inne miejsce i sprawić, że poczujemy się całkowicie zaskoczeni. Opisuje Nowy York, takim jakim mogą go widzieć zwyczajni ludzie, emigranci i uciekinierzy. Nie wiem co sprawia, że „Synonim zła” jest tak realny, ale Bóg jeden wie, że nie raz zapłakałam nad losami bohaterów. Dawno nie czytałam tak rzeczywistej, tak wciągającej i świetnie spisanej powieści.

Oprócz bardzo plastycznego języka oraz świetnie skonstruowanej fabuły, przywodzącej na myśl wybitne gangsterskie historie, jak np. „Chłopcy z ferajny”, czy też „Dawno temu w Ameryce”, ogromnym atutem tej książki są jej bohaterowie. Różnobarwny zlepek ludzi pochodzących z różnych światów, tworzy wulkan emocji, którymi przesycony jest „Synonim zła”. Autor doskonale kreuje postać Bartka. Człowieka, w którym mieszają się pierwiastki dobra i zła. Jestem urzeczona debiutem Ivo Vuco. To naprawdę genialny pisarz, który umiejętnie snuje swoją opowieść. Zachęcam Was do ruszenia w sentymentalną i niebezpieczną podróż śladami emigranta Bartka Shmidt’a.

Ocena: 6/6

Tytuł: Synonim zła
Autor: Ivo Vuco
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Bellona 2012
*Johann Wolfgang Goethe

Powieść otrzymałam dzięki uprzejmości Impresariatu Artystycznego Libra

23 września 2012

Marcin Ciszewski - Upał

„Linie frontu przebiegają najczęściej zupełnie gdzie indziej, niżby się wydawało na pierwszy rzut oka.”

Jakiś czas temu cała Polska żyła odbywającymi się w naszym kraju Euro 2012. Ta ogromna impreza sportowa zwróciła na naszą piękną ojczyznę oczy większości krajów na świecie. Byliśmy nie tylko bacznie obserwowani przez wzgląd na polską drużynę biorącą udział w mistrzostwach, ale także pod kątem organizacji całych zawodów. Oprócz zamieszania panującego podczas budowy stadionów, tym co najbardziej nie dawało spać wielu rodakom było bezpieczeństwo w czasie odbywania się mistrzostw. Nasz kraj dawno nie gościł, nie tylko tak wielu miłośników piłki nożnej, ale także dużej liczby znanych osobistości. Mając w pamięci wydarzenia z Letnich Igrzysk Olimpijskich w Monachium 1972 roku oraz zamachy terrorystyczne z 2001 roku, można było przypuszczać, że tym razem również nie obędzie się bez podejmowania ich prób przez zamachowców. Właśnie taką tematykę wybrał Marcin Ciszewski na centrum fabuły książki „Upał” wydanej nakładem wydawnictwa Znak. I choć już dawno po mistrzostwach, a wizja Ciszewskiego na szczęście nie okazała się prorocza, nie zmienia to faktu, że książka trzyma w napięciu i nie ulega przedawnieniu.

Autor jest specem od służb specjalnych, co wyraźnie przebija z kart tej powieści. Jej bohaterem jest podinspektor Jakub Tyszkiewicz, którego zdaniem jest właśnie utrzymanie bezpieczeństwa podczas odbywających się w Warszawie ćwierćfinałów Euro 2012. Bohater ma na głowie nie tylko walkę z terrorystami, ale także kłopoty rodzinne, a na dodatek okazuje się, że gorszy wróg z którym przyjdzie mu się zmierzyć ukrywa się po tej samej stronie barykady. I tu wykluwa się także wątek polityczny, który zajmuje uwagę autora prawie tak samo intensywnie jak walka Tyszkiewicza z terrorystami. Nie jestem w stanie ocenić prawdopodobieństwa nastąpienia, aż tak zaawansowanej politycznej rozgrywki między służbami mającymi dbać o nasze bezpieczeństwo w kraju, gdyż nie jestem specjalistką od polityki, ale ja w tę historię uwierzyłam.

Akcja „Upału” jest bardzo dynamiczna. Wielowątkowość powieści jednych odstraszy innych przyciągnie, ale jedno jest pewne, autor nie zawarł w niej nic co byłoby zbędne. Każdy zaistniały fakt i każde wydarzenie ma swój cel, i prowadzi do rozwiązania historii. Swoja drogą, gdyby polscy reżyserzy chętniej korzystali z adaptacji rodzimej literatury na ekrany kin, może wreszcie mielibyśmy czym się pochwalić na arenie międzynarodowej, gdyż powieść „Upał” czyta się znakomicie i równie dobrze by się oglądało. Ciszewski stworzył tak realistyczną wizję zamachu terrorystycznego, że powinniśmy dziękować Bogu, że nie jest on zagorzałym islamistą. A może jednak jest..?

Książka charakteryzuje się niewymuszonymi i momentami dowcipnymi dialogami, co sprawia, ze czyta się ją sprawnie, szybko i przyjemnie. Zapewne „Upał” sprawił większą radość tym czytelnikom, w których ręce trafił jeszcze przed rozpoczęciem Euro, ale nawet teraz kiedy wiemy już, że książkę należy zaklasyfikować do „political fiction” wzbudza ona niemałe emocje.

„Upał” jest także wyjątkowo udanym dziełem pod względem wydania. Ciekawa okładka oraz profesjonalna opieka redakcyjna sprawiają, że powieść ta należy do grupy najlepszych książek sensacyjno-szpiegowskich wydanych w naszym kraju, a także poza jego granicami. Choć nie należę do fanów powieści takiego gatunku, urzekła mnie jej wciągająca fabuła. Jestem przekonana, że znajdzie ona swoje miejsce na półkach wielu miłośników książek.

Moja ocena 5/6

Autor: Marcin Ciszewki
Tytuł: Upał
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Znak. Litera nova 2012

Recenzja napisana dla portalu KOSTNICA.

25 grudnia 2011

D.J. McIntosh - Wiedźma z Babilonu

„Fikcja literacka osadzona w świecie faktów historycznych – tajemnice starożytności odżywają na nowo”

Historia starożytna choć uparcie i do znudzenia wałkowana w szkołach nadal pozostaje tajemnicza i interesująca. Do tej pory tysiące naukowców i badaczy zajmuje się odkrywaniem zagadek odległej przeszłości oraz poszukiwaniem starożytnych i zaginionych artefaktów. Temat ten nie jest łatwy, gdyż szybko można pogubić się w zawiłych faktach historycznych, ponieważ niewiele z tego co wywodzi się ze starożytności to informacje sprawdzone i w stu procentach pewne. Dlatego też do literackiego debiut D.J McIntosh po tytułem „Wiedźma z Babilonu” podeszłam z przymrużeniem oka.

Rok 2003 – w Iraku trwają działania wojenne. Ludzie dokonują grabieży a miasta pogrążają się w chaosie. Nawet muzea nie są wolne od rabunku. W końcu upada też słynne irackie Muzeum Narodowe – jednak trzem mężczyznom udaje się „uratować” pewien tajemniczy artefakt, który następnie wywożą z kraju…                                                                           
Następnie poznajemy mieszkającego w Nowym Yorku Johna Madisona, któremu ostatnio los nie sprzyja. W wypadku samochodowym ginie jego brat – co gorsza to on był kierowcą – a wkrótce za sprawą wspomnianego wcześniej przedmiotu zostaje uwikłany w nieprawdopodobną sprawę i choć wcale nie ma ochoty będzie musiał odegrać w tej historii kluczową rolę.

Nie jestem w stanie streścić tej opowieści inaczej. Powieść zawiera tyle wątków, że nie sposób wspomnieć o jednym a ominąć inne, a tym samym zamiast recenzji stworzyłabym Wam zupełnie niepotrzebne streszczenie. Niełatwo jest mówić o historii, dlatego podziwiam McIntosh za to, że postanowiła zająć się taką tematyką i nie poległa, co więcej stworzyła historię „trzymającą się kupy”, intrygującą i wciągającą. Za sprawą „Wiedźmy z Babilonu” przenosimy się z Manhattanu do starożytnej Babilonii i współczesnej Turcji czy Iraku. To co urzeka w tej powieści to fenomenalnie skonstruowana intryga. Musze przyznać, że choć kilku informacji i historycznych powiązań nie udało mi się ogarnąć swoim „małym rozumkiem” to absolutnie nie wpłynęło to na mój odbiór i zrozumienie całej powieści.

„Wiedźma z Babilonu” nie jest lekturą lekką, gdyż niesie w sobie ogromną dawkę historycznych rewelacji, jednak jest napisana językiem przystępnym i zawiera bardzo ciekawą historię fikcyjną. Przyznam, że nie mogłam wymarzyć sobie lepszego efektu połączenia fikcji literackiej i faktów historycznych.

Polecam powieść „Wiedźma z Babilonu” każdemu kto ma ochotę na ciekawą trylogię. Właśnie! Moi mili „Wiedźma” to dopiero początek tej zapierającej dech w piersiach historii. A biorąc pod uwagę zaskakujące zakończenie i kilka nierozwiązanych wątków, zapowiada się, że będzie jeszcze lepiej. Byłam przekonana, że ta lektura mnie zawiedzie a zaskoczyła i wciągnęła mnie tak bardzo, że do tej pory wydłubuje z ubrań ziarenka piasku z irakijskich pustyni.

Moja ocena: 5-/6

Tytuł: Wiedźma z Babilonu
Autor: D.J. McIntosh
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Bellona 2011
Książkę dostałam od i zrecenzowałam dla portalu DUŻE KA, serdecznie za nią dziękuję.

01 grudnia 2011

Reyes Calderon - Akta Canaimy

„Nudne cyferki i liczby ubrane w intrygę wszechczasów – teoria spiskowa na najwyższym poziomie”

Reyes Calderon jest doktorem ekonomii i filozofii. Zawodowo zajmuje się polityką dobrego zarządzania i przeciwdziałania korupcji… i pisze książki! Muszę przyznać, że bardzo niechętnie sięgnęłam po powieść owej pani zatytułowaną „Akta Canaimy”. Oczywiście, już nie pierwszy raz przekonuje się, iż nie należy oceniać książki po okładce, treści po informacjach od wydawcy, a pisarza po jego wykonywanym zawodzie. Przede wszystkim byłam przekonana, że ekonomistka i do tego specjalistka od zarządzania i przeciwdziałania korupcji, będzie dobra w pisaniu sobie tylko potrzebnych przemówień i wystąpień jednak daleko jej będzie do piękna płynności języka literatury. Jak się okazuje jednak polityka wcale nie jest nudna, a wszelkie intrygi uknute na wysokich szczeblach władz Światowych Instytucji itp., mogą zostać opisane w sposób przystępny i ciekawy.

Dolores MacHor poprzez totalny zbieg okoliczności zostaje wplątana w intrygę. Nie wiadomo, kto jest zamieszany w tę międzynarodową aferę korupcyjną, wszystko wskazuje jednak na to, że są to ludzie bardzo wysoko postawieni. A jak wiadomo, jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Przy okazji rezolutna Dolores – Lola, jest sędziną. Jako przedstawicielka „ślepej sprawiedliwości”, mimo iż zdaje sobie sprawę z tego jak ogromne niebezpieczeństwo grozi jej i jej bliskim, podejmuje się ona rozwiązania tej zagadki. Choć z początku mamy wrażenie, że pechowa sędzia MacHor wpadła w tę sieć jak mucha w sidła pająka, to z czasem okazuje się, że jej ognisto rude włosy świadczą także o jej charakterze. Jest to bohaterka pewna siebie, władcza a przy tym niesamowicie inteligentna.

Powieść zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Kiedy już w końcu zabrałam się za nią, to nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęły mi się kończyć kartki. Mimo tematyki, jaka jest ukazana w tej powieści, to zagadnienia korupcji, machlojki budowlane i inne tego typu trudne zagadnienia są wyjaśnione przystępnym językiem, tak więc sama treść nie sprawia wielu problemów przy odbiorze. Możecie mi uwierzyć, czytałam wiele książek dotykających błahszych problemów, przez które jednak ciężko było przebrnąć. Ta książka jest inna – ciekawa i treściwa, a przy okazji nie znalazłam w niej ani jednego elementu, który byłby zbędny. Tak żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie twierdze jednak, że książka „Akta Canaimy”, jest prosta w przekazie… o nie! Jest to książka posiadająca ukryte dno, wbrew pozorom opowiada o wielu innych sprawach, niż tylko walka z korupcją.

Brakuje mi jedynie odrobiny serca, które Wydawnictwo Muza mogło włożyć w wydanie tej książki. Wcale nie obraziłabym się na sztywną oprawę, która nadałaby odpowiedniej elegancji i fasonu tak poważnej powieści. Jednak przecież nie to, jak danie jest podane, a to jak jest przyrządzone sprawia, iż możemy dać się ponieść wyrafinowanym smakom i najeść do syta. Dla Pani Reyes Calderon ode mnie głębokie ukłony i brawa! Jednak odradzam Akta Canaimy wszystkim, którzy uważają, że książka ma jedynie bawić, a jej treść powinna być łatwa i lekka. Powieść ta łatwa i lekka nie jest i z pewnością zadowoli wszystkich, którzy lubią używać głowy czytając.

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Akta Canaimy
Autor: Reyes Calderon
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Muza SA
Data wydania: Marzec 2011

07 września 2011

Ian Rankin - Otwarte drzwi

„Gdzie pojawiają się pieniądze tam kończy się przyjaźń?”

Ian Rankin to szkocki autor kryminałów. Dodatkowo bardzo poczytny, jak twierdzi nota na odwrocie okładki. Nic więcej moi Mili nie mogę Wam powiedzieć na temat tegoż oto Pana, gdyż sama nie wiele więcej o nim wiem, natomiast mogę Wam powiedzieć co nie co na temat jego najnowszej powieści „Otwarte drzwi”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Albatros A. Kuryłowicz.
Mike Mackenzie był właścicielem firmy software’owej, jednakże sprzedał ją i choć dzięki temu odłożył na swoim koncie pokaźną sumkę to w jego życiu zapanowała nuda i stagnacja. Tak więc, obecnie Mike jest znudzonym kolekcjonerem dzieł sztuki, który przepuszcza miliardy na obrazy. Jego przyjaciółmi są Allan Cruikshank i Robert Gissing, ten ostatni jest profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Edynburgu. Pewnego dnia panowie ci, wpadają na pomysł obrabowania Galerii Narodowej, gdyż nie mogą pogodzić się z faktem, iż magazyny wspomnianej instytucji przechowują wiele obrazów, które nigdy nie będą wystawione, a których tym samym oni nie będą mogli nigdy podziwiać. Początkowo traktują to jako teoretyczne gdybanie, jednak z czasem sprawa nabiera rumieńców, tym bardziej, że w akcje zostaje wmieszany lokalny gangster Majcher Calloway. Czy przyjaciele są tymi, którym naprawdę można ufać? Czy gangster nadaje się na lojalnego wspólnika? Czasem fałsz bierzemy za prawdę, a prawdę za fałsz – powiadam Wam…
Cholera! Ups… przepraszam, wymsknęło mi się, ale nie bez powodów. Mam bardzo ciężki orzech do zgryzienia z tą powieścią: fabuła jest niesamowicie ciekawa, a cała książka jest bardzo sprytnie zaplanowana, wszystko niby idealnie do siebie pasuje i intryguje do samego końca, jednakże muszę przyznać, że sam pomysł jest dosyć naciągany. Trzech poważanych i poważnych starszych facetów od tak planuje sobie skok na GALERIĘ NARODOWĄ! I nagle przytrafia im się przestępca – spotkanie go idealnie zgrywa się w czasie z pojawieniem się zaczątku planu. Tak więc fabuła ma bardzo wysoki poziom, ale nie podoba mi się, iż autor czasami chwytał się prostych rozwiązań. Co do samych bohaterów, to chyba nie potrafię do końca określić, kto jest dobrym, a kto złym charakterem – tu te dwa pierwiastki mieszają się i w pewnym momencie okazuje się, że kibicujesz nie do końca dobrym, aby udało im się wyjść cało ze starcia z tymi do końca złymi. A inni źli nie do końca ratują z opresji jeszcze innych itd. Mam nadzieje, że się połapaliście.
Książka jest troszkę mniej subtelna niż kryminał tak więc ja raczej zakwalifikowałabym ją do sensacji. I choć zdecydowanie powieść „Otwarte drzwi” trzyma poziom to nie wiem, komu bym ją poleciła…                                                                                                                      Na pewno jest to bardziej męska literatura, dosyć zgrabnie napisana i przetłumaczona, ale jednak brakuje w niej tej iskierki, która wyróżniłaby ją na tle innych.
PS. Mini prolog wprowadza rewelacyjną atmosferę – powiedzmy, że od początku czytelnik dostaję dawkę napięcia, jednakże odczuwam, że finał psuje to wrażenie a epilog pozostawia niedosyt.
Moja ocena: 4/6
Tytuł: Otwarte drzwi
Autor: Ian Rankin
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2011
Książkę otrzymałam od portalu www.kostnica.com.pl

26 sierpnia 2011

Javier Gonzalez - Wyspa na Krańcu Czasu


„Hiszpański urlop spędzony na wyspie na Krańcu Czasu”
Hiszpańska literatura nigdy zbytnio mnie nie pociągała, równie ciężko było mi się przekonać do filmów produkowanych w tymże kraju. Jednak za sprawą Javiera Gonzaleza przekonałam się przynajmniej do tej pierwszej. Jego Wyspa na Krańcu Czasu zabrała mnie w intrygującą podróż śladami nietypowych mnichów-podróżników, i choć opis znajdujący się na jednym ze skrzydełek okładki jest wbrew pozorom bardzo bogaty, to nie daje nam całkowitego poglądu na treść powieści, a dzięki temu  możemy sami powoli odkrywać tajemnicę zawartą na kartach tej księgi.
Naszym bohaterem jest Sebastian, amerykański profesor, który świetnie zna się na dziejach narodu hiszpańskiego. Za sprawą swojej byłej studentki zostaje wplątany w nieprawdopodobną historię, która rozpoczyna się od znaleziska odkrytego w hiszpańskim miasteczku Cabisa. Otóż robotnicy odnajdują zwłoki mnicha zamurowane za jedną ze ścian kościelnych. Nic odkrywczego powiecie? Macie rację, ale oprócz niego odkryto tam także ampułkę z włosem i piórem anioła i Navigatio z opisem podróży na nieistniejącą wyspę. Prawda, że zaczyna brzmieć bardziej emocjonująco? Więcej, nie mogę wam zdradzić, ale uprzedzam, że historia ta naprawdę was zaskoczy.
Czytając Wyspę na Krańcu Czasu, miałam wrażenie, że z każdym kolejnym rozdziałem dowiaduje się czegoś, co kompletnie burzy mój pogląd na dalszy rozwój wydarzeń i tego samego życzę wam. Autor opisał wyjątkową historię, która lekko wybiega w przyszłość, tak więc może już niedługo na własnej skórze przekonamy się czy misja jaka została powierzona Sebastianowi Cameronowi powiodła się. A jeśli nawet nie, to może autor pokusi się o dalszy ciąg? Któż to wie.
To co lekko mnie irytowało to nietłumaczenie niektórych fragmentów tekstu tylko po to, by zrobić do nich przypis – kompletnie nie widziałam ku temu powodu. Wielowątkowość także  mi przeszkadzała, jednak tylko ze względu na to, że wprowadzała momentami chaos w mojej głowie. Natomiast bohaterowie, język oraz tempo historii jak najbardziej mnie uwiodły. Choć miłośnicy szybkiej i zawrotnej akcji mogą być lekko rozczarowani, gdyż ta książka jest jak Historia – ma swój czas i swój niezakłócony bieg. Ja swój urlop spędziłam bardzo miło na Wyspie na Krańcu Czasu i Tobie także polecam.
Moja ocena: 4+/6
Tytuł: Wyspa na Krańcu Czasu
Autor: Javier Gonzalez
Ilość stron: 456
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2011
Za książkę serdecznie dziękuję serwisowi www.kostnica.com.pl