Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

04 lutego 2014

Barbara Tomaszewska - Iluzja

Z reguły książki wydawnictwa Novae Res mnie nie zawodzą. Większość powieści, które wydaje czyta się przyjemnie i tak samo odczuwa się czas przy nich spędzany. Niestety, czasem i w dobrym sadzie trafi się spróchniałe drzewo. Sięgając po książkę Iluzja, spodziewałam się mocnej i prawdziwej historii niekochanego dziecka, bo na coś takiego wskazywał opis na czwartej okładce, a także (w pewien sposób) okładka. Zawiodłam się i to dosyć mocno. Owszem, autorka stworzyła opowieść o dziecku z problemami, chociaż zastanawiam się, czy rzeczywiście wynikały one jedynie z faktu niezdrowych relacji z rodzicami.

Ewa i Zenek stworzyli dosyć niefortunną parę. Nie do końca zakochani, nie do końca szczęśliwi… los chciał, że Ewa zaszła w ciążę i ze względu na dobro dziecka, młodzi ludzie podjęli decyzję o małżeństwie. Kiedy na świat przyszła Ola, kobieta odizolowała męża od dziewczynki. Sama jednak nie dawała jej ani poczucia bezpieczeństwa ani rodzicielskiej miłości. W końcu małżeństwo zaczęło się rozpadać, a Ola zaczęła być coraz bardziej nieszczęśliwa. Dorastała z poczuciem odtrącenia od najważniejszych osób, co pozostawiło w jej psychice trwały ślad.

Tworząc opowieść autorka siliła się na oniryzm, bardzo chciała udowodnić czytelnikom, że dziewczynka, w wyniku braku miłości od rodziców, zaczęła wycofywać się w baśniowy świat swojej psychiki. Jednak według mnie ani opisy rzeczywistości ani opisy tego co nierealne nie są wiarygodne. Język powieści jest naturalny i można powiedzieć, że w pewien sposób ciekawy pomimo tego, nie udało mi się wczuć w jej treść. Jednakże nie uważam, żeby pod względem literackości książka ta była zła. Największym jej mankamentem są bowiem bohaterowie.

Bez względu na wiek postaci czy też płeć, uważam, że każdemu z nich należy się porządny klaps w tyłek lub też wytarganie za uszy. Ani matka, ani ojciec, ani nawet Ola, czyli główna bohaterka nie wzbudziła we mnie jakichkolwiek pozytywnych emocji. Ola to dziecko trudne, Ewa to kobieta sfrustrowana i zmęczona życiem, a Zenon jest niespełniony we wszystkich życiowych rolach, jakie dotychczas przyszło mu spełniać. Są też przyjaciele i sąsiedzi dziewczynki ale tu również nie poczułam cienia sympatii do kogokolwiek. Wydaje mi się, że ktoś, kto rzeczywiście przeżywał dramat w domu rodzinnym nie byłby w stanie utożsamić się z tą dziwaczną historią i bohaterami.

Koleje losu naszych bohaterów to również ciemna i mroczna studnia bez dna, co sprawia, że lektura tej powieści jest przygnębiająca, a momentami absurdalna i nierealna. Jestem jednak zdania, że znajdą się czytelnicy, którym książka przypadnie do gustu. Choć uważam, że należy ich szukać wśród osób, które mają mniejsze doświadczenie z książkami tego typu i po prostu nie będą jej mieli z czym porównać lub też będą to czytelnicy, którzy potrzebują lektury dla zabicia czasu, a nie po to by przy niej przeżywać silne emocje i poznawać ciekawych bohaterów.

Na plus:
+ okładka
+ język

Na minus:
- fabuła
- bohaterowie
- dziwne zdarzenia i zrządzenia losu
- karykaturalne przedstawienie patologicznej(?)* rodziny
- pesymizm
- oniryzm

Ocena: 2/6

Autor: Barbara Tomaszewska
Tytuł: Iluzja
Liczba stron: 262
Wydawnictwo; Novae Res 2013
Cena: 29,00 zł

* patologicznej - nie w znaczeniu dosłownym, słownikowym

24 stycznia 2014

Lesław Furmaga - Upadek Nikodema Dyzmy

Któż nie zna naszego sztandarowego polskiego bohatera Nikodema Dyzmy? Ja, choć nie przepadam, znam i myślę, że wielu miłośników tak literatury, jak kinematografii może odpowiedzieć to samo. Postać ta stała się ikoną, i przeszła do popkultury polskiej, jako wzór dla karierowicza, cwaniaka, oraz farciarza. Choć książka Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, zdaje się mieć satysfakcjonujące zakończenie, które zamyka historię Dyzmy, to jednak w dobie pisarzy, którzy lubują się w dalszych ciągach i historiach alternatywnych, nawet Kariera Nikodema Dyzmy nie była bezpieczna. Nie trzeba się jednak martwić, gdyż Upadek Nikodema Dyzmy autorstwa Lesława Furmaga to książka ciekawa i utrzymana w odpowiednim klimacie swojej poprzedniczki.

Autor połączył tu właśnie historię alternatywną z opowieścią o dalszych losach bohatera i choć tytuł wskazuje kierunek, w którym będą się toczyć wydarzenia to jednak z Dyzmą niczego nie można być pewnym. Ale Zacznijmy od początku, a raczej środka. Nikodem siedzi w więzieniu po tym jak został wrobiony w morderstwo i zdemaskowany, jako człowiek niewykształcony i pozbawiony jakichkolwiek kwalifikacji do pełnienia obowiązków Prezesa Banku Zbożowego oraz Premiera. Są lata 30. XX wieku. Widmo wojny coraz wyraźniej rysuje się nad Polską. Jej sąsiedzi stanowią coraz większe zagrożenie, a istnieje przecież szansa, że połączą oni swoje siły by całkowicie zetrzeć nasz kraj z powierzchni Ziemi. I nagle debatujący przedstawiciele władz wpadają na genialny pomysł, aby na scenę wkroczył marionetkowy prezydent, który będzie stanowił tarczę, dla tych, którzy będą podejmować prawdziwe i ciężkie decyzje, niekoniecznie dobre dla Niemiec, Rosji, czy też Polski. Któż lepiej się do tego nada? Otóż Nikodem Dyzma, oczyszczony z zarzutów, przywrócony do łask… Jednak czy cwany Nikoś rzeczywiście pozwoli na to by mówiono mu co ma robić?

Wspomniałam już wcześniej, że nie jestem fanką opowieści o losach Nikodema Dyzmy, jednak uwielbiam historie alternatywne. I właśnie to sprawiło, że sięgnęłam po ten tytuł. Czy się zawiodłam? Z pewnością nie. Autor ma talent. Genialnie przedstawił bohaterów znanych i lubianych i całkiem dobrze wyszło mu stworzenie własnych postaci. Ogromnym plusem jest też to, że udało mu się w 100% oddać klimat poprzedniej książki dotyczącej losów Dyzmy – może nie stanowiło to dla mnie głównego atutu, ale potrafię docenić element, który dla miłośników Kariery Nikodema Dyzmy na pewno będzie ważny.

Czy książka ma minusy? Według mnie nie ma. Po prostu nie jest to dzieło wybitne. Powiedziałabym że jest to książka idealna na czytanie w wolnych chwilach. Nie będzie trudno odłożyć ją na bok, by wrócić do obowiązków, ale też będzie się do niej całkiem przyjemnie wracało. A fakt, ze czyta się ją bardzo szybko i jest niewielkich rozmiarów także przemawia na jej korzyść.

Zdecydowanie jest to tytuł, który warto polecić wszystkim tym, którzy Nikodema Dyzmę lubią. Jeśli nie jesteś fanem tego bohatera, możesz sobie odpuścić lekturę. Natomiast spokojnie można ją przeczytać, nawet bez znajomości książki Dołęgi-Mostowicza.

Na plus:
+ klimat poprzedniczki
+ ciekawa kontynuacja
+ historia alternatywna (rzadko się zdarza aby pisarze, kierowali losy naszego kraju na takie jak tu tory)

Na minus:
- książka przede wszystkim dla fanów Kariery Nikodema Dyzmy

Ocena: 4/6

Autor: Lesław Furmaga
Liczba stron: 324
Wydawnictwo: Novae Res 2013
Cena: 33,00 zł

07 stycznia 2014

Annabel Pitcher - Moja siostra mieszka na kominku

Wydaje mi się, że dużo łatwiej jest puścić wodze fantazji i pozwolić by pomysły, nawet te najbardziej szalone przepływały przez umysł, niż skupiać się na rzeczywistości. To co nas otacza jest z reguły dużo bardziej przerażające od wyimaginowanych lęków, które nigdy nie mają prawa się zmaterializować. Dlatego też, choć darzę ogromnym szacunkiem wszystkich pisarzy, a powieści fantastyczne są moim konikiem, to twórcy piszący o prawdziwych wydarzeniach mają u mnie specjalne względy. Nie inaczej jest z debiutującą autorką Annabel Pitcher i jej książką Moja siostra mieszka na kominku. Powieść przedstawia bardzo wzruszającą i naprawdę interesującą historię chłopca, którego rodzina rozpadła się po tym jak jego siostra zamieszkała na kominku…

Jamie ma dziesięć lat, kilka lat wcześniej jedna z jego sióstr (bliźniaczek) zginęła w tragicznych okolicznościach i od tamtej pory urna z jej prochami stoi na kominku, a rodzice nie potrafią zrozumieć, że choć jedno z ich dzieci nie żyje to mają jeszcze dwójkę pociech, którym trzeba poświęcić czas. W końcu rodzina rozpada się, matka opuszcza męża alkoholika i zostawia wraz z nim dorastającego Jamiego i jego siostrę Jas. Trójka życiowych rozbitków wynosi się z Londynu do małej miejscowości by zacząć wszystko od nowa, jednak nic nie idzie tak jak powinno. Ojciec zaniedbuje obowiązki zawodowe oraz domowe, Jasmine cierpi na zaburzenia odżywiania, a chłopiec czuje się bardzo zagubiony w nowej rzeczywistości. Czy ta historia doczeka happy endu?

Moja siostra mieszka na kominku nie jest jedynie książką dotyczącą żałoby oraz tego, jaką tragedią jest dla całej rodziny śmierć jednego z jej członków. To także opowieść o dojrzewaniu, nietolerancji, głupocie dorosłych i nienawiści do inności, ale też o cierpieniu oraz nadziei. Autorka skupiła się tu na dziesięcioletnim bohaterze, z którego perspektywy oglądamy świat. On jest narratorem historii i to on w swój dziecinny sposób próbuje czytelnikom opisać to co dzieje się z nim oraz z jego rodziną.

Bardzo trudno jest mi ocenić dorosłych bohaterów tej powieści, jednak najbardziej negatywne wrażenie pozostawiła we mnie matka. I to właśnie przez wzgląd na tę postać historia ta wydaje się być bardzo kontrowersyjna. W kulturze która ponad wszelkie rodzinne wartości ceni matczyną miłość, autorka ukazuje czytelnikom kobietę, która całkowicie odsuwa się od męża i, co gorsza, od swoich dzieci. Nie dba o nie i nie interesuje się nimi. Ojciec rodzeństwa wypada na jej tle niesamowicie przystępnie. Pomimo demonów z którymi się zmaga, w jakiś pokrętny sposób stara się trzymać rodzinę w kupie, i ewolucja ta, choć nie tak spektakularna jakby odbiorcy sobie życzyli, będzie następować przez całą lekturę. Jeśli natomiast chodzi o dziecięcych bohaterów to każdy z nich ma swoje własne problemy, które jednak nie wzięły się znikąd i trudno jest winić ich za takie czy inne postępowanie. Według mnie najlepsze wrażenie pozostawiła po sobie pewna mała muzułmańska czarodziejka.

Annabel udało się oddać charakterystyczne cechy dziecięcego świata. Sposób w jaki prezentuje wahania małoletniego bohatera i jego tok rozumowania jest niesamowity. Wydaje mi się, że styl i język to dwa główne atuty tej powieści. Jeśli więc dla kogoś historia nie będzie zbyt przekonująca, to z pewnością sposób jej przekazania taki będzie. Jestem jednak pewna, że wszyscy miłośnicy powieści obyczajowej będą zachwyceni lekturą książki Moja siostra mieszka na kominku.

Plus:
+ różnorodność tematów podejmowanych przez autorkę
+ styl
+ język
+ różnorodność bohaterów
+ kontrowersyjna postać matki

Minus:
- dla dorosłego czytelnika pewne dziecięce zachowania mogą być irracjonalne

Ocena: 5/6 

Tytuł: Moja siostra mieszka na kominku
Autor: Annabel Pitcher
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2013
Cena: 34,90 zł

03 listopada 2013

Grażyna Balcer - Katja, Kaśka, Catherine

Lata 60. XX wieku. W małej rosyjskiej wiosce wychowuje się i dorasta Katja, ukochana córka Ludy i Konrada. Kiedy dziewczyna osiąga pełnoletniość okazuje się, że jej dziecięca miłość do Igora, przeradza się w głębokie i silne uczucie, które skutkuje podjęciem przez młodych decyzji o poszukaniu wspólnego szczęścia w Polsce. Na miejscu spotykają barwną paletę postaci – jednych mniej, drugich bardziej życzliwych, które niewątpliwie wpływają na dalsze losy młodych bohaterów. Książka prezentuje obyczajowe perypetie młodej i nieznającej świata dziewczyny. Autorka nie próbuje, natomiast ukazać warunków życia w europejskich krajach przełomu lat 70. i 80. Po przeczytaniu 118 stronic, dowiadujemy się, że jest to dopiero pierwsza część przygód Katij, Kasi, czy też Catherine.

Grażyna Balcer, autorka książki Katja, Kaśka, Catherine napisała króciutką nowelkę przedstawiającą pewne etapy życia młodej panienki, której marzyło się dostanie życie i spełnianie marzeń, chociaż po zapoznaniu się z lekturą, nie jestem pewna, czy byłabym w stanie stwierdzić, jakie były te marzenia. Poznajemy Katję, jako dziecko, a następnie nastolatkę, która chce czerpać z życia jak najwięcej, rozstajemy się z nią, kiedy jest kobietą mocno doświadczoną przez los. Niestety, choć powiastka ta napisana jest zgrabnie i przejrzyście, to jednak duże przeskoki w czasie, które serwuje nam autorka używając znanych z baśni i bajek zwrotów typu: „Dni mijały a…”, „Kolejne dni minęły…”, „Wakacje minęły…”, wskazują (momentami), na brak pomysłu względem historii bohaterów. Niektóre decyzje podjęte przez młodych bohaterów wydają się być szalone, inne zbyt pochopne, jednak nie sposób nie utożsamiać się z ich doświadczeniami, i to akurat jest ogromny plus powieści Grażyny Balcer.

Trudno mi pisać o fabule lektury, ponieważ jest ona tak krótka, że mogłabym przez przypadek zdradzić najważniejsze jej elementy lub też zwroty akcji – choć tych, pomimo niewielkich rozmiarów książki, jest sporo. Czytając Katja, Kaśka, Catherine czułam się podobnie, jak podczas oglądania serialu 24 godziny, co prawdopodobnie spowodowane jest faktem, iż autorka zgrabnie przenosi czytelników od jednego zakrętu losu bohaterki, do kolejnego, pomijając mało znaczące okresy stagnacji (oczywiście, proszę nie porównywać tych tytułów pod względem fabularnym!!). Co za tym idzie? Fakt, że książeczka nie pozwala się nudzić. Autorka posługuje się też przystępnym i ciekawym językiem, dzięki któremu snuje swoją powieść w intrygujący i zachęcający sposób. Nie znalazłam też w treści błędów, a okładka jest naprawdę zachęcająca, dlatego też oceniam ją jako dobrą, ponieważ po pierwsze uważam, że należy wspierać rodzimą literaturę, po drugie, ta niewielkich rozmiarów książka zapewniła mi, pomimo niektórych mankamentów, naprawdę fajnie spędzony czas.

Na plus:
+ zgrabne snucie opowieści
+ przystępny język, niezawierający językowych banałów
+ łatwość z utożsamieniem się z bohaterami
+ przyjemna dla oka okładka

Na minus:
- skumulowanie zwrotów akcji (choć dla niektórych może to stanowić plus)
- niewielkie rozmiary, mało treści pomiędzy zwrotami akcji
- duże przeskoki fabularne
- pierwsza część większego cyklu

Ocena: 4/6

Tytuł: Katja, Kaśka, Catherine
Autor: Grażyna Balcer
Liczba stron: 118
Wydawnictwo: NovaeRes 2013

Cena: 23,00 zł

21 września 2013

Jolanta Knitter-Zakrzewska - Asmodeusz. Portrety

Zawsze mam kłopot z powieściami obyczajowymi, gdyż uważam, że bardzo trudno jest zainteresować czytelnika historiami, którym brak konkretnej fabuły, punktu zaczepienia dla uwagi odbiorcy, problemu, który będą mogli próbować rozwikłać wraz z bohaterem. Na szczęście powieść Asmodeusz. Portrety to książka bardzo dobra, choć jak to w obyczajówkach – trochę o niczym. Co prawda nie jest łatwo pisać o życiu samym w sobie a jeśli już to trzeba się wykazać niebywałą ilością taktu, delikatności oraz wyczuciem, bo bez tego nie da się stworzyć pełnej przemyśleń powieści, która nie będzie przygnębiająca. Powieść Jolanty Knitter-Zakrzewskiej jest dosyć przygnębiająca, jednak posiada wartą zauważenia zaletę, mianowicie lekkie pióro pisarki, jakim zostały spisane historie opowiedziane w Asmodeuszu.

Postaram się uniknąć streszczania fabuły. Po pierwsze dlatego, że tak naprawdę trudno jest wytypować jeden ważny element, wokół którego budowane są opowieści w książce Knitter-Zakrzewskiej, po drugie streszczanie fabuły tak krótkich opowiadań jest dla mnie zbędnym marnotrawieniem słów. To co uznałam za ważne to fakt, że wszystkie opowiadania oscylują wokół tematu życiowych decyzji, nieuchronności losu oraz uczuć targających ludźmi.

Bohaterowie są różni, choć wydaje się, że wszyscy posiadają jedną wspólną cechę – są w życiu nieszczęśliwi, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Autorka zgrabnie opisuje szereg wspomnień, które kumulują w sobie ludzie podczas wielu lat swojego życia, stawia kilka ważnych pytań, uzewnętrznia marzenia bohaterów oraz konfrontuje je z tym co udało im się w życiu osiągnąć i snuje swoje opowieści, czasami prowadząc czytelników po ścieżkach najbardziej intymnych odczuć i przemyśleń swoich bohaterów. I jest to ogromna zaleta tej książki, choć jak na mój gust trochę zbyt mało w tej książce pozytywów. Życie ma wiele barw, a mnie wydaje się, że Knitter-Zakrzewska ograniczyła ich liczbę do kilku wybranych dosyć nostalgicznych i smutnych kolorów. Jednak taki temat wybrała autorka – fascynacja drugim człowiekiem, iluzja pożądania i namiętności oraz uzależnienie psychiczne od obiektu, który wzbudza wszystkie te emocje – być może inaczej się tego opowiedzieć nie dało.

Nie wiedzieć czemu, opowieści zawarte w Asmodeuszu kojarzą mi się w pewien sposób z poezją, być może na taki a nie inny odbiór tej książki wpływa jej liryczny styl, jednak to tylko przypuszczenie, gdyż na poezji znam się w dużo mniejszym stopniu niż na innych rodzajach literackich.

Tak czy inaczej książkę Asmodeusz. Portrety polecam w szczególności czytelnikom posiadającym delikatną i poetycką duszę, nastawionym na poznawanie drugiego człowieka, nie szukającym w książkach akcji lub mocno rozbudowanej fabuła, za to cieszącym się, gdy lektura wzbudzi silne emocje i przysporzy masy wzruszeń, gdyż taka właśnie jest ta książka.

Na plus:
+ różnorodni bohaterowie,
+ ciekawe choć smutne historie,
+ przepiękny poetycki/liryczny język,

Na minus:
- nostalgia płynąca ze słów zawartych w książce
- specyficzny styl opowiadania – brak konkretnego wątku

Ocena: 4+/6

Tytuł: Asmodeusz. Portrety
Autor: Jolanta Knitter-Zakrzewska
Wydawnictwo: NovaeRes 2013
Liczba stron: 318
Cena: 33,00 zł

13 sierpnia 2013

Rafał Lipkowski - Modlitwa o wschodzie słońca

Modlitwa o wschodzie słońca to debiut literacki Rafała Lipkowskiego. Tytuł wskazuje na tematykę religijną, jednak nic bardziej mylnego. Powieść dotyczy bowiem życia… Zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo ogólnikowo to brzmi, niemniej jednak właśnie różnorakie aspekty życia, różnice kulturowe narodów, oraz liczne przemyślenia na temat doczesnego przebywania na padole łez zwanym Ziemią stanowią oś lektury. Jednak wśród tej listy motywów, jest jeden najważniejszy, czyli góry. Być może autor uznał, że nic na świecie nie sprzyja bardziej przemyśleniom na temat życia, jak wspinaczka wysokogórska, i wydaje mi się, że nie pomylił się zbytnio.

Powieść Lipkowskiego opowiada historię dwóch mężczyzn planujących, choć to zbyt bujne słowo, odbyć podróż w góry Kaukazu, by tam zdobyć kilka szczytów, uraczyć się miejscowymi trunkami wyskokowymi oraz nawiązać nowe przyjaźnie. Panowie jadą w góry zupełnie nieprzygotowani, a ich brak organizacji przynosi różne, często mało przyjemne skutki. Jednak spotykają się także z życzliwym przyjęciem ze strony mieszkańców tamtejszych stron, a znajomości te szalenie ubarwiają ich wycieczkę. Jak skończy się zupełnie zdezorganizowana wyprawa na szczyty górskie Kaukazu? Tego dowiecie się sięgając po Modlitwę o wschodzie słońca.

Bohaterowie wzbudzają skrajne emocje. Ich swojskość, przaśne poczucie humoru oraz naturalność, szybko zjednują sobie sympatię czytelników, z drugiej jednak strony lekkomyślność i grubiaństwo, którymi niejednokrotnie się wykazują sprawiają, że nie raz pochłaniając kolejne strony powieści odczuwałam ogromną frustrację.

Sporą zaletą powieści jest jej gawędziarski styl narracji. Czytając kolejne strony można popaść w pewien swoisty stan melancholii, choć nie jestem w stanie określić, jak udało się autorowi osiągnąć taki efekt, tym bardziej że opisy zawarte w treści są dosyć surowe. Ciężko jest jednoznacznie ocenić Modlitwę o wschodzie słońca. Stwierdzenie, że książka jest przeciętna byłoby nadużyciem, gdyż zdecydowanie, czyta się ją ciekawie i dobrze, jednak daleko jej do bestselleru. Myślę, że to wypadkowa tematyki jaką zajął się autor – książki obyczajowe nie są wdzięczne ze względu na swoją nie klasyfikowalność.

Komu zatem polecam tę książkę? Osobom młodszym i starszym, miłośnikom gór, ale nie tylko, ponieważ Lipkowski napisał naprawdę ciekawą książkę o życiu, przygodach i pewnej dozie ryzyka, które warto czasem podejmować, bo choć życie jest tylko jedno, to warto je przeżyć pełną piersią.

Na plus:
- bohaterowie
- przekrój przez różne tematy około życiowe
- świetny gawędziarski styl narracji

Na minus:
- momentami dziwne zmiany w budowaniu zdań np. zmienia się osoba, występują braki w składni, zdania są adresowanie tylko do polaków poprzez pewne zwroty (co ogranicza odbiorców)
- lekkomyślność bohaterów
- skromność opisów krajobrazów

Ocena: 4/6

Autor: Rafał Lipkowski
Liczba stron: 266
Wydawnictwo: NovaeRes 2013

Cena: 29,00 zł

07 maja 2013

Stephanie Perkins - Anna i pocałunek w Paryżu


Paryż – podobno najbardziej romantyczne miasto w Europie (podobno, bo sama nigdy nie byłam). Pełna przepięknych zabytków, słynąca z niezwykłej architektury i kilkunastu znanych nazwisk stolica Francji mogłaby być marzeniem każdej nastolatki. Każdej ale nie Anny. Anna mieszka w Atlancie i ma tam wszystko czego młoda dziewczyna może pragnąć – przyjaciółkę od serca, kochającą mamę i brata oraz chłopaka, do którego wzdycha i który wydaje się być nią zainteresowany. Jednak ojciec Anny ma wobec niej inne plany. Wysyła ją do elitarnej amerykańskiej szkoły z internatem w Paryżu i tak rozpocznie się przygoda dziewczyny oraz marzenie o jednym cudownym pocałunku w tym najpiękniejszym mieście Europy.

Stephanie Perkins napisała książkę dla nastolatek, kolejną na naszym rynku. Czy więc Anna i pocałunek w Paryżu jest powiastką, która ma w sobie coś wyróżniającego ją na tym tle? Otóż tak! O dziwo, choć nie jestem fanką lektur młodzieżowych (bo po prostu już z nich wyrosłam) autorce udało się wlać w moje serce wspomnienia z czasów kiedy sama byłam młodziutką, zakochującą się na zabój dziewczyną.

Ogromnym atutem powieści Anna i pocałunek w Paryżu jest jej język i sposób opowiadania historii, który przywodzi mi na myśl tytuł „Po drugiej stronie Ciebie i mnie”. W obu tych powieściach zastosowano styl narracji, który niejako przypomina siedzenie w głowie bohaterki. Oprócz słów przez nią wypowiadanych, możemy także przeczytać natłok myśli, które kłębią się w jej głowie. Nie mylcie tego natomiast z ogromem opisów. Powiedziałabym raczej, że Stephanie zastosowała tutaj luźne i często niepowiązane ze sobą zdania, które doskonale oddają chaos i ogrom emocji, które odczuwa Anna. Dzięki temu książkę czyta się naprawdę dobrze i lekko. Choć momentami można załamać ręce nad zachowaniem bohaterów to jednak należy pamiętać, że bycie nastolatkiem rządzi się swoimi prawami, często nielogicznymi.

Bohaterowie Anny i pocałunku… są ciekawi, choć na kolana nie powalają. Niemniej jednak pisarce z powodzeniem udało się scharakteryzować współczesnych nastolatków, którzy czują się coraz bardziej zagubieni w świecie, który wymaga od nich coraz więcej i który raz za razem wpycha ich w szpony samotności – czego bardzo częstą przyczyną są zapracowani rodzice-karierowicze.

Omawiana przeze mnie lektura nie jest literaturą wybitną, jednak sprawdza się jako ciekawe i lekkie czytadło, które łatwo można sobie przyswoić. Jestem przekonana, że książka ta zapewni wielu z was dobrą rozrywkę na kilka godzin, jednak uprzedzam, że w zasadzie jest to bardziej powieść obyczajowa niż romans czy coś podobnego. Owszem, fabuła oscyluje wokół miłości, jednak autorce udało się zgrabnie odejść od tego tematu na rzecz przyjaźni, oddania, bliskości i nieporozumień międzypokoleniowych.

Tak czy inaczej jest to książka warta uwagi i mogę ją ze spokojnym sumieniem polecić dziewczynom i kobietom, które potrzebują chwili lekkich miłosnych uniesień, o których mogą sobie przeczytać na kartach lektury.

Ocena: 5/6

Na plus:
- lekki i swobodny styl
- dosyć łagodne i delikatne scharakteryzowanie współczesnych nastolatków
- naturalne relacje między bohaterami

Na minus:
- okładka
- nieracjonalne działania bohaterów, które mogą drażnić mniej cierpliwych
   czytelników
- mało chwytliwy tytuł
- cena

Autor: Stephanie Perkins
Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Amber Marzec 2013
Cena: 32,80 zł


Recenzja ukazała się na blogu NASZE RECENZJE.

05 marca 2013

Chitra Banerjee Divakaruni - Jedna niezwykła rzecz


Chitra Banerjee Divakaruni to indyjska pisarka i poetka, która ma na swoim koncie kilka powieści, zbiorów opowiadań oraz tomików poezji. Jest także założycielką fundacji, której celem jest pomoc mieszkankom Azji Południowej w rozwiązywaniu problemów przemocy w rodzinie. Jak można się domyślić jej powieści dotyczą spraw społecznych – tych mniej lub bardziej przyziemnych. Jej najnowsza powieść pod tytułem Jedna niezwykła rzecz także plasuje się w tej tematyce.

Późnym popołudniem w biurze paszportów i wiz konsulatu indyjskiego w pewnym mieście w Stanach Zjednoczonych spotyka się grupka przypadkowych osób, których losy połączą się przez jedno przypadkowe zdarzenie. Trzęsienie ziemi, które nawiedza okolice sprawia, że dziewięć zebranych tam osób zostaje uwięzionych w śmiertelnej pułapce. Nie mogą zrobić nic, by się uwolnić. Pozostaje im tylko czekać na ratunek. Absolwentka uczelni wyższej, która miała wylecieć do Indii, by spotkać się z rodzicami postanawia zaproponować ocalałym pewien rodzaj terapii, która ma zająć ich myśli, tak by się uspokoili i rozluźnili w tej trudnej sytuacji. I tak, czytelnicy poznają dziewięć niesamowitych, przepięknych, nad wyraz realnych historii, z których każda niesie ze sobą zupełnie inny ładunek emocji i wywołuje zupełnie inne przemyślenia wśród zgromadzonych.

Rzadko autorzy kuszą się o to, aby wprowadzić do swojej powieści bohatera zbiorowego. Jednak w tym przypadku pisarka miała określony cel. Chciała, by czytelnicy nie zwracali uwagi na to jacy są bohaterowie i jak ich odbieramy, jako indywidualne jednostki. Jej zadaniem było zwrócenie czytelniczej uwagi na opowiadane przez nich historie oraz na emocje i rozważania jakie kłębią się po opowiedzeniu każdej z nich w głowach zebranych w ambasadzie ludzi.

Odbiorca powieści znajdzie tu wszystko – nieszczęśliwą bądź zakazaną miłość, odwagę, tęsknotę oraz życiowe rozterki. Wydaje mi się, że dawno nie byłam tak blisko innych ludzi za sprawą książki. Słowo pisane ma ogromną moc, a autorce udało się ją wykorzystać i skumulować masę różnych uczuć na 220 stronach. Idąc za słowami Lisy See cytowanymi na rewersie Jednej niezwykłej rzeczy muszę przyznać, że Chitra Banerjee Divakaruni rzeczywiście wie, jak ogromną siłą dysponują opowieści – jedne mogą uzdrowić, inne rozbawić do łez a jeszcze inne sprawić, że zastanowimy się chwilę nad własnymi decyzjami i drogą w życiu. Jednak autorka nie tylko zdaje sobie z tego sprawę, potrafi to także wykorzystać. Wymyślone przez nią historię trafiają wprost do serc czytelników. A umiejętne przeplatanie retrospekcji z życia różnych osób ze wspólną dla nich teraźniejszością dodaje jedynie dreszczyku emocji i ubarwia tę przepiękną opowieść.

Divakaruni doskonale równoważy opisy świata przedstawionego z uczuciami i emocjami przeżywanymi przez wykreowane przez siebie postaci. Dzięki czeku powieść nie jest przegadana, za to stanowi doskonałą lekturę na spokojny wieczór.

Jedna niezwykła rzecz to powieść pełna magicznych detali. Mówiąca o tym, że warto jest przeanalizować czasem swoje życia, nie tylko w obliczu ogromnego zagrożenia, ale także wtedy, kiedy jeszcze nie jest za późno na zmiany. Autorka nawołuje dzięki swojej opowieści do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad problemami nie tylko swoimi, ale także tymi, którymi dzielą się z nami inni ludzie. Książka ma także ogromny wydźwięk społeczny – ukazuje, że każdy człowiek niesie w sobie przynajmniej jedną niezwykłą historię, która często rzuca cień bądź światło na całe jego późniejsze życie. Każdy człowiek jest wyjątkowy, a to kim jesteśmy względem świata i innych, często jest wynikiem wydarzeń, które zaistniały w naszym życiu; ludzi, którzy się w nim pojawili oraz tego jak sami patrzymy na swoją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Przede wszystkim jednak książka Chitry Banerjee Divakaruni ukazuje nam, że warto ze sobą rozmawiać.

Polecam tę przepiękną książkę, wszystkim tym, którzy mają ochotę poznać kilka niezwykłych opowieści, które być może będą w stanie odmienić nie tylko pogląd na otaczający świat, ale także myślenie o własnym życiu.

Ocena: 5+/6

Na plus:
- przepiękne historie
- bohater zbiorowy
- przystępny język
- umiejętne przeplatanie teraźniejszości z przeszłością
- wyważenie ilości opisów otoczenia oraz „akcji”
Na minus:
- drobna czcionka, która może męczyć czytelników ze słabszym wzrokiem
- nieprzemyślana okładka

Tytuł: Jedna niezwykła rzecz
Autor: Chitra Banerjee Divakaruni
Ilość stron: 220
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2013
Cena: 29,90 zł

20 stycznia 2013

Lisa Scottoline - Spójrz mi w oczy


„Dobra matka robi to co jest najlepsze dla jej dziecka, bez względu na to, że sama może cierpieć”
Urzekający niebieskooki aniołek spogląda na mnie z okładki książki Lisy Scottoline i prosi by spojrzeć mu w oczy, a ja nie mogę odmówić. Choć wcześniej nie znałam tej autorki, miałam nadzieje, że wszelkie zachwyty nad jej twórczością nie okażą się zbyt wybujałe, a ja będę miała okazję poznać opowieść pełną pasji, dreszczyku i dramatyzmu. I tak też się stało. „Spójrz mi w oczy” okazało się być bardzo dobrze napisaną powieścią obyczajową z elementami thrillera.

Ellen Gleeson to dobrze znana dziennikarka i matka trzyletniego Williama. Choć nigdy nie nosiła go pod sercem to jednak kocha go najbardziej na świecie. Pewnego dnia wracając do domu znajduje w skrzynce zdjęcie chłopca do złudzenia podobnego do jej synka. Okazuje się, że dwa lata temu uprowadzono rocznego chłopca, który mógłby być bratem bliźniakiem Willa. Kobieta stara się zignorować złe przeczucia, które pojawiają się w jej głowie, gdy tylko spogląda na zdjęcie zaginionego malucha, jednak nie jest to takie proste. Wydaje się, że to wszystko jest tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, adopcja odbyła się w sposób legalny, rodzice zrzekli się praw do dziecka… tylko czy byli to prawdziwi rodzice? Co jeśli wszystkie znaki wskazują na to, że  William jest poszukiwanym chłopcem? Ellen wpada na trop prawdziwej kryminalnej zagadki, która ściągnie na głowę jej i jej synka ogromne niebezpieczeństwo.

Powieść „Spójrz mi w oczy” to naprawdę kawał dobrej lektury. Zagadka kryminalna przedstawiona w fabule powinna zadowolić osoby, które lubią się odrobinę bać, ale nie szukają zbyt mocnych wrażeń. Wszystko w tej książce jest „akuratne”. Kilka wątków pobocznych ubarwia tło wydarzeń, ale nie odciąga nas od głównego wątku. Opisy są adekwatne do sytuacji i nie wstrzymują tempa akcji, a bohaterowie są nad wyraz ludzcy i prawdziwi.

Jedyny negatyw jaki może rzucić się w oczy to fakt, że autorka nie wysiliła się zbytnio żeby rozwiązać fabułę powieści w bardziej spektakularny sposób. Całe rozwiązanie sprowadza się do zwykłego łutu szczęścia i w zasadzie chyba to psuje całe wrażenie, jakie pozostawia po sobie książka. Nie można jednak odmówić autorce umiejętnego budowania napięcia. Zachęcam więc was do przeczytania tej powieści, gdyż posiada nie tylko poruszającą fabułę ale jest także świetnie napisana.

Ocena: 5/6

Tytuł: Spójrz mi w oczy
Autor: Lisa Scottoline
Ilość stron: 488
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena: 38,00 zł
Recenzja ukazała się na portalu NASZE RECENZJE.

20 grudnia 2012

Lisa Genova - Motyl


„To, że motyle żyją tak krótko, wcale nie znaczy, że ich życie jest tragiczne”

Motyle kojarzą się z ulotnością. Czymś nieuchwytnym, ale także kruchym i przemijającym. Pamięć osób cierpiących na Alzheimera jest właśnie krucha i ulotna jak motyl. Choć pewnie każdy zna różne dowcipy o dziadku, czy babci „którym zły Niemiec chowa różne rzeczy” to jednak problemy z jakimi muszą się borykać osoby cierpiące na tą dziedziczną chorobę wcale nie skłaniają do żartów. Postępująca demencja zwala z nóg i zmienia nie do poznania błyskotliwe i lotne umysły. Najgorsze jest jednak to, że człowiek dotknięty tą przypadłością traci całkowicie swoje jestestwo. Charakter człowieka budowany jest na podstawie całego jego dotychczasowego życia, więc co jeśli pewnego dnia zapominamy o tym kim byliśmy, kim są nasi bliscy i czym jest co nas otacza? Przerażająca wizja, która niestety wielu osobom na całym świecie nie jest obca.

Lisa Genova dopiero rozpoczyna swoją literacką karierę, jednak jej debiut wkradł się w serca milionów czytelników na całym świecie. Książka „Motyl” opowiada historię 50 letniej kobiety – poważanej pani profesor z Harvardu – której świat wali się z dnia na dzień, kiedy dowiaduje się że w jej mózgu postępuje choroba zwana powszechnie Alzheimerem. Bohaterka, niezależna kobieta sukcesu będzie musiała zmierzyć się z rychłym uzależnieniem od osób najbliższych; będzie także musiała pożegnać się ze wszystkimi rzeczami, które kocha np. czytaniem książek, smakiem ulubionych lodów oraz ukochanym mężem i dziećmi, których nie będzie w stanie rozpoznać. „Motyl” przedstawia wewnętrzny świat bohaterki i to jak próbuje ona zrozumieć od nowa wszystko to co ją otacza na zewnątrz. Opisuje też jej walkę, oraz uczucia towarzyszące stopniowemu popadaniu w umysłowe otępienie.

Powieść rozpoczyna się niewinnie i muszę przyznać, że moje pierwsze odczucia nie były zbyt zachwycające. Autorka używa prostego, surowego języka, brak jej plastycznych opisów i wszystkich innych rzeczy, których człowiek oczekuje od ckliwej i wzruszającej lektury. Jednak bardzo szybko przekonałam się, że taki a nie inny sposób budowania świata przedstawionego nie wynika z braku literackich umiejętności Lisy Genovy, ale jest świadomym wyborem dojrzałej i wrażliwej artystki. Autorka nie chce użalać się nad swoją bohaterką, gdyż ona sama też tego nie robi.

Język, jak wspomniałam wyżej, choć surowy i mało plastyczny jest wyśmienicie wyważony i stanowi wzorcowy przykład tego że nie trzeba długich wzruszających opisów, by wycisnąć z czytelnika łzy i zmusić go do refleksji. Genova opisuje życie bohaterki zwyczajnie, bez zbędnych ozdobników, dzięki czemu odbiorcy dużo łatwiej utożsamić się z postaciami wykreowanymi na kartach tej historii.

Ogromnym plusem fabuły „Motyla” jest sposób budowania napięcia. Pisarka rozpoczyna opowieść bardzo spokojnie, by następnie stopniowo wzmacniać wyżej wymienione i ostatecznie doprowadzić do momentu kulminacyjnego, po którym następuje przepiękna puenta (każdemu życzę by odkrył ją na swój sposób).

Powieść „Motyl” jest przepełniona refleksjami, smutnymi ale życiowymi prawdami oraz realizmem ludzkiego jestestwa. Zdecydowanie, więc adresowana jest do wrażliwych czytelników, nastawionych na duchową ucztę. Polecam, gdyż obok „Zanim umrę” Jenny Downham jest to jedna z najpiękniejszych książek, jakie miałam okazję w tym roku przeczytać.

Ocena: 6/6

Tytuł: Motyl
Autor: Lisa Genova
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2012
Cena: 34,90 zł
Książkę wygrałam w konkursie organizowanym przez wydawnictwo PAPIEROWY KSIĘŻYC.

18 grudnia 2012

Vaddey Ratner - W cieniu drzewa banianu


Kambodża, państwo leżące w południowo-wschodniej Azji, graniczące z Tajlandią, Laosem i Wietnamem. Ta przepiękna i egzotyczna kraina stanowi archeologiczną perłę Indochin i chociaż może poszczycić się bogatą i długą historią, to wciąż dla wielu stanowi zagadkę. Dziś Państwo to stanowi jeden z najuboższych krajów kontynentu, jednak pozostałości jego starożytnej kultury nadal mogą konkurować ze spuścizną rzymską i grecką. Historia tego kraju posiada jednak czarną plamę w dziejach. Są to czasy Demokratycznej Kampuczy, kiedy państwem kambodżańskim rządzili Czerwoni Khamerowie. Był to okres ludobójstwa, tyranii i terroru, zaprzepaszczania idei, oraz bezsensownej polityki. Te krwawe rządy trwały od 1975 do 1979 roku i doprowadziły do wyludnienia niemal całego kraju. Choć na lekcjach historii nie mówi się o tych wydarzeniach wcale to jednak warto poznać dzieje rewolucji kambodżańskiej, po to by móc sięgnąć po przepiękną, barwną i wzruszającą powieść Vaddey Ratner pod tytułem „W cieniu drzewa banianu”.

Księżniczka Raami miała zaledwie siedem lat kiedy w kraju jej pochodzenia – Kambodży wybuchła rewolucja, która na zawsze odmieniła jej małoletni umysł i wpłynęła na losy jej najbliższych. Z racji tego, że należeli oni do rodziny królewskiej, przewrót w kraju stanowił dla nich podwójne zagrożenie. Opowieść snuta jest w piękny poetycki sposób i ukazuję wojnę widzianą oczami dziecka. Dziecka, które brutalnie i bezpośrednio zostało wciągnięte w bezsensowny i okrutny świat dorosłych.

Jak twierdzi sama autorka, historia małej Raami, jest w gruncie rzeczy jej własną. Vaddey Ratner miała pięć lat kiedy w Kambodży nastał reżim Czerwonych Khamerów. Przeżyła wszystkie jego okrucieństwa po to by opowiedzieć o nich całemu światu.

„Niniejsza opowieść zrodziła się z potrzeby nadania głosu Jego (jej ojca)[1] pamięci oraz pamięci wszystkich, którzy zostali uciszeni”[2]
Cytat ten doskonale oddaje treść powieści. Choć narratorem jest mała dziewczynka to bohaterem wydarzeń jest cały naród – biedni i bogaci; wszyscy ci, których spotkał taki sam los; ci, którzy stracili najbliższych, dom, lub swoje życie.

Powieść jest pełna dojrzałych refleksji, co wskazuje na fakt, że choć historia opowiadana jest z punktu widzenia dziecka to jednak bohaterka snuje ją z perspektywy czasu. Mieszanie się stricte dziecięcej logiki – prostych pytań i jeszcze prostszych odpowiedzi – z głębią i zrozumieniem, na które stać tylko osobę dorosłą sprawia, że powieść balansuje na granicy magicznej, choć tragicznej baśni i surowej biografii. Autorka korzysta z barwnych opisów, a lirykę przeplata z poezją oraz legendami wywodzącymi się z kambodżańskiej kultury. Wszystko to sprawia, że opowieść małej Raami nabiera nowego znaczenia i jest nie tylko historią dziejów Kambodży, ale także przypowieścią o dojrzewaniu. W przepiękny i wzruszający sposób ukazany jest tu proces żegnania się małego człowieka z dzieciństwem i jego beztroską.

Bohaterowie książki „W cieniu drzewa banianu” to postaci z krwi i kości, odczuwający autentyczny lęk. Towarzyszymy im przez całą drogę udręki, poprzez cierpienia, głód, rozpacz, aż do ostatecznej utraty nadziei. Malutka Raami wzbudza wiele sympatii, jednak główną oś tej książki stanowi papa, czyli ojciec dziewczynki. Mężczyzna inteligentny, wrażliwy, charakteryzujący się odwagą i kojarzący się z bezpieczeństwem. Mimo iż bohater ten jest drugoplanowy, nie da się ukryć jego ogromnego wpływu na bohaterów i samą treść książki.

Nie sposób także nie zauważyć, że historia opowiedziana w lekturze „W cieniu…” przypomina te zasłyszane z czasów drugiej wojny światowej. Ludzie pracujący w koszmarnych warunkach, umierający z głodu, zabijani, bestialstwo „tej drugiej strony”. Miłośnicy wojennych historii z tamtego okresu powinni więc czuć zaspokojenie po lekturze tej pozycji, która choć w sposób bardziej egzotyczny opowiada o takim samym rodzaju krzywd.

Powieść tą zdecydowanie polecam tym, którzy posiadają w sobie ogromne pokłady empatii, są wrażliwi i nie wstydzą się wzruszać. Jest to opowieść o wojnie, jednak nie skłamię jeśli przyznam, że trafi ona zarówno do mężczyzn, jak i kobiet. Każda z płci znajdzie w niej coś dla siebie. Wszyscy, którzy poszukują przejmującej historii o ludzkich losach powinni sięgnąć po „W cieniu drzewa banianu”.

Moja ocena: 6/6

Tytuł: W cieniu drzewa banianu
Autor: Vaddey Ratner
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2012
Cena: 34,00 zł



[1] Przypis autorki recenzji
[2] Vaddey Ratner, „W cieniu drzewa banianu”, wyd. Prószyński i S-ka, warszawa 2012

Recenzja ukazała się na blogu NASZERECENZJE.