Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnie braci Grimm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnie braci Grimm. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2014

Robert McCammon - Łabędzi śpiew.Księga I/Łabędzi śpiew.Księga II

"Zło zawsze towarzyszyło ludzkości. Tkwiło w sercach jednostek i doprowadzało do gniewu mas. A dobro? Dobro ma to do siebie, że pojawia się znikąd i ze stoickim spokojem obserwuje"

Ogromna liczba opinii pełnych zachwytów na temat twórczości Roberta McCammona oraz moje zamiłowanie do tematyki postapokaliptycznej sprawiły, że obok dwu-tomowej powieści Łabędzi śpiew nie mogłam przejść obojętnie. Choć tytuł ten po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 1987 roku to pierwszy tom ukazał się na polskim rynku dopiero pod koniec października 2013 roku i, o dziwo, prezentuje bliską współczesnej wizję międzynarodowego konfliktu zbrojnego oraz jego skutków. Jednak nie jest to typowe postapo. Łabędzi śpiew jako całość reprezentuje baśń, taką mrożącą krew w żyłach, w stylu braci Grimm.

Powieść jest przykładem kompozycji szkatułkowej, w której kilka historii splata się ostatecznie w jedną – najważniejszą, która stanowi trzon fabularny. Czytelnicy poznają między innymi szaloną bezdomną kobietę, która wśród gruzów Manhattanu odnajdzie przepiękny szklany artefakt, który będzie dla niej kompasem, czarnego zapaśnika, który w odpowiednim czasie pojawi się w odpowiednim miejscu i stanie się kimś wyjątkowym dla małej dziewczynki, która jeszcze nie poznała swojego przeznaczenia, czy też młodzieńca, w którego sercu zakiełkuje krwawe ziarno. Zanim ich losy się splotą, wszyscy będą musieli walczyć o przetrwanie w świecie, który zginął, ponieważ przedstawiciele dwóch największych mocarstw nie potrafili już ze sobą rozmawiać…

Łabędzi śpiew to bardzo dziwna powieść. Przez pierwsze rozdziały fabuła dłuży się, poniekąd rozwleka, staje w miejscu oraz zatacza koło tylko po to by złapać czytelnika na haczyk i nie pozwolić mu się oderwać, aż do ostatnich stron drugiego tomu. Nie jest to lektura wybitna (choć zdecydowanie krąży w okolicach tej planety) ale w sposobie pisania McCammona jest nieokreślone coś co sprawia, że czytelnik całkowicie ignoruje niedociągnięcia czy też wpadki fabularne i daje się pochłonąć wykreowanemu światu. Można by rzec, że autor stworzył historię do bólu szablonową. Każdy z bohaterów jest przewidywalny i symbolizuje typowe literackie szufladki np. zwyczajny nastolatek, który odkrywa przyjemność w zadawaniu cierpienia, wariatka zbawiająca świat, wrażliwy czarnoskóry olbrzym itd. Właśnie to sugeruje, że nie o surową postapokalipsę chodziło autorowi, a o szczere ukazanie kondycji społeczeństwa – przecież to zawsze najlepiej wyjaśniać na zakodowanych w kulturze schematach. I choć stworzenie tej powieści było najprawdopodobniej podyktowane potrzebą odpowiedzi na zimnowojenne lęki swoich czasów, to jednak, jak już wspomniałam nie jest jej daleko do tego co obserwujemy obecnie w telewizji. Wynika to także z faktu, że autor sprytnie uniknął zastosowania w tekście nazw przedmiotów codziennego użytku, które w jakikolwiek sposób byłyby w stanie umiejscowić przedstawianą historię w czasie (choć niewątpliwie jest to XX lub XXI wiek).

Pióro McCammona to główny atut Łabędziego śpiewu, a pojawiające się w różnych tekstach publicystycznych porównania do stylu Stephena Kinga nie uważam za bezpodstawne, gdyż u jednego i drugiego wyraźnie ujawnia się fabuła kipiąca od emocji oraz potrzeba zawieszania akcji i odwracania uwagi czytelnika detalami, jednakże każdy z nich stosuje ku temu swoje sztuczki. Myślę, że właśnie to sprawia, że każdy z nich posiada ogromną rzeszę fanów, a kolejne pokolenia wprost kochają ich twórczość.

Na plus:
- uniwersalność czasowa
- fantastyczny styl
- pomysł
- połączenie postapokaliptycznego mrocznego klimatu z baśniowością
- wydanie

Na minus:
- lekko rozwleczony początek, który może odstraszyć mniej wytrwałych czytelników
- połączenie realizmu z magią i zjawiskami nadnaturalnymi może zniechęcić czytelników oczekujących rasowego postapo.

Ocena: 4/6

Autor: Robert McCammon
Cykl: Łabędzi śpiew tom I
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Liczba stron: 524
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2013
Cena: 41,90 zł

*************
Kończąc pierwszą księgę Łabędziego śpiewu zgrabnie przeszłam do lektury księgi II – co już samo przez się świadczy o tym, jak głęboką fascynację wywołała u mnie powieść Roberta McCammona. Liczyłam przede wszystkim na wyrazistą puentę, ponieważ podczas tomu I miałam wrażenie, że autor tak bardzo wymieszał wątki realistyczne z magicznymi, że już sam się w nich pogubił. Ostatecznie nie zawiodłam się, a jedynie utwierdziłam w przeczuciu, że Łabędzi śpiew ma typowy dla przypowieści tudzież baśni, moralizatorski wydźwięk.

Dotychczasowy porządek znany na świecie całkowicie przestał funkcjonować. Społeczeństwo Ameryki Północnej i co wielce prawdopodobne, także reszty kontynentów, zostało zmiecione z powierzchni Ziemi. Nieliczni, którzy przetrwali rozpoczęli na nowo walkę, która obróciła w proch cywilizację. Rzekomo Bóg czeka na pewnym wzgórzu na tych którzy przybędą pierwsi, chce tym samym przekonać się o tym czy zwyciężyło dobro czy zło… Losy bohaterów znanych z poprzedniego tomu wreszcie splatają się, ale przed nimi jeszcze długa droga, a istota uosabiająca pierwotne grzechy ludzkości może czaić się wszędzie, i ma na oku Swan, a przede wszystkim Siostrę.

W drugiej części Łabędziego śpiewu mroczny klimat i napięcie jest wyczuwalne na każdej stronie. Zmienia się nieco charakter opowiadanej historii, jest w niej więcej ruchu, akcji, ale autor nadal bawi czytelnika detalami i snuje swoją opowieść bez zbędnego pośpiechu. Lektura wymaga skupienia i cierpliwości. Moment kulminacyjny jest nieco przekombinowany, ale to właśnie dzięki temu ostatecznie nabiera baśniowego charakteru. Ostatnie strony wzruszają, bawią i pokazują światełko w czarnym tunelu zepsucia współczesnego świata.

Łabędzi śpiew jest książką potrzebną. Jej symbolika jest niesamowicie prosta i jasna, ale zarazem zdaje się mieć drugie dno, które każdy może odszyfrowywać na własną modłę. Powieść jest wyrazem tęsknoty za tym co pierwotne, za poszanowaniem dla natury i harmonijnym współistnieniem z tym co nas otacza. Stanowi także jasne oskarżenie i wytknięcie ludziom ich głupoty. Moje odczucia względem książki są dosyć skrajne, gdyż dostrzegam jej zalety tak samo wyraźnie jak wady, jednak niewątpliwie dostałam się pod działanie jej uroku i na te drugie jestem w stanie przymknąć oko. Jestem wdzięczna autorowi za możliwość wyciągnięcia własnych wniosków z lektury, ale także za rozrywkę, którą mi zapewniła.

Na plus:
- uniwersalność czasowa
- fantastyczny styl
- więcej akcji, konfrontacji między bohaterami
- pomysł
- wyraźny ukłon w stronę baśniowości
- wydanie

Na minus:
- skumulowanie realizmu z magią i zjawiskami nadnaturalnymi może zniechęcić czytelników oczekujących rasowego postapo.

Ocena: 4+/6

Autor: Robert McCammon
Cykl: Łabędzi śpiew tom II
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Liczba stron: 552
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2014
Cena: 42,90 zł

*************

OCENA CAŁOŚCI: 5/6

06 marca 2013

Zoë Marriott - Królestwo łabędzi


Wielu współczesnych autorów odwołuje się w swoich powieściach do starych baśni. Powszechne są nawiązania do Kopciuszka, Królewny Śnieżki itp. Jednak rzadko zdarza się, by jakiś pisarz bądź pisarka pokusiła się o zbudowanie swojej historii na motywach mniej znanych bądź mniej popularnych podań. Co nie zmienia faktu, że i to czasem może się zdarzyć. Jedną z autorek, próbujących przełamać taki obowiązujący stereotyp jest Zoë Marriott. W swojej najnowszej powieści Królestwo łabędzi odwołuje się ona do baśni Hansa Christiana Andersena Dzikie łabędzie (niektórym fabuła powieści może się także skojarzyć z bardziej krwawą Baśnią o sześciu łabędziach braci Grimm).

Pozwolę sobie nakreślić po krótce treść tekstu duńskiego pisarza.  Jak to zwykle w baśniach bywa – dawno, dawno temu żył sobie król, który miał kochającą żonę i sporą gromadkę dzieci – jedenastu synów i jedną córkę. Królowa niestety umarła, a król ożenił się ponownie. Jego nowa wybranka okazała się okrutną i złą kobietą, która darzyła ogromną antypatią swoich pasierbów i pasierbicę. Pewnego dnia dając upust swojej złości, za sprawą magicznej mocy, którą posiadała zamieniła wszystkich jedenastu chłopców w łabędzie, a dziewczynę odesłała z dala od zamku. Król, będący pod wpływem mrocznego uroku nie zauważył zmian jakie wprowadza jego małżonka. I tak rozdzielone rodzeństwo cierpiało przez lata. Pewnego dnia dziewczynie udało się jednak odnaleźć swoich braci, i choć musiała się szalenie poświęcić udało jej się zdjąć z nich urok. Zła macocha także została pokonana i od tamtej pory wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Wróćmy, jednak na karty historii Królestwa łabędzi.

Aleksandra byłaby zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną, gdyby nie dwie istotne sprawy. Pierwsza to fakt, że jest córką Króla. Druga, natomiast dotyczy jej niebywałych umiejętności magicznych dziedziczonych z żeńskiej gałęzi drzewa genealogicznego jej rodziny. Pewnego dnia jej ukochana matka ginie zabita przez tajemniczą bestię, a kilka miesięcy później ojciec odnajduje w lesie kobietę, która momentalnie podbija jego serce i staje się macochą dla Aleksandry i jej braci. Niestety, cała sytuacja wydaje się być niezwykła tylko i wyłącznie dla czwórki rodzeństwa. Macocha kierując się niechęcią do młodych pasierbów postanawia się ich pozbyć. I tak rodzina zostaje rozdzielona, a nadzieja na ponowne zjednoczenie się młodych ludzi zostaje złożona w rękach głównej bohaterki.

Oprócz kilku podobnych cech, które wymieniłam w powyższych akapitach, oba teksty łączy jeszcze motyw braci zamienionych w łabędzie. Jednak to, jak autorka postanowiła wybrnąć z sytuacji pozostawię już do odkrycia waszej literackiej ciekawości. Podkreślam jednak, że naprawdę warto sięgnąć po tę książkę. Choć oczywiście jest ona adresowana do młodszych czytelników to doskonale sprawdza się, jako współczesny odpowiednik dawnych baśni – dlatego też można ją z powodzeniem polecić i tym nie co starszym pasjonatom książek, którzy uwielbiają magię i tajemnicze historie.

Królestwo łabędzi jest pozbawione drastycznych scen, brutalnych opisów i wulgarnego słownictwa. Stanowi, natomiast przepiękną opowieść o miłości, braterstwie, poświęceniu i walce dobra ze złem. Jest to książka wyjątkowa pod tym względem, gdyż wydaje mi się, że obecnie nie kultywuje się już takich wartości. Cieszy, więc fakt, że są jeszcze autorzy, którzy potrafią pięknie spisywać bajki i starają się by, mimo prostoty przekazu, były one urzekające. W dobie paranormalnych romansów i młodzieżowych książek przesyconych seksem i wulgaryzmami ta pozycja stanowi swoisty bastion najważniejszych wartości społecznych.

Jest to idealna lektura dla księżniczek – tych małych i tych trochę większych. Uwrażliwia na ludzkie cierpienie i uczy, że dobro zawsze zwycięża – myślę, że to dosyć ważna lekcja w czasach, kiedy zewsząd zalewają nas negatywne emocje i okrutne wydarzenia. Zresztą książka jest ciekawa nie tylko pod względem merytorycznym. Przepiękna szata graficzna, przystępny i naturalny język oraz ciekawa fabuła– wszystko to składa się na naprawdę solidną współczesną baśń, czyli gatunek, którego tak bardzo brakuje na obecnym rynku literackim.

Ocena: 5/6

Na plus:
- odwołanie do motywów baśni Hansa Christiana Andersena
- przystępny język
- utrwalanie wartości
- współczesna baśń
- przepiękna okładka
- przejrzysta czcionka
Na minus:
- może być mało intrygująca dla bardzo wymagających czytelników

Tytuł: Królestwo łabędzi
Autor: Zoë Marriott
Ilość stron: 264
Wydawnictwo: Egmont 2013
Cena: 34,90 zł
Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.