Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywe trupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywe trupy. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2014

Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy. Upadek Gubernatora tom I

W telewizji właśnie dobiegła końca emisja czwartego sezonu serialu The Walking Dead i choć, tak fanom serialu, jak i komiksowego pierwowzoru, wiadomo już od dawna, jak wyglądał upadek najmroczniejszego charakteru od czasów Hannibala Lectera, czyli Gubernatora, to jednak okazuje się, że trzeci tom literackiej serii The Walking Dead może wnieść jeszcze sporo świeżości w znaną historię walki między mieszkańcami miasteczka Woodbury, a grupą okupującą więzienie.

Po dramatycznych wydarzeniach przedstawionych w Drodze do Woodbury i nieudanym zamachu stanu na rządzącego twardą ręką Gubernatora, Lilly Caul próbuje nie wychylać się i żyć spokojnie z dala od wszelkich kłopotów. Kiedy w miasteczku pojawia się troje podróżników, dziewczyna stara się trzymać od nich z daleka. Sprawy w jej życiu nieco się komplikują przez co postanawia zawierzyć Gubernatorowi, powtarzając uparcie mantrę, że ciężkie czasy potrzebują ciężkich rządów. Z kolei Phillip Blake, czyli rzeczony Gubernator nie lubi obcych, tak więc przybyłą do Woodbury grupę, postanawia przywitać w znanym już stylu. Rick, Michonne oraz Glenn będą musieli przejść piekło aby powrócić do swoich bliskich.

Z całą odpowiedzialnością mogę potwierdzić, że kolejna książka spod pióra Jay’a Bonansinga oraz Roberta Kirkmana trzyma poziom poprzedniczek. Jest to chyba jedna z najlepszych serii zombistycznych, ustępująca jedynie cyklowi Zmierzch świata żywych (choć zapewne jest to teoria dla wielu dyskusyjna). Autorzy w genialny sposób przedstawili nieznaną historię miasteczka Woodbury oraz jego mieszkańców. Wszystkie elementy opowieści doskonale do siebie pasują, a książka wkomponowuje się w pozostałe elementy tworzące obszerne uniwersum TWD.

Ważnym elementem fabularnym jest zepchnięcie na drugi plan opisów walk z truposzami. Nie stanowią już one głównej osi książki. Teraz wyraźnie już widać, że autorzy skupiają uwagę czytelników na pogłębiających się zmianach zachodzących w psychice Gubernatora. Nie umniejsza to jednak napięcia, które rośnie z każdym kolejnym rozdziałem, co więcej przesunięcie siły ciężkości na społeczno-psychologiczne wątki wyszło książce na dobre.

Potwierdza się więc to, o czym pisałam w poprzednim artykule dotyczącym Droga do Woodbury. Otóż, Kirkman ma wciąż głowę pełną pomysłów, a Bonansinga w iście mistrzowskim stylu przelewa je na papier. Jedynym niezrozumiałym dla mnie faktem jest podzielenie ostatniego tomu na dwie części, ale przyznam szczerze, że nie próbowałam się dowiedzieć co jest tego przyczyną, tak więc nie będę tego krytykować.

Na plus:
+ bohaterowie
+ nowatorskie pomysły
+ zwroty akcji
+ skupienie się na postaci Gubernatora

Na minus:
- podział ostatniego tomu na dwie części

Ocena: 6/6

Autor: Jay Bonansinga, Robert Kirkman
Cykl: The Walking Dead tom III
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: SQN 2014
Cena: 34,90 zł

Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.

27 marca 2014

Słuchowiska od Sound Tropez

Dziś chciałabym przypomnieć Wam dwa wyśmienite słuchowiska, z którymi miałam okazję się zapoznać. Mowa oczywiście o Żywych trupach - I i II oraz III i IV :)

Moje wrażenia po odsłuchaniu powyższych można poznać klikając na rzymskie cyferki :)

Jednak studio Sound Tropez nie śpi i ma w zanadrzu kolejne produkcje m.in. Conan Barbarzyńska czy też Thorgal - YuTabe z nagrań :)

Nie jestem fanką audiobooków. Nie potrafię się w nie wczuć, brakuje mi szelestu stron itd. ale słuchowiska... słuchowiska to co innego :) Pierwszy raz wydaje mi się, że powstało coś co nie odbiega tak daleko od literatury, a jednak posiada jej magię i może ją z dumą wspierać :)

A więc audiobooki i e-booki fuj, słuchowiska - jes, jes, jes :) - to oczywiście moja opinia :)


12 stycznia 2014

Audiobook Żywe Trupy III i IV

Po sukcesie jaki odniosła pierwsza na świecie dźwiękowa adaptacja jednego z najbardziej kultowych komiksów The Walking Dead Roberta Kirkmana, studio Sound Tropez wypuściło na rynek kolejne dwie części tego wyśmienitego słuchowiska, zatrudniając przy tym kolejną polską gwiazdę wielkiego formatu. Sonia Bohosiewicz, bo o niej mowa, znana np. z serialu Usta Usta oraz filmu Wojna polsko-ruska, użyczyła swojego głosu czarnoskórej wojowniczce Michonne, która stanie się jedną z najważniejszych postaci w komiksie.

Pierwsza część słuchowiska zebrała bardzo dobre recenzje i została świetnie przyjęta w środowisku fanowskim uniwersum The Walking Dead. Szczególne laury uznania przyznano aktorom biorącym udział w nagraniach, jednak także muzyka oraz wciągająca fabuła wpłynęły na dobry odbiór wśród słuchaczy.

Rozstaliśmy się z bohaterami w momencie, kiedy grupa Ricka natknęła się na otoczone wysokim ogrodzeniem więzienie opanowane przez zombie. Postanawiają pozbyć się niechcianych lokatorów i w bezpiecznych murach stworzyć azyl, w którym będą mogli przetrwać kolejne miesiące a kto wie… może nawet lata. I od tego momentu coś się zmienia. Po uporaniu się ze szwendaczami zamieszkującymi więzienie zagrożenie zaczynają stanowić żywi. Konflikty w grupie narastają. Bohaterowie wiedząc, że każdy kolejny dzień jest niewiadomą, pragną wykorzystać w stu procentach chwile, które mają dlatego też słuchowisko aż kipi od różnych emocji. Pojawiają się też nowe postaci, tak więc słuchacze nie są narażeni na nudę.

Kolejne słuchowisko różni się znacznie od części pierwszej, jest mroczniej, zombie nie są już najważniejsze, teraz to właśnie ludzie i ich demony wychodzą na pierwszy plan. Żaden z bohaterów nie jest nieskazitelny, widać już zmiany jakie zachodzą w psychice, chociażby Ricka.

Jeśli chodzi o produkcję, to byłam pod wrażeniem części pierwszej, ale druga ją przebiła. Według mnie była dużo trudniejsza do wykonania od poprzedniczki, ponieważ tomy III i IV komiksu przewidują dużo większą liczbę strzelaniń oraz interakcji między ocalałym.

Słuchowisko stanowi doskonałe uzupełnienie kolekcji The Walking Dead a już niedługo stanie się naszym produktem eksportowym, gdyż zainteresowanie tym produktem potwierdziły Francja i Belgia. Myślę, że możemy być dumni z tego wkładu, który wykonaliśmy w kierunku rozwoju popkultury.

Na plus:
+ aktorstwo
+ wykonanie
+ ścieżka dźwiękowa
+ delikatne zmiany w dialogach

Na minus:
- Sonia Bohosiewicz, jako jedyna z zatrudnionych aktorów, choć gra fenomenalnie, nie każdemu spodoba się w roli, do której została wybrana

Ocena: 5/6

Autor: Robert Kirkman
Tytuł: Żywe trupy
Seria: Żywe Trupy III i IV
Forma: Słuchowisko
Wydawnictwo: Sound Tropez/Anakonda 2013
Cena: 34,90 zł

29 września 2013

Max Brooks - Zombie survival

Mnogość wszelkiej maści poradników, począwszy od tych, które mają pomóc nam zostać mistrzem kuchni, skończywszy na tych, w których zawarte informacje mają nam uratować życie podczas kataklizmu jest onieśmielająca. Jednak ostatnimi czasy na rynku wydawniczym pojawiło się wznowienie jedynego w swoim rodzaju podręcznika technik obrony przed atakiem żywych trupów. Nazwa brzmi dla Was śmieszne, jednak żartem wcale nie jest! Wszak nigdy nie wiadomo, kiedy Matka Natura znudzi się obecnym stanem rzeczy i postanowi zgotować nam odpowiednik książkowego wirusa Solanum, który sprawi, że martwi zaczną grasować na ulicach miast.

Pierwsze wydanie książki Maxa Brooksa (znanego z napisania innej zombistycznej powieści World War Z) ukazało się w 2007 roku, szybko się sprzedało i od kilku lat bardzo ciężko było ją nabyć, dlatego wznowienie stanowi nie lada gratkę dla miłośników szerzącej się zombie zarazy. Dodatkowym atutem rzucającym się w oczy przy pierwszym kontakcie z książką jest jej okładka, zdecydowanie nawiązująca do licznych gier komputerowych w klimacie i oddająca charakter treści zawartych w lekturze bardziej wymownie od poprzedniczki. Czytelnicy nie powinni także narzekać na przejrzystą i wyraźną średniej wielkości czcionkę oraz logiczne rozłożenie treści. Jednak dosyć o tym co można zobaczyć trzymając książkę w ręku w pierwszej lepszej księgarni. Przyjrzyjmy się lepiej jej wnętrzu…

Na wstępie chciałabym podkreślić, że książka ta nie jest beletrystyką, dla niedowiarków: ten poradnik to naprawdę poradnik! Co więcej przeznaczony dla ludzi posiadających ogromną wyobraźnię, dzięki której będą oni w stanie przekonać samych siebie do tego, że przyswajane z niego informacje są rzeczywiście przydatne, a zombie w każdej chwili mogą wyłonić się zza rogu kamienicy bądź też drzewa w pobliskim parku. Każdy czytelnik posiadający nieco bardziej ograniczone zasoby wyobraźni znudzi się wertując Zombie survival w poszukiwaniu pikantnych opowieści z truposzami w tle – a tych w treści jak na lekarstwo.

Jeśli jednak jesteś zombie-maniakem to jest to zdecydowanie propozycja dla ciebie. Można się z niej dowiedzieć: jaka broń będzie najskuteczniejsza do obrony, gdzie najlepiej schronić się podczas pierwszych godzin ataku zombie oraz… gdzie i jak rozpocząć budowę cywilizacji, która z całą pewnością upadła po tym gdy świat ogarnęła panika i chaos. Najwytrwalszym czytelnikom autor zaserwował przepyszną wisienkę na tym krwawym torcie, w postaci dosyć obszernego (ostatniego) rozdziału Zombie na przestrzeni dziejów, z którego możemy dowiedzieć się, kiedy i gdzie zombie (naprawdę!) pojawiły się na świecie i z jakich powodów ani jedna wzmianka na ten temat nie przedostała się do mediów. Oczywiście, trzeba to traktować z przymrużeniem oka, ale przyznam, że w niektóre relacje aż trudno nie uwierzyć.

Zdarzyło mi się spotkać z zarzutem, jakoby ta książka była pisana na potrzeby amerykańskich realiów, i rzeczywiście tak jest (autor przyznaje się do tego) ale moi mili bądźmy szczerzy przecież w Polsce również hodujemy konie, na których można przegalopować przez łąki zalane falą niemrawo kroczących zombie, a z drugiej strony nawet w Ameryce nie tak łatwo będzie zwinąć furgonetkę bankową lub sterowiec. Tak więc, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie uważam aby poradnik ten napisany został od czapy a zarzuty tego typu uznaje za nieuzasadnione.

Zombie survival jest książką, którą czyta się szybko, i choć przeznaczoną dla konkretnej grupy odbiorców, z całą pewnością wartą uwagi. Każdy szanujący się zombiofill powinien posiadać ją w swojej biblioteczce, po to by w przypadku zombie apokalipsy (która przecież w końcu nastąpi) nie zasilić szeregów wroga.

Na plus:
- krótkie rozdziały
- nowatorskie podejście do tematu
- wyczerpanie tematu
- uniwersalne rady
- humor

Na minus:
- pozycja niebeletrystyczna
Ocena: 5/6

Tytuł: Zombie survival
Autor: Max Brooks
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2013
Liczba stron: 432
Cena: 34,90 zł

Recenzja ukazała się na portalu PARADOKS.

02 czerwca 2013

Żywe trupy - Audiobook

Komiks Żywe trupy  ma już około dziesięciu lat, a jednak popularność zyskał dopiero niedawno za sprawą serialu, który stacja AMC nakręciła na podstawie scenariusza zeszytów The Walking Dead. Popkultura ma to do siebie, że uwielbia wszystko co na szeroką skalę przynosi zysk, nie inaczej rzecz się ma ze wspomnianym komiksem. Okazuje się, że ciężko jest zapełnić rynek wariacjami na temat jednego tytułu i tak oprócz serialu, gry, rysunkowych zeszytów, których, na całe szczęście, końca nie widać, figurek postaci, koszulek i innych gadżetów możliwe jest także wyprodukowanie komiksu w wersji audio, czy też inaczej słuchowiska! Co więcej, produkt ten może zyskać ogromną popularność.

Fabuła słuchowiska Żywe trupy jest zaadaptowanym scenariuszem pierwszego i drugiego tomu komiksu. Słuchacze zostają wprowadzeni w przerażającą, mroczną historię świata opanowanego przez zombie ale nie tylko… Żywe trupy opowiadają przede wszystkim o ludziach – złych, dobrych, odważnych, tchórzliwych i szalonych. Wizja przedstawiona w komiksie, serialu i słuchowisku jest dosyć kontrowersyjna, gdyż wybiega dosyć znacznie poza granice konwencji wyznaczonej przez inne opowieści o chodzących trupach.

Studio Sound Tropez jako pierwsze na świecie postanowiło zrealizować pełnoprawnego audiobooka tego komiksu i wbrew pozorom wyszło im to naprawdę świetnie. Słuchowisko przywodzi na myśl świetne czasy Teatru Polskiego Radia i odświeża tę, nieco już zakurzoną, formę przekazu. Wśród wielu znanych nazwisk zatrudnionych przy realizacji Żywych trupów należy wymienić świetnego Jacka Rozenka, Szymona Bobrowskiego czy też Marię Seweryn oraz doskonałego Krzysztofa Banaszyka, którego kojący i melodyjny głos doskonale oddaje emocje, które powinny towarzyszyć nam w danym momencie fabularnym. Oczywiście, zdarzają się małe lektorskie potknięcia, ale są one nieznaczne i w zasadzie nie wpływają na odbiór audiobooka. Po prostu nieco słabiej wypadają głosy drugoplanowe. Ogromnym plusem jest też fakt, że choć słuchowisko jest adaptacją komiksu to jednak jego twórcy postanowili odejść nieco od pierwowzoru, a uzyskali to poprzez wprowadzenie nieco innych dialogów, dzięki czemu osoby zaznajomione z zeszytami, choć znają rozwój wypadków nie nużą się.

Najważniejszym atutem słuchowiska jest jego ścieżka dźwiękowa. Odgłosy otoczenia, charakterystyczne pomruki zombie, strzelaniny i dobrze dobrana muzyka sprawiają, że słuchacz bardzo łatwo wtapia się w historię, która niemal go otacza. Właśnie tak powinien być zrealizowany dobry audiobook. Osobiście nigdy nie przepadałam za taką formą książki, jednak słuchowisko, z całym swoim dźwiękowym ukazaniem świata przedstawionego i różnorodnością bohaterów zmieniło ten pogląd, ukazując nową formę rozrywki.

Polecam słuchowisko w szczególności miłośnikom serii The Walking Dead osoby zaczynające z nią przygodę odsyłam do sięgnięcia najpierw po komiksy a następnie po słuchowisko, jako doskonałe uzupełnienie kolekcji. Jeśli jednak nie lubicie komiksów lub też najzwyczajniej w świecie wolicie taką formę rozrywki to zapewniam Was, że nie zawiedziecie się. Jeśli więc chcecie by Żywe trupy towarzyszyły Wam na co dzień np. w drodze do pracy, bądź podczas codziennych bądź wieczornych domowych czynności to nie pozostaje mi nic innego niż polecenie zakupy słuchowiska Żywe trupy. Pierwsze słuchowisko zostało zrealizowane na podstawie dwóch pierwszych zeszytów komiksu, a kolejne czekają już na adaptację.

Ocena: 5/6

Na plus:
- doskonale zrealizowane pod względem technicznym słuchowisko
- sugestywne przedstawienie uniwersum The Walking Dead
- świetni aktorzy zatrudnieni do realizacji słuchowiska
- zachowanie sensu dialogów, ale wprowadzenie niewielkich zmian
- cena
Na minus:
- (co się tyczy nie tylko słuchowiska ale także innych form przedstawienia serii) społeczne wątki są osią historii, co może nie spełnić oczekiwań typowych zombie-maniaków

Autor: Robert Kirkman
Tytuł: Żywe trupy
Seria: Żywe trupy tom I i II
Forma: Słuchowisko
Wydawnictwo: Sound Tropez/Anakonda
Cena: 34,90 zł

Zapraszam też do posłuchania pierwszych piętnastu minut słuchowiska - Żywe trupy.

24 marca 2013

Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy. Droga do Woodbury


„Jeśli przeżyłeś piekło, to nawet okrutne, choć względnie bezpieczne miejsce może okazać się rajem na ziemi”

Płynąc na fali sukcesu, jaki odniósł serial The Walking Dead oraz jego komiksowy pierwowzór, Robert Kirkman we współpracy z Jay’em Bonansinga postanowili stworzyć cykl książek opowiadających o losach postaci mniej lub bardziej znanych fanom serii. Po Narodzinach Gubernatora przyszedł czas na Drogę do Woodbury – na którą z resztą twórcy nie kazali nam zbyt długo czekać.

Żywe trupy opanowują przedmieścia Atlanty. Grupki ocalałych ludzi próbują przetrwać nie tylko notoryczne ataki umarlaków, ale także nadchodzącą wielkimi krokami zimę. Wśród jednej z takich społeczności znajduje się Lilly Caul, młodziutka i wystraszona dziewczyna, która zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo zależna jest od innych. Zbieg różnych okoliczności doprowadza do tego, że kiedy na obóz napada horda trupów i ginie jedna z podopiecznych Lilly, bohaterka wraz z czwórką znajomych wyrusza w swoją własną drogę. Po kilku mniej lub bardziej groźnych perypetiach wędrowcy trafiają w końcu do miasteczka Woodbury, w którym bezsprzecznie panuje Gubernator. Wydaje się, że tylko Lilly dostrzega, kto kryje się za maską prężnie rządzącego miasteczkiem Philipa Blacka.

Droga do Woodbury jest równie dobra jak Narodziny Gubernatora jednak obie te powieści znacznie się od siebie różnią szczególnie w sposobie budowania napięcia. O ile te pierwsza książka z serii stopniowo wprowadzała czytelników w walkę z zombie, które w niewielkich grupkach pojawiały się na drodze bohaterów o tyle druga powieść to raczej uderzenie obuchem w głowę. Zombie pojawiają się praktycznie już na pierwszych stronach i stanowią bardziej oddział niż nieformalną grupkę wygłodniałych stworów. W fabule pojawia się także dużo więcej rozważań na temat ludzkiej moralności. Zachowania mieszkańców miasteczka można by porównać do tych możliwych do zaobserwowania na spacerniaku w jakimś obskurnym więzieniu. Oczywiście, nikt nie spodziewa się, że w tak traumatycznych czasach, jakie opisuje seria The Walking Dead ludzie będą potrafić zachować podstawy savoir-vivre i nie zmienią się w chodzące bydlęta. Nie mniej jednak, Kirkmanowi i Bonansinga udało się wywlec na światło dzienne wszelkie okropne cechy, którymi mogliby się wątpliwie poszczycić ludzie wystawieni na bardzo ekstremalne warunki życia. Ukazują je całkowicie jednoznacznie, do tego stopnia, że naprawdę niewiele miejsca pozostaje dla obserwacji pozytywnych ludzkich zachowań.

Jak więc wspomniałam, w drugim tomie książkowej serii Żywe trupy autorzy poświęcają umarlakom tyle samo uwagi co żywym bohaterom. Warto przyznać, że Kirkman zasługuje na ogromną pochwałę, gdyż mimo ogromnego sukcesu jaki odniósł jego pomysł, nadal pozostał on wierny przesłankom, które przyświecały powstaniu komiksu The Walking Dead, czyli  skupieniu się na zmianach, jakie następują w ludziach – walka z zombie ma stanowić tylko tło opowiadanej historii.

Twórcy Drogi do Woodbury wykreowali niesamowitych bohaterów, których losy śledzi się w pełnym wyczekiwania napięciu. Okazuje się, że choć oglądamy serial, czytamy komiksy, to jednak Kirkman nadal potrafi nas zaskoczyć swoją pomysłowością i umiejętnie wykorzystuje talent Bonansinga do tworzenia coraz to ciekawszych dzieł.

Książka naprawdę stanowi doskonałą rozrywkę i uzupełnia braki informacyjne z uniwersum TWD, sprawiając, że świat wykreowany przez Roberta Kirkmana staje się coraz bardziej kompletny. Dla każdego fana Żywych trupów lektura ta jest niezbędna. A dzięki temu, że wydawnictwo postanowiło zachować konwencję poprzedniej okładki, obydwa tomy serii prezentują się wyśmienicie na półce. Droga do Woodbury jest lekturą doskonałą, świetnie wpasowującą się w świat, który tworzą różne elementy serii The Walking Dead.

Ocena: 6/6

Tytuł: Droga do Woodbury
Autor: Robert Kirkman i Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2013
Ilość stron: 320
Cena: 34,90 zł
Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.

Zapraszam do zapoznania się z recenzją - ŻYWE TRUPY. NARODZINY GUBERNATORA.

28 października 2012

Robert Kirkman & Jay Bonansinga - The Walking Dead. Narodziny Gubernatora


„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich.”
Najpierw w głowie Roberta Kirkmana powstał zamysł stworzenia scenariusza do komiksu o żywych trupach, później światło dzienne ujrzał sam komiks, który następnie przerodził się w cały cykl. Wielką sagę o przetrwaniu, która oscyluje wokół postaci Ricka Grimesa i grupki ocalałych, po apokaliptycznej zarazie, ludzi. Kilka lat po powstaniu komiksu, Amerykańscy producenci wywąchali nosem wyjątkową okazję do zarobku, i tak, ku uciesze widzów, powstał serial „The Walking Dead” oparty na komiksowej fabule. Ostatecznie żywe trupy stały się produktem, niewyczerpanym źródłem pieniędzy, ale i rozrywki. Ostatecznie Kirkman postanowił zwrócić fanowską uwagę na drugoplanowych bohaterów swojej historii, i tak do księgarni trafiła książka opowiadająca o jednym z najbardziej brutalnych i wyrafinowanych złoczyńców, mowa tu oczywiście o Gubernatorze.

Zombie opanowały świat. Większa część ludzkiej populacji wstała z martwych, a ich jedynym celem jest dopaść resztki tych, którzy przetrwali. Philip Blake podróżuje wraz ze swoją ukochaną malutką córeczką, starszym bratem i dwójką przyjaciół. Próbują znaleźć azyl, miejsce w którym będą mogli nie tylko przetrwać, ale stworzyć też namiastkę nowego społeczeństwa. Parokrotnie im się to udaje, ale jak to z ludźmi bywa, ich emocje, namiętności, instynkty biorą nad nimi górę i wielokrotnie stają na drodze, odsuwając ich od upragnionego bezpieczeństwa i szczęścia. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że tak naprawdę bohaterowie powinni obawiać się innych ludzi nie mniej niż zombie.

Jestem zagorzałą fanką komiksu „Żywe trupy” i w równym stopniu zakochałam się także w serialu. Moje obawy względem odcinania kuponu od sukcesu wyżej wymienionych były bardzo realne. Książka, która prawdopodobnie otwiera cykl innych powieści o bohaterach sagi „The Walking Dead” mogła być bardzo dobra, ale mogła też okazać się totalną klapą. Na jej korzyść przemawiał fakt, że jej pomysłodawcą jest ojciec „Żywych trupów”, czyli sam Robert Kirkman,  jej spisaniem natomiast zajął się Jay Bonansinga, nieznany w Polsce, choć poważany na świecie twórca poczytnych thrillerów. I choć takie zestawienie nie gwarantowało sukcesu, to jednak stało się nim.
„Narodziny Gubernatora” to fenomenalna powieść oddająca charakter survivalu. Świetnie spisana, rewelacyjna pod względem fabularnym, posiadająca bardzo dobrze wyważone tempo akcji. Majstersztyk w swoim gatunku. Jeśli natomiast ktoś z Was jeszcze nie wie kim jest Gubernator, to spieszę z tłumaczeniem.

Philip Blake, Gubernator to zarządca ostatniego bezpiecznego miasta na tym łez padole. Woodsbury, ów bezpieczna przystań to także mała społeczność, którą udało się Blake’owi zbudować. Jednak nie jest to miły i zrównoważony człowiek. Posiada on bardzo zaburzone poczucie sprawiedliwości, jest brutalny, bezwzględny i ukrywa „niejednego trupa w szafie”. Właśnie dlatego stanowił wyśmienitą pożywkę dla autorów książki „Narodziny Gubernatora”, która, jak wskazuje tytuł, mówi o tym, co doprowadziło do tego, że Philip stał się tym, kim się stał.

Pierwsze trzy rozdziały wprowadzają ogromne napięcie. Autorzy wyśmienicie je budują, kończąc każdy z nich w wymowny sposób, zmuszając tym samym do czytania kolejnych stron. Dalej atmosfera jest już bardziej wyważona, ale wcale nie oznacza to, że książka traci na wartości, wręcz przeciwnie. Z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej dojrzała. Wraz z rozwojem akcji następują także bardzo drastyczne zmiany w psychice bohaterów, którzy zresztą są osią powieści i jej głównym atutem. Mogłabym się długo rozpływać nad fenomenem tej książki ale mam też łyżkę dziegciu, okładka mogłaby trochę bardziej pasować do wydań komiksowych, byłby to miły ukłon do kolekcjonerów cyklu komiksowego. Ale i tak wydawnictwo SQN stanęło na wysokości zadania i spisało się świetnie. A zakończenie książki stanowi swoistą wisienkę na torcie. Polecam, polecam, polecam!

Ocena 6/6

Tytuł: The Walking Dead. Żywe trupy. Narodziny Gubernatora.
Autor: Robert Kirkman & Jay Bonansinga
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2011

Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.

Zapraszam do zapoznania się z recenzją - ŻYWE TRUPY. DROGA DO WOODBURY.

23 października 2012

kostnica.com.pl THE WALKING DEAD

Z okazji tego, że zaczęłam pracę nad działem o serialu i komiksie "The Walking Dead" postanowiłam dać Wam znać tutaj, że coś takiego się tworzy. Oto wstęp i recenzja pierwszego sezonu serialu. Reszty szukajcie niebawem na Kostnicy.

WSTĘP


„Nie taki zombie straszny jak go malują”

Literatura i kinematografia końca XX wieku i początku XIX wieku przesycona jest tematyką postapokaliptyczną. Wizje końca świata, kataklizmy i katastrofy oraz plagi charakteryzują współczesną sztukę. Powstaje szereg filmów takich jak „Pojutrze”, „2012”, „Dzień, w którym zatrzymała się ziemia”. Jedne produkcje są mniej udane inne to majstersztyki, jedno je łączy – kres ludzkości. Jednak istnieją bardziej wyrafinowane sposoby na przedstawienie końca świata, niż wybuchy wulkanów, topniejące lodowce i tornada. Zarazy – plagi naszych czasów. Wirus „żywiący” się ludźmi zamieniający ich w co tylko wyobraźnia ludzka wymyślić potrafi. Tu wymienić można „Jestem legendą” i chociażby „28 dni później”. Do tej samej kategorii można wrzucić figurę zombie, która lata temu przeniknęła do popkultury. Dotychczas najpopularniejszym medium, umożliwiającym hordom umarłych straszenie nas były filmy, jednak w ciągu ostatnich kilku lat zombie opanowały inne rodzaje mass mediów.

 Dla jednych filmy i książki/komiksy o zombie to wymieszana papka flaków, mięsa i krwi; dla innych zombie są tylko środkiem do celu, ekstremalnym sposobem ukazania naturalnych skłonności człowieka, jego giętkiego kręgosłupa moralnego i zmiennej natury.

„Dobre filmy o zombi pokazują nam, jak my, ludzie, jesteśmy popaprani. Sprawiają, że mamy wątpliwości co do naszej pozycji w społeczeństwie… i pozycji naszego społeczeństwa w świecie. Owszem, i one pokazują jatki i przemoc, i te inne ‘fajne rzeczy’… ale zawsze kryje się w nich podtekst komentarza społecznego […][1]

Tak więc „dobre” dzieła o żywych trupach, tak naprawdę o żywych trupach nie mówią. Są natomiast nastawione na opowieść o żywych bohaterach. I właśnie w takim celu Robert Kirkman postanowił napisać scenariusz do komiksu „Żywe trupy”. Jak sam pisze, nie jest to horror, choć jeśli kogoś przestraszy to dobrze. Jednak jego celem było stworzenie historii o przetrwaniu, o tym JAK, JAKIMI ŚRODKAMI i ZA JAKĄ CENĘ udaje się ludziom uratować własną skórę. Bohater ma ewoluować wraz z rozwojem akcji, ma się zmieniać i wcale nie oznacza to, że musi być krystalicznym rycerzem na białym koniu w lśniącej zbroi, który obłaskawia zombie i ratuje dziewice, jeśli jeszcze jakieś ostały się na tym łez padole.

W 2010 roku Frank Darabont twórca Zielonej Mili i Skazanych na Shawshank przedstawił światu telewizyjną adaptację „Żywych trupów” i ludzkość zwariowała. Pierwszy sezon podbił serca ogromnej ilości widzów, drugi utwierdził ich w przekonaniu, że wybór był słuszny, a trzeci sezon, który dopiero ma swoją premierę ponownie rozpalił uczucie. Wyobrażacie to sobie? Niszowa tematyka, która była przerabiana na wszystkie możliwe sposoby zawojowała świat. Na dodatek to serial telewizyjny na podstawie komiksu, a nie kinowa ekranizacja klasyki literackiej… co więc stanowi o fenomenie tej produkcji telewizyjnej oraz jej komiksowego pierwowzoru?



[1] Robert Kirkman, Tony Moore, „Żywe trupy” tom 1, 2005



„Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie, zombie, zombie…”

Zombie od dawna kojarzą się wielu osobom z kiczem. Tematyka filmów dotyczących zombie jest niszowa, a jej fanów uznaje się za niedojrzałych lub nieznających się na „dobrym” kinie. Nie ma co się z resztą dziwić. Kto przy zdrowych zmysłach z zapałem ogląda trupy wstające z grobów, które z zamiłowaniem zajadają się ludzkimi mózgami? Zombie na ekranie często towarzyszy po prostu krwawa jatka, a niejednokrotnie zdarza się, że fabuła kuleje i kuśtyka tak samo jak jej żywi inaczej bohaterowie. Jednak, choć świat jeszcze o tym nie wiedział, w 2005 roku za sprawą Roberta Kirkmana powstał komiks pod tytułem „The Walking dead”, który miał odmienić filmoznawcze spojrzenie na wizerunek żywych trupów oraz obrazów filmowych ich dotyczących. W kolejnych latach twórca takich wybitnych dzieł jak „Skazani na Shawshank” oraz „Zielona mila” Frank Darabont i Gale Anne Hurd, postanowili zekranizować pierwszy zeszyt owego komiksu, na potrzeby stacji telewizyjnej AMC. Ich wspólne dzieło ujrzało światło dzienne w 2010 roku i wtedy to nastąpiła apokalipsa! Zmierzch dotychczasowego kiczowatego postrzegania filmów o tematyce zombie.

Komiks i serial o tym samym tytule, opowiadają historię rozgrywającą się w postapokaliptycznym świecie zdominowanym przez hordy żywych umarlaków. Głównym bohaterem jest policjant Rick Grimes, który pewnego dnia budzi się ze śpiączki i dostrzega, że cały szpital jest zdemolowany i opustoszały. Bohater jest zdezorientowany, jednak wyrusza do najbliższego znanego mu miejsca by spotkać się z ukochanymi. Okazuje się, że dom w którym mieszkał z żoną i synkiem jest pusty, a po ulicach szwendają się półprzytomni, dziwnie wyglądający „ludzie” posiadający percepcję godną studenta po całonocnej libacji alkoholowej, który na drugi dzień usiłuje własnymi siłami dostać się na wykłady. Nasz biedny policjant nie wie co się dzieje, gdy wtem na jego drodze staje Morgan, który podróżuje wraz z małoletnim synkiem. Oferują oni Rickowi opiekę, oraz tłumaczą mu, że to co na pierwszy rzut oka wygląda, jakby całe miasteczko wczoraj dosyć ostro i hucznie świętowało, jest niczym innym jak zgliszczami ostałymi po pandemii wywołanej wirusem niewiadomego pochodzenia. Uczucie zdezorientowania szybko ustępuje poczuciu obowiązku wobec własnej rodziny i nasz bohater wyrusza do Atlanty (rzekomego, ostatniego bastionu okolicznej ludności) by odnaleźć najbliższych. Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem.

Pierwszy sezon liczy sobie 6 odcinków. I opowiada historię poszukiwań rodziny prowadzonych przez głównego bohatera oraz historię obozu uchodźców, którzy zbudowali swoją małą fortecę na obrzeżach miasta. Wraz z kolejnymi odcinkami poznajemy nie tylko głównego bohatera ale także jego żonę, syna, i kilkanaście osób, którym udało się przetrwać. Pisząc tylko i wyłącznie o pierwszym sezonie, trzeba przyznać, że wypada on całkiem dobrze i niesie za sobą niewielką ilość różnic występujących między literackim pierwowzorem a serialem. Twórcy produkcji telewizyjnej postanowili wprowadzić kilku nowych bohaterów, ale poza tym trzymali się „w miarę” scenariusza znanego z komiksu.

To co zdecydowanie charakteryzuje ten serial to podjęcie przez reżysera wątków społecznych, które wyśmienicie zostały opisane także w komiksie. Nie dostajemy zwyczajnej i trywialnej papki z mięsa i flaków, ale dzieło nad którym warto się zastanowić. Takie też zresztą było założenie twórcy komiksów. Ukazanie bohaterów w kilku wymiarach, pokazywanie nie tylko „ludzkiej” strony człowieczeństwa oraz swoista ewolucja postaci, wyraźniej widoczna w sezonie drugim stawia to telewizyjne widowisko na pierwszym miejscu zwycięskiego piedestału. Wracając jednak do  granic sezonu pierwszego, to co stanowi mocną stronę to przepiękne i klimatyczne zdjęcia oraz scenografia. Opustoszałe ulice miasta rządzonego prawem śmierci, gdzie jedynymi pozornie żywymi istotami są trupy, zostały ukazane w sposób bardzo wymowny. Doskonale sprawdza się także muzyka, która wprowadzana tylko momentami ożywia akcję i porusza wyobraźnię.

Zlepek różnorodnych postaci sprawia, że nie można się nudzić. Widz dostaje więc barwną gamę emocji takich jak radość, zazdrość ale też szaloną chęć władzy. Jak już wspomniałam bohaterowie są różni, a jest to zasługą tylko i wyłącznie świetnej obsady. Aktorzy doskonale wczuli się w realia świata pozbawionego nadziei. Na ekranie zobaczymy takich aktorów jak: Andrew Lincoln, Norman Reedus,  Scott Wilson czy też Noah Emmerich.

Jestem przekonana, że pierwszy sezon przypadnie do gustu ogromnej rzeszy ludzi. Jak wiadomo znajdą się także i przeciwnicy. Jednak jednego nie można odmówić ani serialowi ani komiksowemu pierwowzorowi, mianowicie faktu świeżego podejścia do tematyki zombie. Pierwszy raz w kinie „zombistycznym” bohaterom nie chodzi tylko o przetrwanie, ale także o zachowanie ludzkich odruchów.