Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2014

Nikola Sellmar, Jennifer Teege - Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam krótką notę na temat historii Jennifer Teege, wydała mi się wstrząsająca. Jednak wkrótce pojawiły się w mojej głowie wątpliwości, które powiększały się wraz ze zgłębianiem treści książki Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił. Bynajmniej nie jest źle napisana, zastanawiający wydaje się natomiast impuls, który zainicjował jej powstanie. Otóż, treść książki potwierdza sens twierdzenia, że ludzie nie mający kłopotów tworzą je sobie. Być może powyższe słowa uznacie za grubiańskie, a cały tekst będzie świadczył na niekorzyść mojej wrażliwości, uważam jednak, że bazowanie na trudnym temacie nie może wymuszać pozytywnej opinii, choć tak naprawdę książkę czyta się dobrze, jedynie wnioski płynące z lektury są dość niejasne.

W wieku 38 lat Jennifer Teege dowiedziała się, że w jej żyłach płynie krew Amona Götha. Przez przypadek znalazła w bibliotece książkę zawierającą informacje dotyczące jej matki, babki oraz nieznanego dotychczas dziadka. Kim był Göth? Dla wielu ludzi był najgorszym koszmarem, katem i mordercą, dla innych kochającym mężem, ojcem i członkiem rodziny, współcześni poznali go dzięki filmowi Spielberga Lista Schindlera. Pewne jest jedno – zostanie zapamiętany jako jeden z najbardziej brutalnych zbrodniarzy nazistowskich. Jennifer jest jego wnuczką, córką Niemki i Nigeryjczyka, wychowaną w rodzinie zastępczej i niemającej nigdy okazji go poznać. Książka Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił jest historią jej korzeni.

Z opowieści Jennifer wynika, że ani z matką ani z babką nie spędziła zbyt wiele czasu jako dziecko i ma z tych czasów tylko kilkanaście mniej lub bardziej wyraźnych wspomnień. Dziwi mnie zatem czemu pojawiła się w niej tak ogromna i utrudniająca życie trauma. Jestem w stanie zrozumieć, że odkrycie skrywanej przed nią przez lata tajemnicy wywołało u Jennifer szok. Jednak dojrzała kobieta, która ma kochającego męża, wspaniałe dzieci i mnóstwo przyjaciół z różnych stron świata nie powinna się zastanawiać jak ma dalej żyć z taką wiedzą. Przecież jej życie wcale się nie zmieniło. Nie znała człowieka, który jest jej dziadkiem. Rozumiem natomiast wątpliwości targające córką Amona. Posiadanie ojca mordercy jest dużo bardziej traumatyczne i może generować pytania o swoje istnienie, o cechy jakie się bezpośrednio odziedziczyło. Mam nadzieję, że jak dotąd udało mi się jasno przekazać sens moich wątpliwości – nie jestem po prostu pewna czy to co odkryła Jennifer naprawdę było aż tak istotne by opisać to w książce…

Sama lektura jest dosyć ciekawa, głównie przez wzgląd na zawarcie w niej wielu informacji dotyczących życia Amona Götha i jego działalności w obozie koncentracyjnym Plaszow. Właśnie to stanowi główny atut tej pozycji. Mniej ciekawy wydał mi się rozdział dotyczący odnowienia kontaktów Jennifer z jej matką – zabrakło w nim wyjaśnienia niektórych wątków tak mocno trapiących bohaterkę. Natomiast rozdziały opisujące relacje Jennifer z jej przyjaciółmi pochodzenia żydowskiego wydały mi się całkowicie nieuzasadnione. Reasumując książka ta została napisana ku pokrzepieniu serca Jennifer Teege, która czuła potrzebę wyjaśnienia światu, że człowiek nie odpowiada za grzechy członków swojej rodziny, choć może czuć się przez nie przytłoczony. Mądre ale nie odkrywcze. Jeśli, ktoś życzy sobie poznać tę historię to nie odradzam kupna książki, mam jednak nadzieję, że wiecie już czego się po niej spodziewać.

Na plus:
+ rozdziały dotyczące życia Amona Götha oraz funkcjonowania obozu koncentracyjnego Plaszow
+ niektóre wspomnienia z życia Jennifer Teege dotyczące jej biologicznej rodziny

Na minus:
- kilka niepotrzebnych rozdziałów
- dużo przemyśleń Jennifer Teege, które niestety wydały mi się nieco przesadzone
- w kółko przewijają się te same pytania, na które niestety brakuje odpowiedzi

Ocena: 3/6

Autor: Nikola Sellmair, Jennifer Teege
Tłumacz: Ewelina Twardoch
Gatunek: biografia/autobiografia
Cykl: -
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2014

Cena: 36,00 zł

31 marca 2014

Stephen E. Ambrose - Obywatele w mundurach. 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina.

Kompania braci to jeden z najbardziej znanych seriali wojennych. Większość jego miłośników zdaje sobie sprawę z tego, że główni producenci, czyli Tom Hanks i Stephen Spielberg przy jego realizacji garściami czerpali z książki autorstwa Stephena E. Ambrose’a pod tym samym tytułem. To właśnie tą publikacją autor zaskarbił sobie szacunek oraz sympatię wielu fanów historii II wojny światowej. Obywatele w mundurach to kolejna obowiązkowa pozycja dla każdego fascynata tej tematyki. W Polsce książka ukazała się, tak samo jak np. D-Day, czy też wspomniana już Kompania braci, za sprawą, specjalizującego się w publikacjach około-historycznych, wydawnictwa Magnum.

Obywatele w mundurach stanowią kontynuację D-Day, tak więc w książce opisane zostały działania wojenne mające miejsce na froncie zachodnim w latach od 1944 roku do 1945 roku, z wyłączeniem lądowania w Normandii, które przedstawione jest w Obywatelach jedynie pobieżnie.  Ważnym elementem tego tekstu jest przedstawienie większości opisywanych wydarzeń z punktu widzenia wszystkich walczących stron, w tym także wrogiej – niemieckiej. I choć w treści przeważają fragmenty prezentujące strategię, wykorzystanie machin wojennych oraz ich mocne i słabe strony, sylwetki postaci które odegrały bardzo ważną rolę w przebiegu walk to wyraźnie widać, że Ambrose postanowił skupić uwagę czytelników na emocjach towarzyszących decyzjom podejmowanym na froncie i odczuciach związanych z braniem udziału w morderczych i wyczerpujących walkach. Autor niczym zjawa towarzyszy szeregowym żołnierzom w okopach, generałom w sztabach, młodym chłopcom, którym wepchnięto w ręce broń oraz weteranom, którym ciężko było się z nią rozstać, a wszystko to co udało mu się zaobserwować przedstawił przepięknym i barwnym językiem.

Książka została napisana z rozmachem, ale niesamowicie prosty, a przez to przystępny styl Ambrose’a sprawia, że ogrom informacji w niej zawarty nie sprawia trudności. Co więcej, odpowiednie wyważenie treści, doskonale i taktowanie dobrane cytaty pozwalają na szybkie przyswojenie sobie wiedzy na temat wszelkich aspektów II wojny światowej.

Obywatele w mundurach to książka popularyzująca naukę, zresztą sam autor przyznawał, że nie uważa jej za publikację stricte naukową. To bardzo ważne, że powstają właśnie takie książki, które oprócz niesamowicie rzetelnych i skrupulatnie zbieranych informacji posiadają także duszę. Ambrose tworzy jedną wielką opowieść o amerykańskiej armii z setek, a nawet tysięcy drobnych względnie nic nie znaczących opowieści pojedynczych anonimowych żołnierzy. Tym samym nadaje tym ludziom twarze i sprawia, że stają się dla czytelników bliscy niczym bracia.

Nikogo nie powinno zdziwić natomiast patetyczne podejście do opisywanych przez Ambrose’a Amerykanów. Choć może ono drażnić, stanowi stały element składający się na jego niesamowity talent. Wyraźnie daje się odczuć, że historyk swoje książki tworzył z potrzeby serca, a nie dla poklasku. Nic więc dziwnego, że pisze o amerykańskich chłopcach w sposób, który wzruszał zapewne jego samego.

Polecam Obywateli w mundurach każdemu czytelnikowi, którego zachwyciła Kompania braci oraz wszystkim tym, którzy chcą ujrzeć ludzką twarz wojny – gdyż właśnie w dramatycznych losach milionów zwykłych żołnierzy należy się jej doszukiwać, ponieważ każdy z nich był czyimś synem, bratem, mężem – bez względu na stronę po której walczył.

Na plus:
+ przyjazny i prosty styl narracji
+ przedstawienie wielu punktów widzenia
+ zajęcie się każdym aspektem dotyczącym II wojny światowej
+ archiwalne zdjęcia
+ świetnie dobrane cytaty
+ cena
+ wydanie

Na minus:
- patetyzm odnoszący się do żołnierzy amerykańskiej armii (niektórych, może to drażnić)

Ocena: 6/6

Tytuł: Obywatele w mundurach. 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina.
Autor: Stephen E. Ambrose
Tłumacz: Janina Kumaniecka
                                                          Liczba stron: 608
Wydawnictwo: Magnum 2014 (wydanie II)
Cena: 42,90 zł


24 marca 2014

Eva Weaver - Lalki z getta

Wydaje mi się, że rynek książki jest już przesycony literaturą dotyczącą wydarzeń z II wojny światowej. Powstała i nadal powstaje masa publikacji, które mają czytelnikom przybliżyć emocje związane z tą ogromną tragedią. Większość z nich to naprawdę dobre biografie, teksty naukowe czy też powieści ale zdarzają się też książki słabe, w których nieznający historii autor mija się z niektórymi faktami i tworzy nijaką fabułę, niknącą wśród naprawdę genialnych opowieści wojennych. Taką właśnie książką jest powieść Evy Weaver Lalki z getta.

Podczas pierwszych dni II wojny światowej w Warszawie mały Żyd Mika, dziedziczy po tragicznie zmarłym dziadku płaszcz. Okazuje się, że obszerna część garderoby kryje w sobie masę tajemnych kieszeni, w których mieszkają pacynki, które także należały do ukochanego dziadka. Chłopiec odkrywa w sobie niesamowity talent, który pozwala mu chociaż na chwilę zapomnieć o dramacie, jaki dotknął jego rodzinę oraz wielu innych mieszkańców stolicy Polski.
Drugą część książki wypełniają wspomnienia niemieckiego żołnierza przebywającego w rosyjskim gułagu. Autorce zależało więc na ukazaniu drugiego punktu widzenia. Spoiwem łączącym obie części tej książki są oczywiście lalki.

Wielu czytelników zachwyciło się fabułą Lalek z getta mnie jednak zirytowały opisy pierwszych dni wojny w Warszawie, z którymi nie jestem w stanie się zgodzić. Autorka rozśmieszyła mnie fragmentem, w którym mały Mika ubolewa nad faktem szarży kawalerii polskiej na niemieckie czołgi – takich kwiatków w treści książki jest więcej (kolejny przykład: po powstaniu w gettcie, główny bohater ucieka kanałami na aryjską stronę W MAJU 1942 roku [sic!]). Naprawdę radzę autorce przeczytać kilka poważnych publikacji na temat II wojny światowej – najlepiej nie rodzimych historyków…

Natomiast co do fikcyjnej fabuły powieści to niestety ani Mika ani nikt z jego otoczenia nie wydał mi się zbyt autentyczny. Eva Weaver chciała aby jej książka była bardzo wzruszająca, przez co nasyciła książkę ogromną ilością rzewnych fragmentów, opisów i informacji, nie zostawiając prawie wcale miejsca na mądre i błyskotliwe snucie opowieści. Patetyzm narracji jest tak wymowny i tak wyrazisty, że wcale nie czułam, iż następuje jakakolwiek zmiana bohatera (czy jest to dwunastoletni chłopiec, czy też dorosły mężczyzna). Minusów znalazłabym jeszcze kilka, ale te które wymieniłam są według mnie najbardziej odpychające.

Reasumując Lalki z getta nie wnoszą zbyt wiele wartości w życie czytelnika zaznajomionego z literaturą dotyczącą II wojny światowej, a co gorsza tego nieposiadającego odpowiedniej wiedzy może wyprowadzić w pole. Mam wrażenie, że autorka oprócz dobrych chęci, aby jako Niemka, która zmaga się z dziedzictwem II wojny światowej nawiązać dialog z narodami podczas owej wojny pokrzywdzonymi, nic więcej nie miała do zaoferowania… niestety.

Na minus:
- brak wiedzy merytorycznej/historycznej – co za tym idzie liczne przekłamania historyczne
- patetyzm
- zbyt duża liczba rzewnych opisów
- mało interesująca fabuła
- brak ciekawych bohaterów
- brak talentu literackiego

Na plus:
- okładka
- dobre chęci autorki

Ocena: 2/6

Autor: Eva Weaver
Tytuł: Lalki z getta
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2013

Cena: 34,00 zł

05 lutego 2013

Orlando Figes - Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu


„Miłość wiele ma imion. Najważniejsze to odnaleźć tę właściwą i trwać w poczuciu, że decyzje, które się podjęło były właściwe – los wynagradza wtedy wszystkie cierpienia”

Gułag, czyli inaczej łagier lub łagry to sowieckie obozy pracy, do których trafiali kryminaliści, a oprócz nich cała masa mniej lub bardziej winnych ludzi, którzy zostali przez rząd ZSRR uznani za społecznie niepożądane jednostki bądź też podejrzane o kolaboracje lub podejrzane po prostu. Nie da się ukryć, że instytucja gułagu, jest szalenie interesującym narzędziem do sprawowania władzy w kraju totalitarnym. Państwo dbało o to aby byli więźniowie mieli jak najmniejszy kontakt z resztą społeczeństwa, obowiązywała wszechobecna cenzura, gdyż wiadomo, że nad społeczeństwem, które wie niewiele łatwiej jest przejąć kontrolę. Na szczęście lata stalinowskiego Związku Radzieckiego są już za nami, a historycy wreszcie mają prawo do poszukiwania prawdy o tym, jak żyło się nie tylko w łagrach ale także w samym Związku Radzieckim za panowania Stalina. Jednym z takich poszukujących prawdy naukowców jest Orlando Figes, który postanowił w swojej najnowszej książce Poślij chociaż słowo, opowiedzieć światu pewną nietypową, urzekającą i do cna autentyczną historię.

Dwoje młodych mieszkańców Moskwy poznaje się na studiach i, choć nie od razu, zakochuje się w sobie – trywialne prawda? Jednak ani Lew ani Swietłana nie zdają sobie sprawy z tego, że wkrótce przyjdzie im się rozstać… na szereg długich lat. Wybucha II Wojna Światowa, ostatecznie Niemcy napadają na Związek Radziecki, Lew rusza na wojnę… Przez 5 lat młodzi nie mają ze sobą kontaktu. W końcu kiedy sytuacja chłopaka staje się w miarę stabilna (co oznacza ni mniej ni więcej tylko fakt zesłania go do obozu pracy z wyrokiem, aż 10 lat – za najcięższe przewinienie, czyli zdradę ojczyzny) postanawia on odezwać się do swojej ciotki, by uzyskać informacje na temat Swietłany. Sam nie ma odwagi wkraczać z butami w życie dziewczyny po tak długiej rozłące. Na szczęście innego zdania jest jego ciotka, która informuje Swietłanę o losie Lwa. Tak rozpoczyna się ich dziesięcioletnia (kolejna) rozłąka przepełniona bólem, tęsknotą i wyczekiwaniem, ale także miłością i okrywaniem w sobie zdolności do poświęceń.

Przede wszystkim chciałabym zauważyć, że choć podtytuł książki brzmi Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu, to jednak lektura ta nie opowiada stricte o miłości. Oczywiście uczucie to stanowi ważną jej część ale brytyjskiemu autorowi zależało nie tylko na ukazaniu losów dwójki młodych osób, którym totalitaryzm dość znacznie uprzykrzył życie. Autor zadbał o to by Poślij chociaż słowo stanowiło przekrój społeczeństwa ZSRR na tle tamtego okresu. Być może właśnie to sprawia, że książka jest lekko chaotyczna. Choć w żaden sposób nie przeszkadza to w jej odbiorze. Po prostu wyraźnie widać, że autor chciał zwrócić uwagę czytelników nie tylko na relację łączącą dwoje młodych zakochanych ludzi, ale także na wszystko dookoła nich, dlatego sukcesywnie rozbijał ten wątek i wplatał w niego relacje z życia w obozie; historie ludzi, którzy stanęli na drodze życia naszych bohaterów; oraz opisy moskiewskich realiów, w których przebywała Swietłana.

Tych, których może odstraszać brak dialogów w książce, pragnę uspokoić. Dialogi są, tylko niebezpośrednie. Autor ukazuje wymianę listów między kochankami, a w między czasie relacjonuje owe zdarzenia, o których jest w nich mowa. Wszystko to oczywiście na podstawie korespondencji oraz wspomnień starszych już bohaterów, z którymi Brytyjczyk spotkał się w 2008 roku.

Poślij chociaż słowo to naprawdę rzetelna opowieść. Najciekawszy jest tu sposób w jaki została tutaj ukazana historia stalinowskich rządów. Przecież takich Lwów i Swietłan było wiele. Rozdarte rodziny; ludzie posądzeni o zbrodnie, których nie popełnili; napiętnowane społeczeństwo podzielone na tych, którzy nic nie wiedzą i są wolni, oraz na tych, którzy wiedzą wszystko ale są w niewoli. Książka doskonale obnaża działanie systemu, jaki panował w ZSRR. Figes unika jednak jednoznaczności. Owszem podejmuje pytania na temat ślepoty społeczeństw i jednostek, pośród których żyli przecież ci, którzy czekali na uwolnienie bliskich z łagrów, jednak stara się tego nie komentować. Jedyne komentarze od autorskie jakie pojawiają się w książce, polegają na relacjonowaniu i wyjaśnianiu omawianych w listach faktów.

Poślij chociaż słowo stanowi intrygującą hybrydę surowej literatury faktu i poetyckiego romansu. Przeplatanie się tych dwóch stylów stanowi dosyć sporą nowość. Rzadko zdarza się, aby autor pokusił się o takie rozwiązanie. Nie mniej jednak dzięki takiemu właśnie zabiegowi książka nie traci nic ze swojej autentyczności, a przy okazji przestaje być tak surowa, jak tylko mogłaby być lektura dotycząca tak ponurej tematyki.

Książka Orlando Figes’a to opowieść o nadziei, niezłomnej woli i uczuciu, które potrafiło zwyciężyć nad wszystkim tym, co w ludziach najgorsze. Myślę, że jest to książka unisex, adresowana tak dla mężczyzn – dzięki rzetelności z jaką autor przedstawia fakty; jak dla kobiet – poprzez sposób ukazania historii przez pryzmat uczuć dwójki osób, których miłość kwitła na tle tragicznych i znamiennych wydarzeń historycznych. Polecam wszystkim, którzy potrzebują zrozumieć, że o pewne rzeczy warto walczyć; oraz po prostu tym, którzy chcą poznać ciekawą i dobrze opowiedzianą historię.

Ocena: 5/6

Tytuł: Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu
Autor: Orlando Figes
Ilość stron: 418
Wydawnictwo: Magnum 2012
Cena: 49,00 zł

23 stycznia 2013

Janina David - Skrawek nieba


„Każdy ma swoją historię, ale tylko nieliczni niosą w sercach historię milionów”

II Wojna Światowa stanowi, w całym swoim okrucieństwie, dosyć wdzięczny temat dla historyków, badaczy i naukowców. Powstaje masę publikacji opartych o fakty historyczne dotyczące tego okresu. W szkołach uczą dzieci o zbrodniach wojennych podając suche i beznamiętne fakty, a media cyklicznie powtarzają dokumenty na temat Holokaustu, gdzie grupy ludzi, mniej lub bardziej związanych z tą tematyką, wypowiadają się w temacie. Rzadko jednak zdarza się nam usłyszeć wypowiedzi osób, których bezpośrednio dotknęły wydarzenia rozgrywane w czasie wojny. Niektórzy nie chcą o tym mówić, gdyż wspomnienia są zbyt dramatyczne, inni nie dożyli tych czasów, a jeszcze inni po prostu postarali się zapomnieć. Jednak Janina Dawidowicz przeżyła II Wojnę Światową i bez pardonu odważyła się o tym opowiedzieć. Gdy wojna wybuchła autorka miała 9 lat, kiedy się skończyła miała ich na karku 16. Skrawek nieba to swoisty, szalenie intymny dziennik, oprowadzający czytelników po wspomnieniach młodziutkiej Żydówki, która na własnej skórze odczuła co znaczy ludzka nienawiść.

Janina David (wcześniej Dawidowicz) miała w 1939 roku 9 lat. Wychowywała się w zamożnej żydowskiej rodzinie, a jej dzieciństwo upływało pod znakiem ojcowskiej miłości, zabawy i półek uginających się pod ciężarem różnorakich książek. Dziewczynka wiodła spokojne życie, a przed nią otwierał się wachlarz ogromnych perspektyw i możliwości. Wszystko to uległo zmianie feralnego dnia września 1939 roku. Pochodzący z Kalisza Dawidowiczowie musieli opuścić swój bezpieczny i ukochany dom. Uciekli do Warszawy, która okazała się równie niebezpieczna, jak ich rodzinne miasto. Ostatecznie miejscem ich czasowego pobytu stało się warszawskie żydowskie getto, stworzone nie tylko po to by jak najszybciej i najłatwiej pozbywać się tępionych przez niemieckich oprawców przedstawicieli Narodu Wybranego, ale także by na każdym kroku czuli oni ogromne upokorzenie. W końcu dziewczynce udało się przedostać na drugą stronę, choć wiązało się to z opuszczeniem przez nią ukochanych rodziców, których być może miała już nigdy nie ujrzeć. Przekazywana z rąk do rąk, wykazała się ogromną wolą przetrwania. Przeżyła po to by móc opowiedzieć historię swoją oraz milionów innych, których głosy dawno już umilkły.

Muszę przyznać, że sięgając po Skrawek nieba nie spodziewałam się, że przyjdzie mi zapoznać się z jedną z najpiękniejszych pozycji literackich dotyczących okresu II Wojny Światowej. Książka tak niesamowicie brutalna i rzeczywista, a przy tym magiczna i szalenie poetycka zasługuje na ogromne uznanie. Janina Dawidowicz posiada niebywały talent do prowadzenia pięknej i płynnej narracji, przy tym jej wspomnienia zdają się być pełne zapachów, kolorów oraz licznych detali. Opowiadając o swoich przeżyciach, próbuje zadać najważniejsze pytania, jakie nasuwają się na myśl o brutalnych czasach wojny. Nie unika tematów tabu, jak np. stosunek Polaków do Żydów, religia itp. Właśnie dzięki temu okazuje się, że Skrawek nieba to powieść wyjątkowa, wielowymiarowa i niesamowicie urodziwa, mimo swej tematyki.

Choć autorka opowiada o traumatycznych wydarzeniach, można jasno wyczuć, że nie pominęła dziecięcej naiwności z jaką patrzyła na rozwijającą się na jej oczach wojnę. Lekturze tej książki towarzyszy cała paleta emocji. Mnie osobiście szalenie wzruszyły między innymi fragmenty, gdy bohaterka opowiada o tym, jak dziwna i niezrozumiała wydawała się dzieciom mieszkającym w getcie bezradność ich rodziców wobec oprawców.

Skrawek nieba to lektura uświadamiająca czytelnikom ogrom osobistych tragedii, które pociągnęła za sobą wojenna zawierucha. Wspomniałam wcześniej, że książka ta jest brutalna, jednak nie należy tego mylić z krwawymi opisami, bo tych tu jak na lekarstwo. Brutalność Skrawka nieba polega na prawdziwości traumatycznych wydarzeń, które Janina David zapamiętała i przedstawiła. Realia wojenne wymieszane są tutaj z magią dziecięcej wyobraźni, która wraz z rozwojem wydarzeń i dorastaniem bohaterki zaczyna zanikać. A my jako świadkowie, możemy się temu biernie przyglądać i łkać nad losem autorki oraz milionów ofiar wojny.

Zdecydowanie polecam wszystkim zapoznać się z historią opowiedzianą przez Janinę David, gdyż jak sama napisała długo czekała na to by przedstawić ją polskim czytelnikom. Choć wierzę, że pewne wspomnienia zatarły się już w pamięci autorki, to jednak niewątpliwie Skrawek nieba to rzetelne i napisane z rozmachem godnym najznamienitszych autorów dzieło, które wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać, aż do samego końca. Jak bardzo rozrywkowo by to zabrzmiało to właśnie powyższe słowa dokładnie oddają charakter tej książki.

Ocena: 6/6

Tytuł: Skrawek nieba
Autor: Janina David
Ilość stron: 492
Wydawnictwo MAGNUM 2012
Cena: 44,90 zł

30 sierpnia 2012

David K. Webster- Kompania Spadochronowa

„Wojna w oczach każdego żołnierza wygląda inaczej”
Jeśli jesteś fanem serialu wojennego „Kompania braci”, jeśli znasz twórczość Stephena Ambrose lub jeśli po prostu lubisz wojenne czytadła to mogę z całą pewnością polecić Ci, Drogi Czytelniku, książkę „Kompania Spadochronowa. Wspomnienia żołnierza piechoty spadochronowej od D-Day do upadku III Rzeszy” napisanej przez Davida K. Webstera, który brał udział w kilku najważniejszych bitwach II Wojny Światowej.

Książka to rodzaj dziennika z frontu. Składają się na nią fragmenty wyrwane z listów autora, pisanych do rodziny oraz jego wspomnienia z czasów działań wojennych. Przedmowę do niej napisał Stephen Ambrose, autor książki „Kompania braci” na podstawie której Spielberg i Hanks nakręcili serial pod tym samym tytułem i którego jestem ogromną fanką.

David Webster był członkiem jednej z kompanii piechoty spadochronowej i jego postać powinna być znana tym, którzy oglądali wyżej wspomniany serial. Książka jest napisana rzeczowo i treściwie, jednak powinni jej unikać Ci, którzy spodziewają się heroicznych opisów walk oraz prezentacji bohaterskich postaw. Jest to lektura do bólu autentyczna. Wspomnienia autora są opisywane realnie, tak jak rzeczywiście młody człowiek może widzieć wojnę. Autor nie unika dotykania tematów kłopotliwych, jak pijaństwo w armii, stosunek dowódców i oficerów względem szeregowców i odwrotnie, czy też strach. I właśnie to szczególnie urzeka w tej książce.

Jednych może ona zanudzić, drugim da do myślenia. Ja odnalazłam w niej prawdę. Ci którzy narzekają na amerykański sposób ukazywania wojny w filmach, powinni być tą książką usatysfakcjonowani, gdyż prezentuje ona normalne, ludzkie postawy względem wojny. Autor niczego nie ubarwia. Zadziwia też fakt z jaką skrupulatnością zapamiętał on szczegóły swego pobytu na froncie.

Jest to zdecydowanie książka dla miłośników pozycji historycznych, wspomnień z frontu oraz książek faktu. Nie ma ona fabuły, jest dosyć chaotyczna tak samo jak wojsko i wojna, ale właśnie dzięki temu staje się lekturą ciekawą i wartą zauważenia. Trzeba ją docenić tak samo, jak żołnierzy, którzy walczyli o naszą wolność.

Moja ocena 5-/6

Autor: David Kenyon Webster
Tytuł: Kompania Spadochronowa. Wspomnienia żołnierza piechoty spadochronowej od D-Day do upadku III Rzeszy
Ilość stron: 282
Wydawnictwo: Magnum 2011