Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki o zombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki o zombie. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2014

Manel Loureiro - Trylogia "Apokalipsa Z"

Okazuje się, że nieumarli, tudzież zombie, jak zwykło się nazywać te stwory, mogą przewalać się falami nie tylko przez ulice wymarłych miast, ale także przez strony kolejnych tytułów literackich. Nie jest to oczywiście żadna nowość, jednakże grupa pisarzy literatury popularnej, zajmująca się tematyką zombistyczną gwałtownie się powiększa. Ostatnimi czasy do tego zacnego grona dołączył hiszpański autor Manel Loureiro, który zadebiutował trylogią Apokalipsa Z. Początek końca to pierwszy tom wspomnianego cyklu. W Polsce jego wydaniem zajęło się wydawnictwo MUZA, odpowiedzialne za powieści Zafóna, czy też fenomenalne antyczne kryminały Szamałka.

Po tragicznej śmierci żony, psychoterapeuta poradził mu pisanie bloga, bądź jakiejkolwiek innej formy pamiętnika, w którym zamieszczałby swoje przemyślenia. Właśnie przez taki internetowy dziennik poznajemy głównego bohatera powieści – trzydziestokilkuletniego prawnika mieszkającego z kotem, w otoczonym wysokim murem domu pod miastem Pontavedra.

Pierwsze wpisy stanowią relację z medialnych doniesień dotyczących zamachu przeprowadzonego na bazę wojskową mieszczącą się gdzieś na peryferiach Rosji. Podczas zamachu uwolniony zostaje śmiertelny wirus, zamieniający ludzi w krwiożercze bestie. Jednak informacja ta trafia do mediów zbyt późno…
Kiedy chaos ogarnia świat, pada telewizja, radio i Internet, bohater postanawia nadal prowadzić swój dziennik, tyle że w tradycyjnej formie. Dzięki temu czytelnicy śledzą jego kolejne losy, a te są dramatyczne, choć z początku dosyć… nudne.

Przez ¼ treści powieści bohater melinuje w domu, otoczony solidnym ogrodzeniem, dysponując całkiem hojnymi zapasami, tak jedzenia, jak i prądu. Następnie śledzimy jego poczynania ukierunkowane na odnalezienie innych ocalałych, a jak wiadomo, odnalezienie żywych ludzi nie zawsze wiąże się z happy endem. Nie ma sensu zdradzać całej fabuły, jedno jest jednak ważne. Choć początek dłuży się niemiłosiernie to im dalej w las tym niebezpieczniej i ciekawiej.

Forma opowieści jaką wybrał autor jest dosyć nietypowa, gdyż prowadzenie jakiejkolwiek formy pamiętnika jest ostatnią rzeczą, którą brałabym pod uwagę próbując przetrwać zombie apokalipsę. Momentami wydawało mi się to nieco absurdalne, jednak przez większość czasu spędzonego nad lekturą nie rzucało się to zbytnio w oczy.

Nie mogę natomiast odmówić autorowi umiejętności budowania napięcia oraz przedstawiania scen z udziałem zombie w sposób niesamowicie obrazowy i wymowny. Pierwszy opis, kiedy zombie wylegają na opustoszałą ulicę a bohater obserwuje wszystko z okna swojego domostwa mrozi krew w żyłach.

To czego brak w fabule tej powieści to drobna nuta rozrywki. Wszak motyw zombie wykorzystywany jest nie tylko w celu budzenia strachu, ale także ku uciesze, choć Loureiro stara się wprowadzać drobne żarty i próbuje wykreować swojego bohatera na człowieka dowcipnego to udaje mu się to tylko momentami.

Dla mnie powieść Początek końca jest nieco zbyt poważna. Wiele elementów zostaje wprowadzonych niepotrzebnie, a niektóre opisy są dosyć męczące. Nie zmienia to jednak faktu, że wraz z rozwojem fabuły coraz więcej się dzieje, wydarzenia się coraz ciekawsze, tempo akcji nieco bardziej intensywne, a książkę jako taką czyta się szybko, dzięki krótkim – dziennikowym wpisom. Powieść ciekawa, choć warto by nad nią jeszcze trochę popracować. Z chęcią przekonam się jakie pomysły autor zawarł w kolejnych dwóch tomach cyklu.

Na plus:
+ bardzo mocne i sugestywne opisy akcji, w których biorą udział zombie
+ całkiem dobrze przemyślany rozwój akcji
+ krótkie rozdziały

Na minus:
- powaga
- bohater ma zbyt dużo szczęścia, tzw. ślepy traf
- mozolny początek
- forma dziennika

OCENA: 4/6


Hiszpański pisarz Manel Loureiro podbił serca wielu zombie maniaków książką Apokalipsa Z: Początek końca, niedawno na polskim rynku literackim ukazały się kolejne dwie części wchodzące w skład Trylogii Apokalipsa Z. Tom pierwszy zrobił na mnie jako-takie wrażenie. Niby fabularnie wszystko trzymało się kupy, ale jednak zbyt poważny styl, i wyraźne konotacje głównego bohatera z autorem raziły po oczach i sprawiały, że powieść można było przeczytać, odłożyć na półkę i zapomnieć. Czytając drugi tom pod tytułem Mroczne dni nabrałam przekonania, że oto trafiła w moje ręce, jak dotąd, najsłabsza powieść dotykająca tematyki zombie. Skończyłam ją czytać kilka dni temu, ale kiedy teraz zastanawiam się co mogłabym napisać o fabule, niewiele przychodzi mi do głowy. Spróbuję jednak wysilić dla Was swoje szare komórki.

Bezimienny bohater wraz ze swoim rudym kotem, nieletnią lolitką Lucią, zakonnicą oraz ukraińskim twardzielem Pritem po długim okresie tułaczki spotykają w końcu na swojej drodze innych ocalałych z apokalipsy. Okazuje się, że Teneryfa stała się miejscem, w którym tysiące uchodźców z różnych stron świata znalazło przystań. Jednak żaden z nich nie może nazwać jej domem. Trudne warunki życia, kurczące się zapasy żywności i innych niezbędnych do życia dóbr, przeludnienie oraz polityczne niesnaski między zamieszkującymi wyspę ludźmi sprawiają, że nasi bohaterowie nie czują się w tym miejscu komfortowo. Okaże się też, że nie przyjdzie im zbyt dużo czasu spędzić z dala od nieumartych…

Czy powieść ta ma plusy? Z pewnością są nim zombie. Choć wydaje mi się, że autor zbyt ogólnikowo potraktował opisy walk z truposzami, zbytnio skupiając się na konflikcie politycznym między mieszkańcami wyspy. Rozwiązał za to dosyć sprytnie problem objaśnienia, jak doszło do wybuchu i rozwoju apokalipsy zombie. Trzeba przyznać, że ten fragment historii został przedstawiony w sposób szalenie prawdopodobny, i za to ogromne brawa. Jeśli natomiast chodzi o fabułę jako całość to niestety wynudziłam się. Nadal nie potrafiłam związać się w jakikolwiek emocjonalny sposób z bohaterami, co działało jedynie na ich niekorzyść, gdyż, co tu dużo gadać… guzik mnie obchodziło co się z nimi dalej stanie. Zresztą muszę przyznać, że Loureiro ma niesamowity dar tworzenia postaci antypatycznych, z którymi czytelnik nie jest w stanie się utożsamić.

To co przeszkadza mi w stylu autora, to dosyć poważne podejście do opowiadanej historii. Wyczuwa się w niej krawaciarską sztywność. Oczywiście, nie uważam aby powieść o zombie nie mogła zawierać poważnych tonów, jednak lubię tę odrobinę luzu, którą odnalazłam czytając Trylogię Zmierzch świata żywych czy chociażby Żywe trupy. Tu niestety tego brak.

Mimo wszystkich tych wymienionych wad, nie odradzę sięgnięcia po tę pozycję. A to dlatego, że wiem, że ostatni tom trylogii podnosi nieco poprzeczkę i wypada, dużo lepiej niż tom drugi, i prawdopodobnie, tom pierwszy. Jeśli więc jesteście spragnieni czytadła o zombiakach, to uważam, że warto przemęczyć Mroczne dni chociażby po to by móc ze spokojem sięgnąć po całkiem ciekawy Gniew sprawiedliwych.

Na plus:
+ brak (jedynym plusem jest fakt, że tom 3 jest ciekawy)
+ zakończenie

Na minus:
- rozwiązania fabularne
- mało zombie
- wiejąca z kart książki nuda
- bohaterowie

OCENA: 2/6



Gniew sprawiedliwych to tytuł ostatniej części zombistycznej trylogii Apokalipsa Z hiszpańskiego autora Manela Loureiro. Drugi tom cyklu niesamowicie mnie zawiódł, choć po pierwszej części nie spodziewałam się spektakularnych wrażeń. Jednak okazuje się, że ostatecznie człowiek może zostać mile zaskoczony. O dziwo, trzeci tom cyklu jest naprawdę całkiem dobrze rozpisaną, choć nie pozbawioną wad, historią.

Zakończenie drugiej części było dosyć niejasne i wieloznaczne. Jednak początek trzeciego tomu daje odpowiedzi na wszelkie pytania, które pojawiły się po przeczytaniu poprzedniczki. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale mogę podać kilka faktów. Bohaterowie znowu trafiają do miejsca, w którym chronią się resztki ocalałej ludzkości. Okazuje się jednak, że i tu nie jest kolorowo, a w zasadzie jest… ponieważ główną wadą miasta Gulfport jest dominująca we wszystkich aspektach życia segregacja rasowa! Niemożność pogodzenia się z tym faktem, głównie przez Lucię, sprawia, ze bohaterowie znów wpadają w tarapaty, a życie hiszpańskiego byłego prawnika obróci się o 180 stopni i nigdy już nie wróci do tzw. normy.

Schemat bardzo podobny do tego, na którym autor zbudował fabułę poprzedniego tomu, wprowadził oczywiście kilka zmian, ale ogólnikowo wszystko wygląda bardzo podobnie. Jednak, o ile Mroczne dni dłużyły mi się niemiłosiernie, o tyle Gniew sprawiedliwych ma naprawdę ciekawy początek, średni środek i bardzo mocne oraz dosyć rozległe zakończenie. W zasadzie przy pięćdziesięciu pięciu rozdziałach lub, jak kto woli, rozdzialikach, już w trzydziestym czwartym zaczyna się naprawdę dobra akcja.

Wydaje mi się nawet, że literacko też jest lepiej, choć możliwe, że odczucie to wywołane jest po prostu faktem, że fabuła była dla mnie bardziej wciągająca, dlatego też zaczęłam żywić do książki nieco cieplejsze uczucia. Jedno jest pewne, pomimo tego że trzecia część jest według mnie najlepiej napisana i najciekawsza, to gdyby ze wszystkich tomów pousuwać niektóre zbędne wątki, trylogia mogła by z powodzeniem stać się jednotomową powieścią, która zapewne byłaby o niebo ciekawsza.

Muszę też niestety zwrócić uwagę na fakt, że apokaliptyczne książki Loureiro cierpią na pewną smutną przypadłość. Mianowicie, z tomu na tom jest w nich coraz mniej zombie. Podtrzymuję więc swoją teorię, że Apokalipsa Z jest trylogią znośną. No i jeśli już przeczytałeś/łaś tom pierwszy, skusiłeś/aś się na tom drugi, to z całą pewnością tom trzeci sprawi, że zostaniesz ukontentowany/a. Natomiast wszyscy, którzy wciąż się wahają z pewnością mogą sobie darować rozpoczęcie przygody z tym cyklem, gdyż na naszym rynku istnieje kilka nieco ciekawszych książek z zombie w tle.

Na plus:
+ rozwinięcie fabuły
+ styl
+ zakończenie

Na minus:
- bohaterowie
- początkowo powolne tempo akcji
- zbyt dużo nawiązań do polityki
- mało zombie

OCENA: 4/6

Tytuł: Apokalipsa Z: Początek końca, Mroczne dni, Gniew sprawiedliwych
Autor: Manel Loureiro
Cykl: Apokalipsa Z
Wydawnictwo: Muza 2013/2014

OCENA CAŁOŚCI: 3/6

RECENZJE UKAZAŁA SIĘ W E-ZINIE GRABARZ.

03 stycznia 2014

Rhiannon Frater - Oblężenie

Po lekturze dwóch pierwszych części cyklu Zmierzch świata żywych przyszedł czas na ostatnią. Muszę przyznać, że jest mi niespodziewanie trudno rozstawać się z bohaterami trylogii, która, gdyby ją zekranizować, mogłaby namieszać bardziej niż The Walking Dead.

W poprzedniej książce mieszkańcy Ashley Oaks musieli stawić czoło nie tylko żywym trupom ale także bandzie zdegenerowanych ocalałych, którzy na zgliszczach cywilizowanego świata postanowili rozpocząć budowę makabrycznego królestwa, w Oblężeniu, czyli ostatniej części trylogii po raz kolejny okaże się, że chodzące martwaki nie są jedynym zagrożeniem, jakie czeka na bohaterów. Naprawdę nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów fabularnych, nie mniej jednak autorka miała naprawdę ciekawy pomysł na zakończenie cyklu, musicie mi uwierzyć na słowo.

Zagłębiając się w lekturę Oblężenia momentami zastanawiałam się czy Frater nie przekombinowała zbytnio z pewnymi wątkami, czy nie udziwniła tej historii… Jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że nic nie powinno dziwić w lekturze dotyczącej świata opanowanego przez zombie. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę dalsze rozdziały sprawiły mi jedynie dziką przyjemność.

Wydaje mi się, że pisarka przelała na stworzone przez siebie postaci ogromną część swojej osobowości, a że sprawia ona wrażenie osoby lekko zwariowanej i zakręconej tacy są też jej bohaterowie. Właśnie dzięki temu można ich pokochać całym sercem i śledzić ich losy z rosnącym zainteresowaniem.

Przy wszystkich nowych wątkach, które podejmowała w każdej kolejnej części trylogii, Frater nie zapomniała jednak o tym, że dla fanów powieści zombistycznej, to właśnie te stwory są najciekawszymi jej elementami. Nie inaczej rzecz miała miejsce w Oblężeniu. Pisarka kieruje się tu ku tematom społeczno-politycznym (z naciskiem na to drugie) jednak zombie wciąż stanowią zagrożenie i nadal snują się i rozprzestrzeniają po wszystkich rozdziałach powieści.

Tak jak poprzednio, w tym przypadku również stwierdzam, że kolejna część jest lepsza od poprzedniczki, a co za tym idzie cykl tworzy niesamowicie spójną i intrygującą całość. Uroku dodaje książce fakt, iż autorka nikogo nie oszczędza ani swoich czytelników, ani swoich bohaterów… Mam nadzieję, że udało mi się rozbudzić waszą ciekawość. Śmiało sięgajcie po tę pozycję!

Plus:
+ zakończenie
+ podejmowanie ciekawych wątków wpływających na różnorodność fabularną
+ bohaterowie

Minus:
- brak
OCENA: 6/6
Tytuł: Oblężenie
Autor: Rhiannon Frater
Cykl: Zmierzch świata żywych tom III
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Vesper 2013

10 listopada 2013

Rhiannon Frater - Konfrontacja

Stała się rzecz niesłychana! Drugi tom powieści przebił pierwszy. Mówię tu oczywiście o książce Konfrontacja, która stanowi kontynuację Pierwszych dni i wchodzi w skład cyklu Zmierzch świata żywych. Ta fantastyczna trylogia opowiada, nie tylko historię dwóch kobiet zagubionych w świecie pełnym żywych trupów, ale także dosyć licznej, jak się okazuje, grupy ocalałych, którzy próbują sobie radzić, a co więcej, zacząć żyć na nowo w tych dziwacznych realiach.

W ufortyfikowanym śródmieściu miasteczka Ashley Oaks zaczyna przybywać mieszkańców. Wiąże się to oczywiście z różnymi trudnościami i narastającymi napięciami w grupie, która jednak wydaje się radzić sobie w najgorszych momentach. Niestety, zombie nie są ich jedynym wrogiem w tym postapokaliptycznym świecie…

Z całą pewnością czytelnicy, których zachwycił tom pierwszy powieści Rhiannon Frater, sięgną po drugi. Jestem przekonana, ze nie zawiodą się. Kontynuacja jest napisana równie ciekawie, a momenty, w których główną rolę grają zombie wcale nie schodzą na dalszy plan. Autorka wykazała się nie lada pomysłowością, dzięki czemu Konfrontacja jest książką lepszą niż poprzedniczka, a to z kolei oznacza, że obie pozycje prezentują bardzo wysoki poziom. Jedynie zakończenie drugiej części jest być może nieco przesłodzone, choć znajdzie się tam odrobina, tak potrzebnej książkom o zombie, goryczki.

Wydawnictwo Vesper zachęca czytelników do tej lektury określając, że jest to tytuł, który przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom The Walking Dead i zdecydowanie zgadzam się z tą opinią. To nie tylko książka dla wielbicieli zombie, to przede wszystkim lektura prezentująca ludzkie lęki i mówiąca o ich nadziejach, a że napisana ze smakiem i wyrafinowaniem godnym najlepszych twórców powieści zombistycznych, to jeszcze lepiej dla zapalonych fanów tematyki.

W październiku bieżącego roku swoją premierę miał trzeci tom cyklu o tytule Oblężenie. Ja sięgnę po niego z całą pewnością, mam nadzieję, że Wy także!

Na plus:
- bohaterowie/nowi bohaterowie
- umiejętne budowane napięcie
- ciągła akcja
- logiczne rozwiązania fabularne
- pomysłowość

Na minus:
- brak
Ocena: 6/6

Tytuł: Konfrontacja
Autor: Rhiannon Frater
Cykl: Zmierzch świata żywych tom II
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Vesper 2013
Cena: 35,90 zł

02 października 2013

Rhiannon Frater - Pierwsze dni


Przez wzgląd na moje nietypowe upodobania nie jestem chyba zbyt wiarygodna w kontekście oceniania literatury zombistycznej, którą wprost wielbię. Postaram się jednak wykazać ogromną dozą obiektywizmu, choć wygląda na to, że pierwsza z trzech części cyklu Zmierzch świata żywych pod tytułem Pierwsze dni broni się sama i wcale mojego obiektywizmu nie potrzebuje, skoro jednak powiedziało się A, trzeba też powiedzieć B.
 
Jenni nie zostało już nic. W momencie, gdy zobaczyła różowe paluszki swojego najmłodszego dziecka, próbujące wyskrobać przez drzwi drogę do wnętrza domu coś w niej pękło. W normalnych czasach mogłaby po prostu otworzyć drzwi i wpuścić dziecko do środka, w normalnych czasach jej dziecko spało by słodko w swoim łóżeczku, jednak to z całą pewnością nie są normalne czasy…

Katie ledwo udało się wyrwać z zakrwawionych rąk oprawcy, panika ogarnia miasto a kobieta wie, że nie ma już po co wracać do domu, gdyż nie czeka tam na nią nic prócz śmierci…

Drogi obu pań krzyżują się, a dzięki temu zdarzeniu każda z nich odkrywa w sobie cechy, o których istnieniu nie miała pojęcia. Wspólnie przemierzają Teksas opanowany przez żywe trupy i w końcu odnajdują w tym popieprzo**m świecie bezpieczną przystań. Jednak co jeśli opłacony krwią jego obrońców fort, dający schronienie ponad setce ocalonych, sprawia tylko takie pozory?

Hasło widniejące na ciekawej, choć nie powalającej, okładce określa powieść Rhiannon Frater, jako historię Thelmy i Louise w świecie The Walking Dead, cóż, o ile zombie ostatnimi czasy kojarzą się praktycznie tylko i wyłącznie z komiksowo-serialowym hitem, o tyle pierwsze porównanie odsyła pamięć czytelników do słynnego klasyka kinematografii i rzeczywiście można znaleźć pewne podobieństwa między bohaterkami lektury i filmu. Nie sposób zresztą nie zauważyć, że autorka czerpała garściami z obu wspomnianych wyżej tytułów.

Pozostając jednak w temacie głównych bohaterek, muszę przyznać, że z początku Jenni bywa niesamowicie drażniąca, choć to właśnie ona przechodzi, wraz z rozwojem akcji, największą metamorfozę. Wydaje się, że pojawienie się zombie oraz utrata praktycznie wszystkich członków rodziny stały się katalizatorem, który uwolnił wewnętrznego demona, który czaił się gdzieś w jej środku. Z Katie natomiast jest odwrotnie, wraz z kolejnymi wątkami, uchodzi z niej powietrze. Jednak ostatecznie, do obu tych bohaterek można zapałać sympatią. Cała rzesza postaci pobocznych stanowi ciekawe tło i ubarwia mrożące krew sytuacje, które raz za razem serwuje czytelnikom Frater.

Rzeczywiście czytając Pierwsze dni nie można się nudzić, i choć autorce daleko do umiejętności kreowania klimatycznych sytuacji, którymi wykazali się Jay Bonansinga i Robert Kirkman przy tworzeniu kolejnych powieści z uniwersum The Walking Dead, to jednak trzeba przyznać, że czytelnik uwielbiający zombie powinien być usatysfakcjonowany.

Rhiannon Frater to autorka debiutująca w dobrym stylu. Nie można jej zarzucić braku pomysłu na swą powieść, tak więc wszyscy twierdzący, że w powieści zombistycznej wszystko zostało już powiedziane powinni ugryźć się w języki, gdyż Pierwsze dni udowadniają, że ten temat nie został jeszcze wyczerpany. Książka jest godna polecenia, tak więc właśnie to czynię. Polecam, a sama spieszę zaopatrzyć się w kolejny tom Zmierzchu świata żywych.

Na plus:
- bohaterowie (i uroczy psiak Jack!)
- umiejętnie budowane napięcie
- ciągła akcja
- logiczne rozwiązania fabularne

Na minus:
- kilka momentów, w których trudno wyobrazić sobie przestrzeń opisywaną
- Jenni jako jedna z głównych bohaterek, jest dosyć irytująca (na początku)

Ocena: 5/6

Tytuł: Pierwsze dni
Autor: Rhiannon Frater
Cykl: Zmierzch świata żywych tom I
Wydawnictwo: Vesper 2013
Ilość stron: 352
Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.