06 kwietnia 2014

Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy. Upadek Gubernatora tom I

W telewizji właśnie dobiegła końca emisja czwartego sezonu serialu The Walking Dead i choć, tak fanom serialu, jak i komiksowego pierwowzoru, wiadomo już od dawna, jak wyglądał upadek najmroczniejszego charakteru od czasów Hannibala Lectera, czyli Gubernatora, to jednak okazuje się, że trzeci tom literackiej serii The Walking Dead może wnieść jeszcze sporo świeżości w znaną historię walki między mieszkańcami miasteczka Woodbury, a grupą okupującą więzienie.

Po dramatycznych wydarzeniach przedstawionych w Drodze do Woodbury i nieudanym zamachu stanu na rządzącego twardą ręką Gubernatora, Lilly Caul próbuje nie wychylać się i żyć spokojnie z dala od wszelkich kłopotów. Kiedy w miasteczku pojawia się troje podróżników, dziewczyna stara się trzymać od nich z daleka. Sprawy w jej życiu nieco się komplikują przez co postanawia zawierzyć Gubernatorowi, powtarzając uparcie mantrę, że ciężkie czasy potrzebują ciężkich rządów. Z kolei Phillip Blake, czyli rzeczony Gubernator nie lubi obcych, tak więc przybyłą do Woodbury grupę, postanawia przywitać w znanym już stylu. Rick, Michonne oraz Glenn będą musieli przejść piekło aby powrócić do swoich bliskich.

Z całą odpowiedzialnością mogę potwierdzić, że kolejna książka spod pióra Jay’a Bonansinga oraz Roberta Kirkmana trzyma poziom poprzedniczek. Jest to chyba jedna z najlepszych serii zombistycznych, ustępująca jedynie cyklowi Zmierzch świata żywych (choć zapewne jest to teoria dla wielu dyskusyjna). Autorzy w genialny sposób przedstawili nieznaną historię miasteczka Woodbury oraz jego mieszkańców. Wszystkie elementy opowieści doskonale do siebie pasują, a książka wkomponowuje się w pozostałe elementy tworzące obszerne uniwersum TWD.

Ważnym elementem fabularnym jest zepchnięcie na drugi plan opisów walk z truposzami. Nie stanowią już one głównej osi książki. Teraz wyraźnie już widać, że autorzy skupiają uwagę czytelników na pogłębiających się zmianach zachodzących w psychice Gubernatora. Nie umniejsza to jednak napięcia, które rośnie z każdym kolejnym rozdziałem, co więcej przesunięcie siły ciężkości na społeczno-psychologiczne wątki wyszło książce na dobre.

Potwierdza się więc to, o czym pisałam w poprzednim artykule dotyczącym Droga do Woodbury. Otóż, Kirkman ma wciąż głowę pełną pomysłów, a Bonansinga w iście mistrzowskim stylu przelewa je na papier. Jedynym niezrozumiałym dla mnie faktem jest podzielenie ostatniego tomu na dwie części, ale przyznam szczerze, że nie próbowałam się dowiedzieć co jest tego przyczyną, tak więc nie będę tego krytykować.

Na plus:
+ bohaterowie
+ nowatorskie pomysły
+ zwroty akcji
+ skupienie się na postaci Gubernatora

Na minus:
- podział ostatniego tomu na dwie części

Ocena: 6/6

Autor: Jay Bonansinga, Robert Kirkman
Cykl: The Walking Dead tom III
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: SQN 2014
Cena: 34,90 zł

Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.

31 marca 2014

Stephen E. Ambrose - Obywatele w mundurach. 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina.

Kompania braci to jeden z najbardziej znanych seriali wojennych. Większość jego miłośników zdaje sobie sprawę z tego, że główni producenci, czyli Tom Hanks i Stephen Spielberg przy jego realizacji garściami czerpali z książki autorstwa Stephena E. Ambrose’a pod tym samym tytułem. To właśnie tą publikacją autor zaskarbił sobie szacunek oraz sympatię wielu fanów historii II wojny światowej. Obywatele w mundurach to kolejna obowiązkowa pozycja dla każdego fascynata tej tematyki. W Polsce książka ukazała się, tak samo jak np. D-Day, czy też wspomniana już Kompania braci, za sprawą, specjalizującego się w publikacjach około-historycznych, wydawnictwa Magnum.

Obywatele w mundurach stanowią kontynuację D-Day, tak więc w książce opisane zostały działania wojenne mające miejsce na froncie zachodnim w latach od 1944 roku do 1945 roku, z wyłączeniem lądowania w Normandii, które przedstawione jest w Obywatelach jedynie pobieżnie.  Ważnym elementem tego tekstu jest przedstawienie większości opisywanych wydarzeń z punktu widzenia wszystkich walczących stron, w tym także wrogiej – niemieckiej. I choć w treści przeważają fragmenty prezentujące strategię, wykorzystanie machin wojennych oraz ich mocne i słabe strony, sylwetki postaci które odegrały bardzo ważną rolę w przebiegu walk to wyraźnie widać, że Ambrose postanowił skupić uwagę czytelników na emocjach towarzyszących decyzjom podejmowanym na froncie i odczuciach związanych z braniem udziału w morderczych i wyczerpujących walkach. Autor niczym zjawa towarzyszy szeregowym żołnierzom w okopach, generałom w sztabach, młodym chłopcom, którym wepchnięto w ręce broń oraz weteranom, którym ciężko było się z nią rozstać, a wszystko to co udało mu się zaobserwować przedstawił przepięknym i barwnym językiem.

Książka została napisana z rozmachem, ale niesamowicie prosty, a przez to przystępny styl Ambrose’a sprawia, że ogrom informacji w niej zawarty nie sprawia trudności. Co więcej, odpowiednie wyważenie treści, doskonale i taktowanie dobrane cytaty pozwalają na szybkie przyswojenie sobie wiedzy na temat wszelkich aspektów II wojny światowej.

Obywatele w mundurach to książka popularyzująca naukę, zresztą sam autor przyznawał, że nie uważa jej za publikację stricte naukową. To bardzo ważne, że powstają właśnie takie książki, które oprócz niesamowicie rzetelnych i skrupulatnie zbieranych informacji posiadają także duszę. Ambrose tworzy jedną wielką opowieść o amerykańskiej armii z setek, a nawet tysięcy drobnych względnie nic nie znaczących opowieści pojedynczych anonimowych żołnierzy. Tym samym nadaje tym ludziom twarze i sprawia, że stają się dla czytelników bliscy niczym bracia.

Nikogo nie powinno zdziwić natomiast patetyczne podejście do opisywanych przez Ambrose’a Amerykanów. Choć może ono drażnić, stanowi stały element składający się na jego niesamowity talent. Wyraźnie daje się odczuć, że historyk swoje książki tworzył z potrzeby serca, a nie dla poklasku. Nic więc dziwnego, że pisze o amerykańskich chłopcach w sposób, który wzruszał zapewne jego samego.

Polecam Obywateli w mundurach każdemu czytelnikowi, którego zachwyciła Kompania braci oraz wszystkim tym, którzy chcą ujrzeć ludzką twarz wojny – gdyż właśnie w dramatycznych losach milionów zwykłych żołnierzy należy się jej doszukiwać, ponieważ każdy z nich był czyimś synem, bratem, mężem – bez względu na stronę po której walczył.

Na plus:
+ przyjazny i prosty styl narracji
+ przedstawienie wielu punktów widzenia
+ zajęcie się każdym aspektem dotyczącym II wojny światowej
+ archiwalne zdjęcia
+ świetnie dobrane cytaty
+ cena
+ wydanie

Na minus:
- patetyzm odnoszący się do żołnierzy amerykańskiej armii (niektórych, może to drażnić)

Ocena: 6/6

Tytuł: Obywatele w mundurach. 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina.
Autor: Stephen E. Ambrose
Tłumacz: Janina Kumaniecka
                                                          Liczba stron: 608
Wydawnictwo: Magnum 2014 (wydanie II)
Cena: 42,90 zł


29 marca 2014

Michał Kruszona - Kawior astrachański

Michał Kruszona dał się poznać wielu czytelnikom jako pasjonat podróży, a przy tym opowieści o wielokulturowości narodów. Jego publikacje nie opowiadają o najbardziej popularnych turystycznie krainach, ale o tych mniej znanych, za to bardziej tajemniczych. Kawior astrachański jest jego najnowszą książką, tym razem ocierającą się o kilka gatunków, bowiem jak wskazuje nota na okładce jest to podróż kryminalno-kulinarna. Osobiście dodałabym do tego opisu jeszcze opowieść historyczno-obyczajową. W tym momencie warto zapytać, czy takie połączenie może wyjść lekturze na dobre? Odpowiedź nie jest jednak prosta, gdyż, moim skromnym zdaniem, taka kompilacja ma rację bytu i może znaleźć swoich odbiorców, ale przy jej tworzeniu autor musi wykazać się nie lada umiejętnościami doboru odpowiedniej ilości informacji, aby nie przesadzić w żadnym kierunku. W przypadku Kawioru astrachańskiego równowaga ta niestety została zachwiana, a opowieść kryminalną przyćmiły elementy charakterystyczne dla książki podróżniczej. Dowiedzmy się jednak nieco więcej na temat fabuły.

Okoń to były płatny zabójca, który próbuje zacząć żyć od nowa, dlatego też ucieka z Polski i ukrywa się w rosyjskim mieście Astrachaniu. Po cichu liczy, że właśnie tam uda mu się ukryć przed byłymi zleceniodawcami oraz polującą na niego policją. Niestety, za ludźmi takimi jak on nieszczęście podąży wszędzie. Okoń wplątuje się w kolejne ciemne interesy, które ściągną na niego jeszcze większe niebezpieczeństwo niż to, przed którym uciekł z ojczyzny.

Połączenie historii kryminalnej oraz quasi-reportażu jest pierwszym (upublicznionym?) literackim eksperymentem gatunkowym Michała Kruszony. Czy udanym? Niestety, nie za bardzo. Z całą pewnością książka zyskałaby na wartości, gdyby zdecydował się opisać po prostu astrachańskie obyczaje oraz typową dla tamtego regionu kuchnię. A tak powstała, co prawda nietypowa, ale dość trudna w odbiorze powieść bez konkretnego motywu przewodniego. Fabuła Kawioru astrachańskiego może i byłaby wciągająca, ale wszechobecne opisy historii, gastronomii, obyczajów itd. wybijają z rytmu i nie pozwalają się skupić na historii Okonia. Gdyby opisów tych było mniej i byłyby bardziej skąpe z całą pewnością ich jestestwo w treści książki byłoby bardziej wiarygodne.

Gdyby książkę odpowiednio rozdzielić pod względem treści na kryminał oraz reportaż i nad każdą z części odpowiednio popracować z pewnością obydwa tytuły miałyby szanse zaistnieć. Jednak w takiej formie Kawior astrachański jest książką męczącą. Tytuł ten nie zyskuje także na atrakcyjności przez wzgląd na wydanie – okładka jest brzydka, drobny druk odstrasza nawet tych czytelników, którzy mają całkiem dobry wzrok, a kiepska jakość wydruku sprawia, że zdjęcia nie wyglądają profesjonalnie.

Cóż, nawet najlepszemu pisarzowi w całym dorobku pracy może się zdarzyć literacki koszmarek. Michał Kruszona jest wybitnym autorem książek podróżniczych i być może właśnie przy ich tworzeniu powinien pozostać, albo wyciągnąć odpowiednie wnioski przed zabraniem się za kolejny pisarski eksperyment.

Na plus:
+ odwaga przy podjęciu takiego eksperymentu
+ postać Okonia (bohater daje się polubić)
+ gdyby oddzielić od siebie kryminał i część podróżniczą to każda z nich byłaby ciekawa

Na minus:
- natłok informacji typowych dla książki podróżniczej
- brak płynności w prowadzeniu fabuły kryminału
- pewne fakty historyczne/kulinarne brzmiały nienaturalnie w ustach bohatera (poziom jego wiedzy na niektóre tematy wydawał się zbyt wysoki)
- wydanie (jako całość)
- cena!

Ocena: 3/6

Tytuł: Kawior astrachański
Autor: Michał Kruszona
Liczba stron: 264
Wydawnictwo: Tamaryn, Edipresse Wydawnictwo
Cena: 39,90 zł

27 marca 2014

Słuchowiska od Sound Tropez

Dziś chciałabym przypomnieć Wam dwa wyśmienite słuchowiska, z którymi miałam okazję się zapoznać. Mowa oczywiście o Żywych trupach - I i II oraz III i IV :)

Moje wrażenia po odsłuchaniu powyższych można poznać klikając na rzymskie cyferki :)

Jednak studio Sound Tropez nie śpi i ma w zanadrzu kolejne produkcje m.in. Conan Barbarzyńska czy też Thorgal - YuTabe z nagrań :)

Nie jestem fanką audiobooków. Nie potrafię się w nie wczuć, brakuje mi szelestu stron itd. ale słuchowiska... słuchowiska to co innego :) Pierwszy raz wydaje mi się, że powstało coś co nie odbiega tak daleko od literatury, a jednak posiada jej magię i może ją z dumą wspierać :)

A więc audiobooki i e-booki fuj, słuchowiska - jes, jes, jes :) - to oczywiście moja opinia :)


24 marca 2014

Eva Weaver - Lalki z getta

Wydaje mi się, że rynek książki jest już przesycony literaturą dotyczącą wydarzeń z II wojny światowej. Powstała i nadal powstaje masa publikacji, które mają czytelnikom przybliżyć emocje związane z tą ogromną tragedią. Większość z nich to naprawdę dobre biografie, teksty naukowe czy też powieści ale zdarzają się też książki słabe, w których nieznający historii autor mija się z niektórymi faktami i tworzy nijaką fabułę, niknącą wśród naprawdę genialnych opowieści wojennych. Taką właśnie książką jest powieść Evy Weaver Lalki z getta.

Podczas pierwszych dni II wojny światowej w Warszawie mały Żyd Mika, dziedziczy po tragicznie zmarłym dziadku płaszcz. Okazuje się, że obszerna część garderoby kryje w sobie masę tajemnych kieszeni, w których mieszkają pacynki, które także należały do ukochanego dziadka. Chłopiec odkrywa w sobie niesamowity talent, który pozwala mu chociaż na chwilę zapomnieć o dramacie, jaki dotknął jego rodzinę oraz wielu innych mieszkańców stolicy Polski.
Drugą część książki wypełniają wspomnienia niemieckiego żołnierza przebywającego w rosyjskim gułagu. Autorce zależało więc na ukazaniu drugiego punktu widzenia. Spoiwem łączącym obie części tej książki są oczywiście lalki.

Wielu czytelników zachwyciło się fabułą Lalek z getta mnie jednak zirytowały opisy pierwszych dni wojny w Warszawie, z którymi nie jestem w stanie się zgodzić. Autorka rozśmieszyła mnie fragmentem, w którym mały Mika ubolewa nad faktem szarży kawalerii polskiej na niemieckie czołgi – takich kwiatków w treści książki jest więcej (kolejny przykład: po powstaniu w gettcie, główny bohater ucieka kanałami na aryjską stronę W MAJU 1942 roku [sic!]). Naprawdę radzę autorce przeczytać kilka poważnych publikacji na temat II wojny światowej – najlepiej nie rodzimych historyków…

Natomiast co do fikcyjnej fabuły powieści to niestety ani Mika ani nikt z jego otoczenia nie wydał mi się zbyt autentyczny. Eva Weaver chciała aby jej książka była bardzo wzruszająca, przez co nasyciła książkę ogromną ilością rzewnych fragmentów, opisów i informacji, nie zostawiając prawie wcale miejsca na mądre i błyskotliwe snucie opowieści. Patetyzm narracji jest tak wymowny i tak wyrazisty, że wcale nie czułam, iż następuje jakakolwiek zmiana bohatera (czy jest to dwunastoletni chłopiec, czy też dorosły mężczyzna). Minusów znalazłabym jeszcze kilka, ale te które wymieniłam są według mnie najbardziej odpychające.

Reasumując Lalki z getta nie wnoszą zbyt wiele wartości w życie czytelnika zaznajomionego z literaturą dotyczącą II wojny światowej, a co gorsza tego nieposiadającego odpowiedniej wiedzy może wyprowadzić w pole. Mam wrażenie, że autorka oprócz dobrych chęci, aby jako Niemka, która zmaga się z dziedzictwem II wojny światowej nawiązać dialog z narodami podczas owej wojny pokrzywdzonymi, nic więcej nie miała do zaoferowania… niestety.

Na minus:
- brak wiedzy merytorycznej/historycznej – co za tym idzie liczne przekłamania historyczne
- patetyzm
- zbyt duża liczba rzewnych opisów
- mało interesująca fabuła
- brak ciekawych bohaterów
- brak talentu literackiego

Na plus:
- okładka
- dobre chęci autorki

Ocena: 2/6

Autor: Eva Weaver
Tytuł: Lalki z getta
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2013

Cena: 34,00 zł

19 marca 2014

Philippa Gregory - Kochanice króla

Philippa Gregory zasłynęła ogromną ilością powieści historycznych, z których każda odniosła sukces i została świetnie przyjęta zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Kochanice króla to jedna z najbardziej znanych historii, które stworzyła. Książka zdobyła wielką popularność dzięki bardzo udanej (choć nie jedynej) ekranizacji z Natalie Portman i Scarlett Johansson w rolach głównych. Pomyślałam, że skoro miałam już styczność z filmową adaptacją to powinnam także zapoznać się z jej papierowym pierwowzorem. Muszę przyznać, że powieść nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, ale i tak spędziłam przy niej bardzo miłe chwile.

Tytułowe Kochanice króla to dwie siostry, potomkinie dwóch najznamienitszych angielskich rodów: Howardów i Boleynów. Anna, piękna, ciemnowłosa, przebiegła, krnąbrna ale zabójczo inteligentna. Maria, skromna blondyneczka, niewinna, urocza i ostatecznie bardzo dojrzała. Pomiędzy nimi ich oddany brat Jerzy. Dziewczęta od dziecka konkurowały ze sobą. Maria zawsze czuła się mniej doceniana niż jej starsza siostra. Wydawałoby się jednak, że los postanowił rozdzielić drogi obu młodych dam. Starsza wychowywała się na dworze francuskim, młodsza została wydana za mąż i miała odtąd wieść spokojne życie obok mężczyzny, którego wybrała dla niej rodzina. Jednak zadrwiono z nich okrutnie, gdyż połączyło je uczucie do tego samego mężczyzny – króla Anglii Henryka VIII. Historię tego burzliwego okresu na angielskim dworze poznajemy z punktu widzenia Marii, i chyba właśnie to zawiodło mnie najbardziej.

Po pierwsze, bohaterki były dwie, jednak autorka wydaje się być stronnicza dopuszczając do głosu jedynie Marię. W oczach czytelnika, ta staje się niewinną owieczką, całkowicie inną od mrocznej Anny, której zachowania według mnie również były jedynie wynikiem chorych ambicji ojca i wuja. Myślę, że narrator byłby bardziej wiarygodny gdyby był trzecioosobowy i nieco mniej stronniczy. Męczyła mnie początkowa naiwność i dziecięcy tok rozumowania nastoletniej Marii, jednak ostatecznie ewolucja tej postaci była bardzo dobrze przedstawiona. Właśnie to, jak już wspomniałam, stanowiło dla mnie największy problem Kochanic króla.

Philippa Gregory ujęła mnie natomiast umiejętnością łączenia ze sobą faktów historycznych z fikcją literacką. Opowieść autorki jest tak realistyczna, że czytelnik nie ma ochoty i potrzeby doszukiwać się prawdy i wszystko przyjmuje za pewnik. Nie powinno to jednak dziwić, gdyż pisarka wykazuje się ogromną znajomością realiów, których opisania się podjęła, choć oczywiste jest to, że pewne fakty są dodane lub przeinaczone. Nie można odmówić jej także umiejętności wspaniałego budowania zdań, które w wyobraźni czytelnika przekształcają się w żywe obrazy i zapachy. Wydaje mi się, że właśnie dzięki temu Gregory zdobyła tak wielką popularność.

Z całą pewnością chętnie sięgnę po kolejne książki autorki, nie mam jednak zbyt dużego porównania z innymi twórcami zajmującymi się beletrystyką historyczną, nie jestem więc w stanie stwierdzić, że jest ona najlepszą pisarką tego typu literatury. Pewne jest natomiast to, że jej nienaganny styl oraz ogromna wiedza sprawiają, że Kochanice króla to powieść z najwyższej półki.

Na plus:
+ pomysł
+ tematyka
+ styl i pięknie budowane zdania
+ realizm

Na minus:
- stronniczy narrator
- ogromna przepaść między bohaterkami

Ocena: 5/6

Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Kochanice króla
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Cykl: Cykl Tudorowski tom 2
Liczba stron: 704
Wydawnictwo: Książnica 2010

Cena: 39,90 zł

11 marca 2014

Anna Głomb - Śmierciowisko

Po raz kolejny spotykam się z powieścią, której jednoznaczna ocena sprawiła mi nie lada kłopot. Po pierwsze Śmierciowisko Anny Głomb jest debiutem. W związku z tym nie chcąc być totalną zołzą powinnam wyrazić tu dosyć neutralną opinię, na temat książki, która niestety mnie nie zachwyciła. Z drugiej strony zależy mi na tym, aby być wiarygodną, dlatego też nie mogę pisać w samych superlatywach o książce, która nie ma ich zbyt wielu. Z kolei, warto zwrócić uwagę na fakt, że nie spotkałam się nigdzie z jednoznacznie negatywną recenzją tej książki. Reasumując dobrze by było umiejętnie wyrazić słowami swoją ocenę, w taki sposób by nie urazić nikogo, ale jednak być ze sobą w zgodzie. No to do dzieła…

Minęło trzydzieści lat od epidemii, która przetrzebiła ludzką populację. Natura znowu przejęła kontrolę nad światem, a nieliczni, którzy przetrwali zostali zepchnięci na margines. Kolejne pokolenia zaczęły powoli uwsteczniać się cywilizacyjnie i tak w miejsce nowoczesnych technologii i teorii ewolucji wkroczyła magia i zabobony. Dorota jest młodą kobietą, której rodzice przetrwali epidemię. Mieszka w malutkiej osadzie pośród leśnej gęstwiny. Pomimo swojego młodego wieku jest dosyć zgorzkniała, a mieszkańcy wsi uważają ją za dziwaczkę. Kiedy w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie, to właśnie ona jako pierwsza jakimś trafem znajduje się na miejscach zbrodni. Ze strachu przed, typowym dla ludzi, poszukiwaniem kozła ofiarnego, dziewczyna ukrywa ten fakt, jednak stara się na własną rękę odkryć co kryje się w nieprzeniknionym sercu mrocznej puszczy, a jest przekonana, że nie są to jedynie dzikie zwierzęta…

Ok. Pomysł autorka miała ciekawy, tylko szkoda, że niewykorzystany. W zasadzie mogłoby tej epidemii nie być, a mieścina, w której żyje Dorota i reszta bohaterów, mogłaby być zapomnianym przez Boga, ale współczesnym pipidówkiem. Także, temat postapo jakoś nieszczególnie mnie urzekł, uważam go po prostu za bajer, jaki Anna Głomb dorzuciła, żeby młodzież chętniej sięgnęła po Śmierciowisko. Co do oniryzmu, którym przepełniona jest treść książki to nie jest on przesadzony i akurat tu autorka spisała się na medal. Choć znalazłam gdzieś porównania tej lektury do twórczości Goethego, czy też twórców romantyzmu i to uważam już za mocną przesadę. Owszem, można doszukać się w debiucie Anny Głomb cech charakterystycznych dla utworów romantycznych, ale wydaje mi się, że daleko jej jeszcze do takich twórców jak: Słowacki, Kraszewski czy też Hugo. Zainteresowani mogą jednak wyobrazić sobie, w jakim kierunku podążyła autorka tworząc swoją powieść.

Historia przedstawiona w Śmierciowisku nie wciągnęła mnie. W pewnym stopniu uznaję ją nawet za nudną. Fabuła otwiera się przed czytelnikiem niesamowicie powolnie, i choć czasem takie zabiegi wprawiają mnie w zachwyt i nie pozwalają oderwać się od książki, to w tym przypadku połączenie przaśności z dosyć obszernymi opisami, które nie wnoszą zbyt wiele do książki, choć zapewne mają tworzyć specyficzny klimat, sprawiło że lekturę chciałam mieć jak najszybciej za sobą.

Największym minusem debiutu Anny Głomb są jednak bohaterowie. Nikogo do polubienia… zupełnie. Całkowita niemożność utożsamienia się z którąkolwiek postacią przedstawioną na kartkach tej powieści sprawiła, że absolutnie nie umiałam dać się porwać wydarzeniom.

Wiem jednak, że trudny ze mnie człowiek, tym samym czytelnik. Nie mogę więc powiedzieć, aby Annie Głomb powieść nie wyszła. Autorka posługuje się barwnym choć prostym językiem, pomysł miała ciekawy i wierzę w to, że znajdzie swoich odbiorców. Moim zdaniem w dobie dostępu do ogromnych ilości różnorakich książek ta nie wyróżnia się niczym specjalnym, tak więc jeśli ktoś lubi tajemnicze, ale rozwlekłe historie bez konkretnej i zaskakującej puenty, ale z zadowalającym zakończeniem to może sięgnąć po Śmierciowisko. Wszyscy miłośnicy świetnie spisanej literatury z polotem i błyskotliwym pomysłem mogą poczuć się zawiedzeni. Kibicuję jednak autorce, gdyż udało jej się przekroczyć barierę pierwszej powieści w stylu nieprzynoszącym wstydu, a to rokuje bardzo dobrze.

Na plus:
+ pomysł
+ przystępność języka
+ okładka
+ debiut

Na minus:
- bohaterowie
- rozwlekłe opisy
- niemożność jednoznacznego stwierdzenia o czym jest ta książka

OCENA: 3/6

Autor: Anna Głomb
Tytuł: Śmierciowisko
Liczba stron: 289
Wydawnictwo: Videograf II 2012

Cena: 29,90 zł