02 czerwca 2014

Anna Sakowicz - Żółta tabletka

„Zadziwiająco dobre opowieści o wszystkim i o niczym”

Niepozornych rozmiarów książeczka pod tytułem Żółta tabletka wprawiła mnie w konsternację i raczej nie wzbudziła entuzjazmu, ale tak było zanim jej nie przeczytałam. Okazuje się, że niewinnie wyglądające lektury mogą sprawić naprawdę wiele radości i choć często daleko im do poziomu światowej literatury, to nie należy ich skreślać. Autorką humoresek zawartych w Żółtej tabletce jest Anna Sakowicz, która tworząc je dała się poznać jako przewrotna pisarka posiadająca jasny i pełen ciekawych pomysłów umysł.

Książka Anny Sakowicz nie jest dziełem wybitnym, ale antologie mają to do siebie, że rzadko kiedy uzyskują status lektury najwyższych lotów. Debiut autorki stanowi natomiast dowód na to, że ma ona wielki talent, który powinna rozwijać. Żółta tabletka zawiera w sobie opowiadania lepsze i gorsze, ale wszystkie mają jedną cechę wspólną – przewrotne zakończenie, które sprawia, że te słabe np. Nie w swoim mieszkaniu, Kotlety, stają się lepsze, a te dobre można nazwać genialnymi np. Sodówka, Głód.

Styl jakim posługuje się autorka do tworzenia swoim opowiastek jest naprawdę przystępny i ciekawy. Przestrzegam ją jednak przed stosowaniem zbyt wielu zwrotów potocznych tudzież zwyczajnie wulgarnych lub prostackich, gdyż wiele polskich autorek ma ku temu tendencję, przez co ich twórczość traci wartość oraz urok. Jak na razie Anna Sakowicz potrafi wyważyć odpowiednią dawkę tego typu słownictwa, przez co jej opowieści nabierają charakteru, ale nie sprawiają, że inteligencja czytelnika zostaje obrażona. Z całą pewnością humoreski oraz opowiastki pisarki są pewnym nowym i świeżym tworem na polskim rynku, ale gorąco kibicuję jej, by zmierzyła się z nieco dłuższą formą literacką.

Ogromnym atutem jej historyjek jest tematyka – codzienna i przyziemna, a jednak mająca w sobie dużo magii – także tej dosłownej. Humoreski Sakowicz są proste i błyskotliwe, dotyczą spraw przyziemnych, ale opowiadają o nich z przymrużeniem oka, dzięki czemu czytelnicy, a zwłaszcza czytelniczki lubujące się w literaturze obyczajowej powinny być wielce usatysfakcjonowane. Jedyny minus to cena, nieco zbyt wygórowana, jak za tak niewielki gabarytowo zbiorek kilkunastu opowiastek.

Na plus:
+ pomysłowość
+ język
+ fantastyczne puenty
+ świeży styl
+ wplecenie realizmu magicznego

Na minus:
- traktuję tę książeczkę, jako wprawkę w prawdziwe pisarstwo, tak więc cena jest mało satysfakcjonująca
- zróżnicowanie pod względem jakości opowiadań

Ocena: 4-/6

Autor: Anna Sakowicz
Tłumacz: -
Gatunek: antologia/humoreska
Cykl: -
Liczba stron: 122
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Cena: 28,00 zł

Recenzja ukazała się na portalu DUŻEKA

26 maja 2014

Lauren Beukes - Lśniące dziewczyny

„Entliczek-pentliczek… zapętlony człowieczek”
Lśniące dziewczyny to kryminał posiadający ogromny potencjał. Pomysł na opowieść o mordercy, który przemieszcza się w czasie i dzięki temu pozostaje nieuchwytny wywołuje ciarki na plecach. Jednak lektura pozostawia wiele do życzenia, szczególnie w kontekście wyjaśnienia genezy tajemniczego DOMU*, który te podróże umożliwia. Motyw podróży w czasie jest bardzo niebezpieczny i niewdzięczny, jeśli korzysta się z niego nieumiejętnie może obrócić się przeciwko temu, kto robi z niego użytek. Taki właśnie los spotkał Lauren Beukes i jej powieść.

Głównym bohaterem jest Harper Curtis, mężczyzna żyjący w latach 30. XX wieku. Skłonność do zabijania wyssał chyba wraz z mlekiem matki, gdyż poznając go jesteśmy świadkami jego ucieczki po tym, jak zamordował znajomego mężczyznę w okolicznym barze. Podczas tej samej ucieczki, morduje kolejną osobę i w ten sposób wchodzi w posiadanie tajemniczego klucza. Harper zostaje przyzwany przez mroczą siłę, która zamieszkuje DOM, do którego drzwi owy klucz pasuje. DOM okazuje się portalem do innych czasów i tak zaczyna się krwawa wycieczka Harpera przez kolejne lata XX wieku w poszukiwaniu dziewczyn, które lśnią… dziewczyn, które muszą zginąć. Jednak jedna z nich - Kirby przeżywa atak i postanawia odszukać swojego oprawcę.

W rasowym kryminale do samego końca nie wiadomo kto jest mordercą. Potrzeba rozwikłania tej zagadki sprawia, że czytelnicy nie są w stanie oderwać się od powieści. W Lśniących dziewczynach wszystko zostaje podane na tacy: tożsamość mordercy, tożsamość ofiar oraz przebieg wydarzeń. To co wymaga rozwikłania, to motywy kierujące sprawcą, a w tym także tajemnica DOMU. Owszem, rozumiem, że wstęp do niego ma tylko ten, kto zostanie wezwany, ale niejasnością jest tu np. działanie, którego dokonuje Harper. Kolejnym trudnym do zrozumienia wydarzeniem jest to, że bohater cofa się do dnia, w którym zdobył klucz, by umożliwić sobie jego zdobycie. Skoro coś już się wydarzyło, nie trzeba cofać się w czasie, by wydarzyło się to znowu… Takich dziwnych i wzbudzających niepotrzebny zamęt fragmentów jest wiele. Świadczy to o tym, że autorka po pierwsze: nie radzi sobie z łączeniem gatunków; po drugie: nie odrobiła lekcji z fizyki (sama nie jestem w tej dziedzinie orłem, ale znam jedną zasadę, którą należy się kierować: im mniej wiesz na dany temat, tym mniej go udziwniasz).

Odchodząc od tematu skoków w czasie, reszta elementów składowych powieści Beukes jest znośna. Bohaterowie są całkiem wiarygodni i charakteryzują się cechami odpowiednimi do nadanej roli. Morderca jest ohydnym typkiem, który jednak szybko miesza się w tłumie. Kirby jest silną i ekscentryczną dziewczyną, była jednak taka zanim stała się ofiarą i doświadczyła tak traumatycznego wydarzenia, jak próba zabójstwa. Dziennikarz, który jej pomaga jest zgorzkniały i dość nijaki – w sam raz, by tworzyć tło. To by było na tyle. Reszta bohaterów to dosłowne postacie drugiego planu.

Autorka wciska na siłę w fabułę wątki romansowe. Nic z nich nie wynika i zupełnie nie pasują do powieści. Wygląda to tak, jakby zależało jej na zapełnieniu luk pomiędzy wydarzeniami należącymi do pierwotnej grupy sekwencji narracyjnych. Historia psychologicznej gry między dziewczyną, która przeżyła, a jej oprawcą, również mogłaby zostać nieco bardziej zaakcentowana. Jednak jest w tej powieści wyczuwalna jakaś nuta napięcia. Choć nie jest to książka wysokich lotów, to jednak ma w sobie potencjał, który może zostać spożytkowany przez czytelnika, któremu nie będą przeszkadzały fabularne nieścisłości, w szczególności takiego, który ich po prostu nie dostrzeże, ponieważ pozwoli swojej wyobraźni na całkowite odcięcie się od rzeczywistości.

Powinnam jeszcze poświęcić kilka słów na temat stylu w jakim napisane są Lśniące dziewczyny, jednak trudno jest rozpisywać się nad książką poprawną w każdym calu. Z pewnością znajdą się tacy, których poprawność zadowala oraz tacy, którzy np. z braku czasu, właśnie takiej lektury będą szukać. Właśnie im polecam powieść Beukes.

Na plus:
+ okładka
+ pomysł na połączenie gatunków
+ wyczuwalne napięcie

Na minus:
- poprawność powieści
- brak wyjaśnienia podstawowych wątków, taka książka bez puenty
- wciskanie innych wątków na siłę w fabułę
- bohaterowie

Ocena: 3/6

Autor: Lauren Beukes
Tytuł: Lśniące dziewczyny
Tłumacz: Katarzyna Karłowska
Gatunek: kryminał/thriller/science-fiction
Cykl: -
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Rebis 2014
Cena: 34,90 zł

* Piszę słowo "DOM" drukowanymi literami, aby zaznaczyć, że nie jest to zwyczajne domostwo.

28 kwietnia 2014

A.Górski, J. "Masa" Sokołowski - Masa. O kobietach polskiej mafii

Masa. O mafii: kulisach jej powstawania, twardych charakterach jej członków oraz (co nieco) o kobietach, które przewijały się bądź były stałą ich życia.

Sięgając po książkę Masa. O kobietach polskiej mafii spodziewałam się stron przepełnionych rzetelnymi i obszernymi informacjami popartymi wiedzą z pierwszej ręki. I choć rzeczywiście materiał przedstawiony w książce jest zebrany skrupulatnie i jak twierdzą autorzy (Jarosław Masa Sokołowski, oraz Artur Górski) prezentuje jedyną prawdę, to niestety jest nie na temat. Bowiem fragmentów dotyczących kobiet polskiej mafii jest w książce jak na lekarstwo.

Masa to były gangster związany z tzw. grupą pruszkowską. W 2000 roku został świadkiem koronnym, a jego zeznania pogrążyły wielu członków mafii, w której dochodził do władzy. I właśnie o nich jest opowieść przedstawiona w najnowszej książce Sokołowskiego i Górskiego. Publikacja przybrała formę wywiadu-rzeki, tak więc były mafiozo opowiada o realiach, w jakich rodziła się pruszkowska siła, oraz o tym jak wyglądały relacje członków grupy. Owszem, kilka fragmentów dotyczy kobiet wymienionych w opisie książki znajdującym się na czwartej okładce, jednak są one tematem marginalnym, przeważają za to opisy życia seksualnego gangsterów. Gdybym więc nie szykowała się na poznanie tajemnic kobiet związanych z pruszkowską mafią, z pewnością lektura książki sprawiłaby mi większą satysfakcję.

Jeśli zaś mowa o merytorycznych jej aspektach to nie śmiem podważać informacji, którymi dysponuje Masa. Nie mogę jednak nie zauważyć braku logiki w niektórych jego wypowiedziach i o to: raz mówi, że Monika Z. (żona Słowika) była wierna swojemu mężowi (co zresztą dziwi nawet jego), jednak kilka stron dalej, twierdzi, że miała dwóch oficjalnych kochanków; z kolej o sobie mówi, że pomimo licznych przygód seksualnych poza łożem małżeńskim, był wierny swej żonie, gdyż nie traktował tych skoków w bok jak zdrad ale już wobec jednego ze swoich kolegów z grupy tak wyrozumiały nie jest. Z drugiej strony, jeśli przymknąć oko na te mankamenty, publikacja jest dosyć treściwa w wiele informacji dotyczących prywatnego życia wielkich bossów mafijnych i właśnie to czyni ją ciekawą. Masa stara się wyjaśnić dlaczego i kiedy powstały pierwsze zalążki grupy pruszkowskiej oraz odsłania kulisy szołbizu końca XX wieku.

Podsumowując mogę polecić tę książkę wszystkim zainteresowanym tematyką około-mafijną, ale nalegam by nie sugerowali się tytułem. Publikacja dotyka wielu problemów gangsterskiego światka, mówi też o kobietach, ale zdecydowanie jej tytuł powinien brzmieć inaczej… chociażby tak jak tytuł tego artykułu.

Na plus:
+ różnorodna tematyka
+ swobodny i szczery styl wypowiedzi bohatera wywiadu

Na minus:
- Górski nieumiejętnie prowadzi rozmowę
- pewne nieścisłości w treści
- wprowadzenie w błąd czytelnika, który spodziewa się publikacji dotyczącej kobiet mafii

Ocena: 4/6

Autor: Artur Górski, Jarosław Masa Sokołowski
Tłumacz: -
Gatunek: reportaż/wywiad-rzeka
Cykl: -
Liczba stron: 232
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2014

Cena: 35,00 zł

26 kwietnia 2014

J.Guarnido, J.D.Canales - Blacksad. Pośród cieni

„Przeszłość ukryta pośród cieni, nie jest niemożliwa do odnalezienia”

Wśród pewnej ograniczonej liczby komiksów, które doczekały się polskiego wydania, mało która seria zasługuje na tak dużą uwagę, jak cykl Blacksad. Komiksy te mają dość burzliwą i dla wielu kontrowersyjną historię w naszym kraju, gdyż pierwsze dwa tomu, czyli Pośród cieni oraz W śnieżnej bieli ukazały się za sprawą Wydawnictwa Siedmioróg, a następne trzy tomy – Czerwona dusza, Piekło, spokój i Amarillo dzięki wydawnictwu Egmont. Wspomnianą kontrowersję stanowi fakt, że tomy drugi i trzeci są bardzo trudne do zdobycia, a na aukcjach internetowych ich ceny osiągają kwoty od 100 do 400 złotych. Zastanawiające jest, czemu Egmont nie zrobiło dodruku Czerwonej duszy skoro mają do tego komiksu prawa…

Twórcami Blacksad’a są dwaj hiszpańscy artyści Juanjo Guarnido oraz Juan Diaz Canales (od 1993 roku współpracuje ze studiem Disney’a). Cała seria utrzymana jest w hollywoodzkim klimacie kryminału noir, a jej bohaterami są antropomorficzne zwierzęta, na ten przykład tytułowy bohater, John Blacksad jest czarnym kotem-detektywem. Trudna dostępność dwóch tomów nie powinna wpływać na chęć zapoznania się z innymi zeszytami, bo choć, jak wiadomo posiadanie kolekcji jest frajdą, to w tym przypadku każda część tworzy osobną historię. A Pośród cieni można nadal lub też znowu dostać w dobrych sklepach z komiksami.

Blacksad. Pośród cieni rozpoczyna się od tajemniczego morderstwa pewnej kobiety. Od początku wiemy jednak, że tożsamość tej damy ma znaczenie przynajmniej dla jednego człowieka, mianowicie Johna Blacksad’a. Zamordowana była jego dawną kochanką, z którą wiążą się wciąż żywe, choć odległe wspomnienia. Detektyw postanawia zająć się to sprawą na własną rękę, choć policja każe mu się trzymać od tego z dala. Tropy będą go prowadzić przez najgorsze speluny miasta, a pytanie które wciąż będzie dźwięczeć mu w głowie brzmi: Co taka kobieta jak ona tam, u licha, robiła?!

Pomimo wyboru, jakiego dokonali artyści tworząc ten zeszyt, nie jest on przeznaczony dla dzieci. Pomysł, aby bohaterami były zwierzęta stanowi według mnie uproszczenie, które świetnie sprawdza się w tak krótkim komiksie, jak ten. Zamiast rozbudowywać charaktery swoich postaci oni postanowili nadać im twarze zwierząt, które w europejskiej kulturze stanowią synonimy niektórych cech charakteru. Dzięki temu autorzy mogli się skupić na tym co najbardziej urzeka w Pośród cieni, czyli rysunkach. Dbałość o detal jest najbardziej charakterystycznym elementem artystycznej strony tego komiksu. Rysunki są przepełnione różnorodnymi elementami, które zachwycą każdego czytelnika zafiksowanego na walorach estetycznych. Wartość podnosi także konsekwencja narracyjna zachowana w kolejnych kadrach. Odpowiedni dobór tonacji sprawia, że już na pierwszy rzut oka można odróżnić fragmenty przesycone pesymizmem od pełnych szczęścia wspomnień. Tak więc pod względem kompozycji wizualnej Blacksad rozkłada na łopatki wiele innych i cenionych historii rysunkowych.
 
Ważne jest także to, że narracja (słowna) komiksu całkowicie oddaje istotę czarnego kryminału. Główny bohater jest zgorzkniałym cynikiem patrzącym na moralny upadek swojego miasta i ten grobowy humor, który go charakteryzuje, jest wyraźny w stylu opowieści, którą przedstawia. Ogromny wpływ na pozytywny sposób postrzegania Blacksad’a wywiera z pewnością historia zawarta w Pośród cieni. Gdyż oto czytelnik poznaje zmęczonego życiem mężczyznę, który poszukuje mordercy, nie tylko kobiety, którą kochał, ale także części jego samego.

„Zgasła. Moja przeszłość pokryta mrokiem zabłąkała się… pośród cieni. A nikt przecież nie może żyć bez przeszłości.
Gdzieś tam, krył się winny dwóch zbrodni: śmierci kobiety i zgonu wspomnień.”[1]

Blacksad. Pośród cieni to komiks z najwyższej półki. Stanowi majstersztyk pod względem scenariusza oraz rysunku, i według mnie jest świetnym przykładem tego, że kultura komiksu to nie tylko masowe, choć uwielbiane przeze mnie Marvel, czy DC. Z pewnością szukając czegoś wyjątkowego można odnaleźć jeszcze wiele perełek.


Na plus:
+ rysunki
+ symbolika postaci
+ prosta historia
+ klimat kina noir
+ cena
Na minus:
- brak

Ocena: 6/6

Autor: Juanjo Guarnido, Juan Diaz Canales
Tytuł: Blacksad. Pośród cieni
Tłumacz: ARNO
Gatunek: Komiks/Kryminał noir
Cykl: Blacksad
Liczba stron: 50
Wydawnictwo: Siedmioróg 2001
Cena: 35,00 zł



[1] J.Guarnido, J.D.Canales, Blacksad. Pośród cieni. Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 2001, 9.s

Elana Johnson - Zawładnięci

Jaka musi być książka, aby zasłużyć na miano gniotu? Jak bardzo kiepska musi być historia przedstawiona na kartach danej książki, abym miała ochotę zapłakać nad losem drzew, które zostały ścięte, by mogła ona ujrzeć światło dzienne? Otóż wystarczy spora dawka braku logiki, fabuła pełna dziur, identyczni bohaterowie i ogromna liczba błędów językowych. W tym momencie, chciałabym zaprezentować książkę Elany Johnson pod tytułem Zawładnięci, która zawiera wszystkie wymienione przeze mnie elementy i tym samym została okrzyknięta największym literackim nieporozumieniem ostatnich lat.

Według speców od marketingu lub też redaktorów pracujących nad tą książką,  Zawładnięci to przerażająca, dająca do myślenia, odwołująca się do naszych współczesnych lęków wizja przyszłości i totalnej kontroli, która wzbudziła na portalach dyskusje czytelników, którzy pozostają pod wrażeniem Zawładniętych i przyznają, że po tej książce nie można się szybko otrząsnąć – litości… Dawno nie czytałam takich bzdur...

Szesnastoletnia Vi żyje w Dobrych Ziemiach całkowicie kontrolowanych przez TYCH-OD-MYŚLENIA. Jednak, pomimo wszechwiedzy tamtych, jej udało się odłączyć od przymusowych transmisji, mówiących ludziom co mają myśleć. Sama wielokrotnie powtarza, że lata wtłaczania do głowy pewnych zasad mocno ją zmieniły, jednak wcale nie przeszkodziło to w tym aby, od tak, zbuntowała się względem wszystkich i wszystkiego. Po dokonaniu kolejnego przewinienia – spacerowania po parku z chłopakiem – dziewczyna zostaje aresztowana i skazana, jednak CI-OD-MYŚLENIA mają względem niej swoje plany. Wobec tego dziewczyna postanawia uciec z nowo poznanym buntowniczym nastolatkiem Jagiem, w którym zakochuje się do szaleństwa, pomimo tego że jej jedyną miłością był Zenn. I tak Violet trafia na Złe Ziemie i przeżywa wielkie rozterki…

Wszystko w tej książce drażni. Autorka wymyśliła coś co postanowiła spisać nie wysilając się nawet, aby to co tworzy miało jakikolwiek sens. Kłopotliwe elementy fabuły, które wymagają wyjaśnienia po prostu są, a Ty czytelniku radź sobie sam… Dialogi zawierają masę błędów logicznych. A z racji tego, że bohaterowie zupełnie nie kontrolują tego co mówią, wydają się być lekko niepoczytalni, lub też nie do końca świadomi. Świadczy to o tym, że autorka została zupełnie przytłoczona przez swoją historię, a dodatkowo nie uszanowała inteligencji  czytelników skoro wydało jej się, ze coś takiego nadaje się do publikacji. Skoro wiemy już, że Zawładnięci to piękny przykład tego w jaki sposób nie powinno się tworzyć fabuły i jak książek nie pisać, to należy jeszcze wspomnieć o tym, że od strony redakcyjnej książka również jest koszmarem, za który czytelnicy mają płacić nie mało, bo 33 zł. W tekście można znaleźć takie kwiatki, jak np. regół (sic!), czy też Idę do Złych Ziem, oznajmiłam całemu światu, TYCH-OD-MYŚLENIA (sic!), każdemu, kto słuchał.

Książkę przeczytałam tylko po to, żeby przekonać się na własnej skórze, czy rzeczywiście jest tak zła, jak gdzieniegdzie piszą i wiecie co? Nie jest zła, jest koszmarna. Zawładnięci nie reprezentują sobą nic wartościowego. Książka nie zawiera żadnej symboliki, nie ma moralitetowego wydźwięku, nie przedstawia błyskotliwej ani przerażającej wizji świata. Jej powstanie świadczy o tym, że czasem wydawcy nie patrzą na to czy publikacja, którą chcą wydać jest w jakikolwiek sposób wartościowa, a jedyne na czym im zależy to zarobek i odcięcie kuponu od sukcesu innych tytułów reprezentujących dany gatunek. Przykre…

Na plus:
+ nic
Na minus:
- wszystko…

Ocena: 1/6

Autor: Elana Johnson
Tytuł: Zawładnięci
Tłumacz: Agnieszka Zajda
Gatunek: Antyutopia
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Amber 2011
Cena: 32,80 zł

21 kwietnia 2014

Robert McCammon - Łabędzi śpiew.Księga I/Łabędzi śpiew.Księga II

"Zło zawsze towarzyszyło ludzkości. Tkwiło w sercach jednostek i doprowadzało do gniewu mas. A dobro? Dobro ma to do siebie, że pojawia się znikąd i ze stoickim spokojem obserwuje"

Ogromna liczba opinii pełnych zachwytów na temat twórczości Roberta McCammona oraz moje zamiłowanie do tematyki postapokaliptycznej sprawiły, że obok dwu-tomowej powieści Łabędzi śpiew nie mogłam przejść obojętnie. Choć tytuł ten po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 1987 roku to pierwszy tom ukazał się na polskim rynku dopiero pod koniec października 2013 roku i, o dziwo, prezentuje bliską współczesnej wizję międzynarodowego konfliktu zbrojnego oraz jego skutków. Jednak nie jest to typowe postapo. Łabędzi śpiew jako całość reprezentuje baśń, taką mrożącą krew w żyłach, w stylu braci Grimm.

Powieść jest przykładem kompozycji szkatułkowej, w której kilka historii splata się ostatecznie w jedną – najważniejszą, która stanowi trzon fabularny. Czytelnicy poznają między innymi szaloną bezdomną kobietę, która wśród gruzów Manhattanu odnajdzie przepiękny szklany artefakt, który będzie dla niej kompasem, czarnego zapaśnika, który w odpowiednim czasie pojawi się w odpowiednim miejscu i stanie się kimś wyjątkowym dla małej dziewczynki, która jeszcze nie poznała swojego przeznaczenia, czy też młodzieńca, w którego sercu zakiełkuje krwawe ziarno. Zanim ich losy się splotą, wszyscy będą musieli walczyć o przetrwanie w świecie, który zginął, ponieważ przedstawiciele dwóch największych mocarstw nie potrafili już ze sobą rozmawiać…

Łabędzi śpiew to bardzo dziwna powieść. Przez pierwsze rozdziały fabuła dłuży się, poniekąd rozwleka, staje w miejscu oraz zatacza koło tylko po to by złapać czytelnika na haczyk i nie pozwolić mu się oderwać, aż do ostatnich stron drugiego tomu. Nie jest to lektura wybitna (choć zdecydowanie krąży w okolicach tej planety) ale w sposobie pisania McCammona jest nieokreślone coś co sprawia, że czytelnik całkowicie ignoruje niedociągnięcia czy też wpadki fabularne i daje się pochłonąć wykreowanemu światu. Można by rzec, że autor stworzył historię do bólu szablonową. Każdy z bohaterów jest przewidywalny i symbolizuje typowe literackie szufladki np. zwyczajny nastolatek, który odkrywa przyjemność w zadawaniu cierpienia, wariatka zbawiająca świat, wrażliwy czarnoskóry olbrzym itd. Właśnie to sugeruje, że nie o surową postapokalipsę chodziło autorowi, a o szczere ukazanie kondycji społeczeństwa – przecież to zawsze najlepiej wyjaśniać na zakodowanych w kulturze schematach. I choć stworzenie tej powieści było najprawdopodobniej podyktowane potrzebą odpowiedzi na zimnowojenne lęki swoich czasów, to jednak, jak już wspomniałam nie jest jej daleko do tego co obserwujemy obecnie w telewizji. Wynika to także z faktu, że autor sprytnie uniknął zastosowania w tekście nazw przedmiotów codziennego użytku, które w jakikolwiek sposób byłyby w stanie umiejscowić przedstawianą historię w czasie (choć niewątpliwie jest to XX lub XXI wiek).

Pióro McCammona to główny atut Łabędziego śpiewu, a pojawiające się w różnych tekstach publicystycznych porównania do stylu Stephena Kinga nie uważam za bezpodstawne, gdyż u jednego i drugiego wyraźnie ujawnia się fabuła kipiąca od emocji oraz potrzeba zawieszania akcji i odwracania uwagi czytelnika detalami, jednakże każdy z nich stosuje ku temu swoje sztuczki. Myślę, że właśnie to sprawia, że każdy z nich posiada ogromną rzeszę fanów, a kolejne pokolenia wprost kochają ich twórczość.

Na plus:
- uniwersalność czasowa
- fantastyczny styl
- pomysł
- połączenie postapokaliptycznego mrocznego klimatu z baśniowością
- wydanie

Na minus:
- lekko rozwleczony początek, który może odstraszyć mniej wytrwałych czytelników
- połączenie realizmu z magią i zjawiskami nadnaturalnymi może zniechęcić czytelników oczekujących rasowego postapo.

Ocena: 4/6

Autor: Robert McCammon
Cykl: Łabędzi śpiew tom I
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Liczba stron: 524
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2013
Cena: 41,90 zł

*************
Kończąc pierwszą księgę Łabędziego śpiewu zgrabnie przeszłam do lektury księgi II – co już samo przez się świadczy o tym, jak głęboką fascynację wywołała u mnie powieść Roberta McCammona. Liczyłam przede wszystkim na wyrazistą puentę, ponieważ podczas tomu I miałam wrażenie, że autor tak bardzo wymieszał wątki realistyczne z magicznymi, że już sam się w nich pogubił. Ostatecznie nie zawiodłam się, a jedynie utwierdziłam w przeczuciu, że Łabędzi śpiew ma typowy dla przypowieści tudzież baśni, moralizatorski wydźwięk.

Dotychczasowy porządek znany na świecie całkowicie przestał funkcjonować. Społeczeństwo Ameryki Północnej i co wielce prawdopodobne, także reszty kontynentów, zostało zmiecione z powierzchni Ziemi. Nieliczni, którzy przetrwali rozpoczęli na nowo walkę, która obróciła w proch cywilizację. Rzekomo Bóg czeka na pewnym wzgórzu na tych którzy przybędą pierwsi, chce tym samym przekonać się o tym czy zwyciężyło dobro czy zło… Losy bohaterów znanych z poprzedniego tomu wreszcie splatają się, ale przed nimi jeszcze długa droga, a istota uosabiająca pierwotne grzechy ludzkości może czaić się wszędzie, i ma na oku Swan, a przede wszystkim Siostrę.

W drugiej części Łabędziego śpiewu mroczny klimat i napięcie jest wyczuwalne na każdej stronie. Zmienia się nieco charakter opowiadanej historii, jest w niej więcej ruchu, akcji, ale autor nadal bawi czytelnika detalami i snuje swoją opowieść bez zbędnego pośpiechu. Lektura wymaga skupienia i cierpliwości. Moment kulminacyjny jest nieco przekombinowany, ale to właśnie dzięki temu ostatecznie nabiera baśniowego charakteru. Ostatnie strony wzruszają, bawią i pokazują światełko w czarnym tunelu zepsucia współczesnego świata.

Łabędzi śpiew jest książką potrzebną. Jej symbolika jest niesamowicie prosta i jasna, ale zarazem zdaje się mieć drugie dno, które każdy może odszyfrowywać na własną modłę. Powieść jest wyrazem tęsknoty za tym co pierwotne, za poszanowaniem dla natury i harmonijnym współistnieniem z tym co nas otacza. Stanowi także jasne oskarżenie i wytknięcie ludziom ich głupoty. Moje odczucia względem książki są dosyć skrajne, gdyż dostrzegam jej zalety tak samo wyraźnie jak wady, jednak niewątpliwie dostałam się pod działanie jej uroku i na te drugie jestem w stanie przymknąć oko. Jestem wdzięczna autorowi za możliwość wyciągnięcia własnych wniosków z lektury, ale także za rozrywkę, którą mi zapewniła.

Na plus:
- uniwersalność czasowa
- fantastyczny styl
- więcej akcji, konfrontacji między bohaterami
- pomysł
- wyraźny ukłon w stronę baśniowości
- wydanie

Na minus:
- skumulowanie realizmu z magią i zjawiskami nadnaturalnymi może zniechęcić czytelników oczekujących rasowego postapo.

Ocena: 4+/6

Autor: Robert McCammon
Cykl: Łabędzi śpiew tom II
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Liczba stron: 552
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 2014
Cena: 42,90 zł

*************

OCENA CAŁOŚCI: 5/6

18 kwietnia 2014

Małgorzata Machnacz-Zarzeczna - Felix Muchowicz. Restaurator i kupiec warszawski z XIX wieku

Małgorzata Machnacz-Zarzeczna jest nietypową debiutującą autorką. Szeroko utalentowana i wykształcona kobieta od wielu lat interesuje się historią swojej rodziny – studiuje metryki, akta stanu cywilnego i inne dokumenty, które pomagają jej w tworzeniu drzewa genealogicznego. Książka pod tytułem Felix Muchowicz. Restaurator i kupiec warszawski z XIX wieku stanowi efekt owych studiów i poszukiwań, a co za tym idzie prezentuje losy jednego z jej przodków, choć jak sama zauważa historia życia Felixa Muchowicza przedstawiona w niniejszej książce jest prawdopodobna. Być może w miarę dalszych poszukiwań pojawiłyby się nowe fakty, które by ją potwierdziły lub podważyły[1]. Publikacja nie zawiera więc jedynie faktów, co dawało pisarce ogromne możliwości do puszczenia wodzy fantazji, czego jednak nie zrobiła.

Fabularnie powiastka ta dotyczy jedynie pewnego okresu życia Felixa Muchowicza, który jako młodzian postanowił wyruszyć do Warszawy, by tam szukać szczęścia i wzbogacenia, nie spodziewał się, że uda mu się odnaleźć także miłość, i to nie byle jaką…

Opowieść o perypetiach Felixa przeplatają teksty informacyjne dotyczące pojawiających się w tekście zagadnień oraz ilustracje, mające przybliżyć warszawskie realia końca XIX wieku, które same w sobie były przecież niesamowicie ciekawe i barwne. Zbeletryzowana część, a szczególnie dialogi, jest niestety spisana niesamowicie naiwnie, co świadczy o braku umiejętności literackich autorki, natomiast książka jako całość jawi się jako bardzo monotonna lektura. Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem czemu autorka postanowiła upublicznić historię jednego ze swoich przodków. Zastanawia mnie jakie wydarzenie w jego życiu, wydało się jej tak niesamowicie interesujące, że zechciała podzielić się nim z czytelnikami. Oczywiście, poszukiwanie własnych korzeni prawdopodobnie każdemu wydaje się niesamowicie pociągające i ekscytujące, jednak w większości przypadków historie te nadają się co najwyżej do opowiadania w gronie rodzinnym.

Żałuję, że Małgorzata Machnacz-Zarzeczna nie skusiła się by spisać powieść obyczajową, która mocniej akcentowałaby życie, chociażby określonej, warstwy społeczeństwa polskiego tamtego okresu. Choć patrząc na sposób budowania zdań, styl, oraz brak pomysłu na ciekawe przedstawienie opowiadanej historii, autorka po prostu nie jest zbyt dobrą pisarką, choć nie ukrywam, że wypis źródeł, z których korzystała świadczy o tym, że zdecydowanie jest całkiem dobrą badaczką.

W zasadzie myślę, że książkę mogę polecić jedynie członkom rodziny autorki i historykom, którzy posiadają jakieś informacje, które mogłoby zmienić lub potwierdzić treść tej publikacji. Niestety nie jest to powiastka ani ciekawa, ani dobrze napisana i nie potrafię traktować jej jak poważną literaturę.

Na plus:
- dobre chęci autorki oraz szacunek dla wysiłku, jaki włożyła przy odkrywaniu swoich korzeni

Na minus:
- całkowita niemożność zaklasyfikowania tej pozycji do jakiegokolwiek gatunku literackiego: ani to powieść, ani życiorys, ani książka historyczna. Gdyby nie typowe literackie wydanie, uznałabym że są to po prostu notatki jednego człowieka na temat drugiego człowieka.

Ocena: 
Z racji tego, że nie jestem w stanie potraktować tej książki jak literatury, z jaką zazwyczaj mam do czynienia, nie jestem też w stanie jej ocenić.

Autor: Małgorzata Machnacz-Zarzeczna
Liczba stron: 138
Wydawnictwo: NovaeRes 2014
Cena: 23,00 zł



[1] M. Machnacz-Zarzeczna, „Felix Muchowicz. Restaurator i kupiec warszawski z XIX wieku”, NovaeRes Gdynia 2014, 7s.