01 września 2014

Informacja o drugim blogu

Prawdopodobnie nie wiecie, że moją drugą pasją zaraz po czytaniu książek jest gotowanie.

Postanowiłam, że założę bloga kulinarnego, na którym raz na jakiś czas będę wrzucać efekty moich eksperymentów w kuchni :)

Jeśli będziecie głodni, nie będziecie mieli pomysłu co upichcić na obiad lub też będziecie po prostu ciekawi - zapraszam do odwiedzenia mnie pod adresem:


24 sierpnia 2014

Nikola Sellmar, Jennifer Teege - Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam krótką notę na temat historii Jennifer Teege, wydała mi się wstrząsająca. Jednak wkrótce pojawiły się w mojej głowie wątpliwości, które powiększały się wraz ze zgłębianiem treści książki Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił. Bynajmniej nie jest źle napisana, zastanawiający wydaje się natomiast impuls, który zainicjował jej powstanie. Otóż, treść książki potwierdza sens twierdzenia, że ludzie nie mający kłopotów tworzą je sobie. Być może powyższe słowa uznacie za grubiańskie, a cały tekst będzie świadczył na niekorzyść mojej wrażliwości, uważam jednak, że bazowanie na trudnym temacie nie może wymuszać pozytywnej opinii, choć tak naprawdę książkę czyta się dobrze, jedynie wnioski płynące z lektury są dość niejasne.

W wieku 38 lat Jennifer Teege dowiedziała się, że w jej żyłach płynie krew Amona Götha. Przez przypadek znalazła w bibliotece książkę zawierającą informacje dotyczące jej matki, babki oraz nieznanego dotychczas dziadka. Kim był Göth? Dla wielu ludzi był najgorszym koszmarem, katem i mordercą, dla innych kochającym mężem, ojcem i członkiem rodziny, współcześni poznali go dzięki filmowi Spielberga Lista Schindlera. Pewne jest jedno – zostanie zapamiętany jako jeden z najbardziej brutalnych zbrodniarzy nazistowskich. Jennifer jest jego wnuczką, córką Niemki i Nigeryjczyka, wychowaną w rodzinie zastępczej i niemającej nigdy okazji go poznać. Książka Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił jest historią jej korzeni.

Z opowieści Jennifer wynika, że ani z matką ani z babką nie spędziła zbyt wiele czasu jako dziecko i ma z tych czasów tylko kilkanaście mniej lub bardziej wyraźnych wspomnień. Dziwi mnie zatem czemu pojawiła się w niej tak ogromna i utrudniająca życie trauma. Jestem w stanie zrozumieć, że odkrycie skrywanej przed nią przez lata tajemnicy wywołało u Jennifer szok. Jednak dojrzała kobieta, która ma kochającego męża, wspaniałe dzieci i mnóstwo przyjaciół z różnych stron świata nie powinna się zastanawiać jak ma dalej żyć z taką wiedzą. Przecież jej życie wcale się nie zmieniło. Nie znała człowieka, który jest jej dziadkiem. Rozumiem natomiast wątpliwości targające córką Amona. Posiadanie ojca mordercy jest dużo bardziej traumatyczne i może generować pytania o swoje istnienie, o cechy jakie się bezpośrednio odziedziczyło. Mam nadzieję, że jak dotąd udało mi się jasno przekazać sens moich wątpliwości – nie jestem po prostu pewna czy to co odkryła Jennifer naprawdę było aż tak istotne by opisać to w książce…

Sama lektura jest dosyć ciekawa, głównie przez wzgląd na zawarcie w niej wielu informacji dotyczących życia Amona Götha i jego działalności w obozie koncentracyjnym Plaszow. Właśnie to stanowi główny atut tej pozycji. Mniej ciekawy wydał mi się rozdział dotyczący odnowienia kontaktów Jennifer z jej matką – zabrakło w nim wyjaśnienia niektórych wątków tak mocno trapiących bohaterkę. Natomiast rozdziały opisujące relacje Jennifer z jej przyjaciółmi pochodzenia żydowskiego wydały mi się całkowicie nieuzasadnione. Reasumując książka ta została napisana ku pokrzepieniu serca Jennifer Teege, która czuła potrzebę wyjaśnienia światu, że człowiek nie odpowiada za grzechy członków swojej rodziny, choć może czuć się przez nie przytłoczony. Mądre ale nie odkrywcze. Jeśli, ktoś życzy sobie poznać tę historię to nie odradzam kupna książki, mam jednak nadzieję, że wiecie już czego się po niej spodziewać.

Na plus:
+ rozdziały dotyczące życia Amona Götha oraz funkcjonowania obozu koncentracyjnego Plaszow
+ niektóre wspomnienia z życia Jennifer Teege dotyczące jej biologicznej rodziny

Na minus:
- kilka niepotrzebnych rozdziałów
- dużo przemyśleń Jennifer Teege, które niestety wydały mi się nieco przesadzone
- w kółko przewijają się te same pytania, na które niestety brakuje odpowiedzi

Ocena: 3/6

Autor: Nikola Sellmair, Jennifer Teege
Tłumacz: Ewelina Twardoch
Gatunek: biografia/autobiografia
Cykl: -
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2014

Cena: 36,00 zł

13 sierpnia 2014

John Lutz - Mrok

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Johna Lutza nie było zbyt udane. Jego Seryjny zrobił na mnie średnie wrażenie, i choć nie mogłam uznać tej książki za słabą, to jednak jej mankamenty były dla mnie wyraźnie widoczne. Za to zupełnie inaczej prezentuje się Mrok, który również wyszedł spod jego pióra.

W porównaniu z pierwszym tytułem, ten robi wrażenie klasycznego thrillera, w którym autor zawarł skomplikowanego antybohatera, wiele zwodzących czytelnika wątków oraz zaskakujące zakończenie. Lepiej prezentuje się też konstrukcja fabularna, która tak jak poprzednio przenosi czytelnika między różnymi wydarzeniami na przełomie kilkudziesięciu lat. Nie ukrywam, że w tym przypadku również najwięcej przyjemności sprawiła mi lektura fragmentów opisujących przeszłość. Myślę, że zabieg ten można uznać za charakterystyczną cechę budowania opowieści przez Lutza.

Znany z Seryjnego detektyw Frank Quinn upadł na samo dno. Jego kariera zawodowa, tak samo jak życie prywatne, legła w gruzach. Stracił wszystko za sprawą ślepej wiary w prawo i porządek. Dostał też gorzką nauczkę, aby nie buntować się przeciwko skorumpowanym kolegom po fachu… Po kilku latach pojawia się szansa na rehabilitację i powrót do życia w społeczeństwie. Światełkiem nadziei dla bohatera staje się krwawe zabójstwo połączone z samobójstwem sprawcy. Pewien wysoko postawiony detektyw ma wątpliwości, czy aby wszystko na miejscu zbrodni rzeczywiście wskazuje na brak udziału osób trzecich. Pojawiają się pytania, na które odpowiedzi ma znaleźć właśnie, ponownie zwerbowany do pracy, Quinn.

Lutz stworzył mocny kryminał, który trzyma w napięciu choć nie przeraża. Misternie skonstruowana postać mordercy kryje w sobie wiele zagadek, które zostają odkryte dopiero na samym końcu historii. Ogrom uwagi poświęconej antybohaterowi sprawia, że inne postaci potraktowane są nieco po macoszemu, a pomniejsze wątki rozwiązane są nieco naiwnie, jednak cały magnetyzm tego thrillera oparty jest właśnie na osobie zabójcy i jego skomplikowanej historii, a tu autor wykazał się pomysłowością. Czytelnik zdobywa coraz więcej informacji o rzekomym mordercy, autor stopniowo odkrywa wiele szokujących faktów z jego przeszłości i kiedy już wydaje się, że wiadomo kto stoi za brutalnymi zbrodniami okazuje się, że prawda wygląda zupełnie inaczej.

Mrok sprawdził się świetnie jako podręczna książka w podróży. Przez wzgląd na swoje niewielkie gabaryty, łatwo można powieść spakować, a następnie wyciągnąć ją i umilać sobie drogę lekturą. Wszystkim spragnionym mocnych, ale niezbyt krwawych wrażeń polecam sięgnięcie po kolejną powieść Johna Lutza.

Na plus:
+ ciekawie rozwinięta postać antybohatera
+ fragmenty przedstawiające historię z przeszłości
+ umiejętne prowadzenie czytelnika
+ gabaryty

Na minus:
- poza antybohaterem inne postaci są mało charakterystyczne
- historia nie przeraża tak jak powinna

Ocena: 4/6

Autor: John Lutz
Tytuł: Mrok
Tłumacz: Bartosz Kurowski
Gatunek: Thriller
Cykl: Zabójcza seria
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2014
Cena: 34,00 zł


Recenzja ukazała się na portalu PARADOKS.

01 sierpnia 2014

Marek "Ptaszek" Zimowski - W 90 dni dookoła Australii albo walkabout po polsku

Bardzo lubię poznawać nowych ludzi – szczególnie tych nastawionych pozytywnie do świata, ciekawych tego co czeka za zakrętem losu oraz mających własne zdanie na każdy temat, a przy tym otwartych na opinie innych osób. Dzięki książce W 90 dni dookoła Australii albo walkabout popolsku poznałam Marka Ptaszka Zimowskiego, którego charakteryzują wszystkie powyższe cechy, a za sprawą tej znajomości zakochałam się w tajemniczej Australii. Państwie-kontynencie, o którym zdaje nam się, że wiemy dużo, a tak naprawdę nie wiemy praktycznie nic.

Tomiszcze, które Zimowski spisał można nazwać przewodnikiem. I choć trudno byłoby je wpakować do plecaka i zabrać ze sobą w podróż, to jednak lektura tej książki dementuje wiele mitów oraz rozwiązuje wiele problemów, na które mógłby natrafić turysta, a które najlepiej zna imigrant mieszkający na stałe w Australii, w tym przypadku autor. Zasadniczą różnicą między rasowym przewodnikiem a tekstem Zimowskiego jest jednak cel jego powstania. Podróżnik spisał bowiem relację ze swojego walkaboutu – czyli samotnej podróży w poszukiwaniu spokoju ducha oraz przemyślenia swojego życia. Podróż taką bardzo często odbywali, a czasem odbywają nadal, rodzimi mieszkańcy Australii, czyli Aborygeni. Czytający te słowa nie powinni się jednak obawiać, że jest to dziennik nawiedzonego faceta, któremu coś w życiu nie poszło – wręcz przeciwnie. Marek Zimowski jest człowiekiem radosnym i pokornie nastawionym do wszystkiego co mu przynosi los. A więc czemu walkabout? A no bo czasami człowiek musi i już J

Książka ma jednak formę dziennika. Autor opisuje dzień po dniu wyznaczoną dookoła Australii trasę oraz przygody, legendy, anegdotki dotyczące miejsc, w które dotarł. Możemy więc dowiedzieć się czemu Australia exportuje swoje wielbłądy, jak wyglądają australijskie drogi po deszczu, kim była Kristina Pawlowski oraz po co autor wiózł ze sobą pluszowego Kubusia Puchatka na dachu samochodu. Jest też dużo pytań o zmieniający się obecnie świat, a że autor jest już dojrzałym mężczyzną, przekrój owych zmian na przełomie lat nie stanowił dla niego problemu. Wszystko to sprawia, że lektura wprowadza w bardzo ciekawy i wyjątkowo nastrojowy stan.

Nie wiem, czy można autora nazwać zawodowym podróżnikiem, za to na pewno można powiedzieć o nim, że jest wyjątkowym kompanem podróży i fantastycznym przewodnikiem po kraju, który jest nam mało znany. W zasadzie nawet w mediach nie podaje się bieżących informacji z Australii. Wszyscy pragnący wyruszyć w podróż do krainy kangurów powinni najpierw wybrać się W 90 dni dookoła Australii… Gwarantuję, że wrócicie wypoczęci, zrelaksowani i bogatsi o wiedzę z zakresu… życia! :)

Na plus:
+ lekki i swojski styl
+ ogromna liczba anegdot i informacji o Australii
+ autor jawi się jako bardzo ciekawa i sympatyczna osoba

Na minus:
- troszkę zbyt ciemne zdjęcia
- gabaryty
- drobne niedociągnięcia redaktorskie np. powtórzenia

Ocena: 5/6

Autor: Marek Ptaszek Zimowski
Tytuł: W 90 dni dookoła Australii albo walkabout po polsku
Tłumacz: -
Gatunek: Podróżnicza
Cykl: -
Liczba stron: 856
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 2014
Cena: 65,00 zł

Recenzja ukazała się na portalu DużeKa.

21 lipca 2014

Peter May - Czarny dom

"Nie samą fabułą żyje książka. Czasem jej sercem są wyjątkowi bohaterowie."

Czarny dom Petera May należy do tego rodzaju książek, które trudno wrzucić do konkretnej szuflady. I to nie przez wzgląd na niełatwy do sklasyfikowania gatunek literacki, a raczej przez specyficzny, czy wręcz wyjątkowo nastrojowy klimat, który potrafi uratować nawet najsłabszą jakościowo fabułę. W przypadku Czarnego domu nie wypada napisać, że jest ona kiepska, jednak wydaję mi się, że miłośnicy kryminału sięgając po tę książkę mogą oczekiwać czegoś zgoła innego. Bowiem nie jest to powieść reprezentująca ten gatunek w sposób pełnoprawny. Owszem – występuje tu zagadka kryminalna, jest trup, jest policjant prowadzący śledztwo. Zdecydowanie brak w niej jednak tak charakterystycznego dla tego typu lektur skupienia na wątku popełnionej zbrodni, dużo natomiast informacji mających związek z  głównym bohaterem i mrocznych tajemnic dotyczących małego miasteczka, w którym dorastał i z którego uciekł jako młody mężczyzna. To właśnie czyni Czarny dom dramatem psychologicznym z domieszką kryminału. Właśnie na to powinien nastawić się czytelnik sięgający po książkę Petera May.

Na malutkiej szkockiej wysepce dochodzi do rzadkiego w tamtych stronach incydentu. Dwójka nastolatków odnajduje zwłoki mężczyzny. Denatem okazuje się być niejaki Angel – znany wszystkim miejscowy łobuz. Fin MacLeod wraca w rodzinne strony po latach, w celu sprawdzenia, jak wiele wspólnego ma to morderstwo z inną sprawą, która pozostała nierozwiązana, a którą prowadzi. Okazuje się, że powrót stanie się dla niego przyczynkiem do wyruszenia w zupełnie inną, bowiem sentymentalną, podróż. Właśnie w jego przeszłości ukryty jest klucz do rozwikłania sprawy zagadkowego morderstwa…

Głównym atutem tej powieści jest świetnie zobrazowany portret wyspiarskiej, typowo hermetycznej społeczności. Właśnie te powściągliwe charaktery mieszkańców mglistej szkockiej wysepki sprawiają, że wokół książki buduje się nietypowa, a może nawet nieco demoniczna aura. Każda następna strona jest kolejnym elementem układanki, którą stanowi w tym przypadku nie morderstwo, a raczej postać głównego bohatera, czyli Fina. A ten, choć jest człowiekiem po przejściach sprawia wrażenie wnikliwego poczciwca.

Mam nadzieję, że rozumiecie już że nie jest to typowy kryminał. Fabuła jest bardzo powolna, a liczne retrospekcje z pewnością nie wpływają na jej szybszy rozwój. Zdecydowanie można tu zastosować porównanie do układania puzzli – nic się tu nie rusza, raczej dopasowuje się odkryte kolejno elementy i dzięki temu powoli zaczyna tworzyć się wzór… który ostatecznie nie jest dla nas jakimś niesamowitym zaskoczeniem ale pomimo tego odczuwamy radość z jego złożenia. I taka jest właśnie ta książka.

Na plus:
+ świetnie zobrazowany portret wyspiarskiej społeczności
+ naprawdę ciekawy główny bohater, który posiada pogłębiony rys psychologiczny
+ liczne retrospekcje odkrywające przed czytelnikiem kawałki układanki, którą stanowi główny bohater
+ aura niesamowitości
+ sentymentalizm

Na minus:
- powolne tempo akcji
- nietypowy kryminał

Ocena: 4+/6

Autor: Peter May
Tytuł: Czarny dom
Tłumacz: Jan Kabat
Gatunek: Kryminał/Dramat psychologiczny
Cykl: Fin MacLeod tom 1
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Albatros 2014
Cena: 34,30 zł

19 lipca 2014

Blake Crouch - Wayward Pines. Szum

Po lekturze książki Wayward Pines. Szum przyszło mi na myśl skojarzenie ze Śpiączką Mastertona. O ile jednak ta druga mnie zawiodła to książka Blake’a Croucha spełniła swoje zadanie i spędziłam przy niej pełne napięcia chwile. Połączenie pomysłów zaczerpniętych z dwóch głośnych tytułów, które zawładnęły popkulturą, czyli Twin Peaks oraz Z archiwum X, nie było najbardziej fortunnym zabiegiem, ale całość została uratowana przez całkiem solidne pióro autora.

Ethan Burke to agent specjalny, który wraz z innym agentem, został wezwany do miasteczka Wayward Pines w stanie Idaho w poszukiwaniu dwójki zaginionych kilka dni temu funkcjonariuszy. Niestety, sekundę po tym, gdy samochód wjeżdża w granice miasta taranuje go ciężarówka. Następne co bohater pamięta to pobudka na brzegu rzeki, brak jakichkolwiek rzeczy osobistych oraz okropny ból. W miasteczku nikt go nie kojarzy a on sam nie wie kim jest. Jednak z czasem elementy układanki zaczynają się pojawiać, choć niestety wcale nie chcą do siebie pasować. Równocześnie poznajemy żonę agenta Burke’a, która otrzymuje informację o jego śmierci. Jednak pewnego wieczoru zjawia się w jej domu człowiek, który mówi, że posiada informacje o miejscu przebywania Ethana i jeśli tylko mu zaufa to zabierze ją do niego…

Praktycznie 80% treści tej powieści składa się na mocny i dość mroczny thriller, który potrafi wprowadzić czytelnika w stan podekscytowania i pewnej nerwowości. Zachowania mieszkańców miasteczka irytują, ale dokładnie tak mają oddziaływać na czytelnika te postaci. Z czasem rzeczywiście zaczynamy czuć się osaczeni zupełnie jak główny bohater. Natomiast to co nieco gryzie się z dusznym klimatem książki to kosmiczne zakończenie, które wydaje się być przekombinowane. Brak tu konsekwencji gatunkowej lub też umiejętności płynnego połączenia thrillera z science-fiction. Kolejne 20% fabuły jest oddzielone grubą kreską od reszty i tu czytelnik zostaje niestety zupełnie wybity z rytmu.

Uważam że porównania z kultowymi już tytułami przywołanymi we wstępie są na wyrost, ale świetnie sugerują w jakich kierunkach zmierzał autor. Szkoda, że tak skrajnych.

Z racji tego, że Wayward Pines. Szum to pierwsza część trylogii, nie wiem czy nie byłoby lepiej, gdyby tomy zostały podzielone tematycznie. Czyli pierwsza część mogłaby być rasowym kryminałem, w drugiej powinien się odbyć lot w kosmos, którego start już niepotrzebnie poznaliśmy, i może wtedy trzecia dałaby przykład wyśmienitego połączenia obu.

Reasumując powieść Croucha ma ogromny potencjał. Jednak jego wrażenie zostało zatarte przez chęć zrobienia z tej powieści zupy grzybowo-truskawkowej, (fuj…). Z drugiej strony większa część książki to kawał dobrej literatury, spełniającej swoje zadanie bo jednak zabawiającej czytelnika. Dlatego też przede wszystkim polecam ją tym odważnym, którzy nie boją się nietypowych konfiguracji.

Na plus:
+ pomysł
+ 80% tej książki to dobrze napisany thriller
+ główny bohater
+ umiejętnie budowane napięcie

Na minus:
- brak umiejętności łączenia gatunków literackich
- zakończenie
- źle podzielone części trylogii (w moim mniemaniu)

Ocena: 4-/6

Autor: Blake Crouch
Tłumacz: Paweł Lipszyc
Gatunek: Thriller/Sci-fi
Cykl: Wayward Pines tom 1
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Otwarte 2014
Cena: 34,90 zł


Recenzja ukazała się na portalu PARADOKS.

18 lipca 2014

Teresa Ewa Opoka - Żona psychopaty

„Trudno jest przelać na papier emocje, które pojawiają się w rzeczywistości wraz z najbardziej traumatycznymi wydarzeniami lub nawarstwiają się przez lata...”

Najpierw jest czułość, zabiegi, wszelakie przejawy głębokiego uczucia i magnetyzm. W co może zamienić się relacja dwojga zakochanych po kilku lub kilkunastu latach? Życzylibyśmy sobie zapewne, aby przeistoczyło się w głębokie przywiązanie, szacunek, bezpieczeństwo i niegasnącą namiętność. Rzeczywistość często bywa inna i wszystko, co łączy staje się po prostu rutyną, która jednak wcale nie musi być zła, jeśli podparta szlachetnymi pobudkami. Jednakże co zrobić, kiedy uczucie między dwojgiem ludzi wjechało na sam szczyt wysokiej kolejki i nagle zaczyna pędzić w dół torami, które kończą się ślepą uliczką i wszystko wskazuje na to, że trasa będzie obfitować w pasmo lęków, a jej finisz nieuchronnie jawi się jako istna katastrofa, z której przynajmniej jedna ze stron wyjdzie okaleczona na całe dalsze życie? Przebieg rozwoju takiego patologicznego uczucia oraz jego wynik próbowała zobrazować Teresa Ewa Opoka w swojej powieści Żona psychopaty. Piszę, że jedynie próbowała, gdyż niestety nie podołała temu zadaniu.

Majka, młoda dziewczyna rozpoczyna studia w wielkim mieście. Jedyną przyjazną osobą jaką tam zna jest Edward, znajomy jej brata. Chłopak pomaga jej się urządzić i adoruje na każdym kroku. W końcu udaje mu się wychodzić u dziewczyny pewne względy. Zaczynają się umawiać. Życie toczy się się swoim tempem i młodzi ludzie ani się obejrzą, a lądują na ślubnym kobiercu. Pojawia się dziecko i nagle dla Majki zaczyna się trauma... Jej Edward zmienia się w kogoś, kim nigdy nie był. Jest szorstki, wykazuje przejawy okrucieństwa, dręczy psychicznie swoją żonę. Czy kobiecie uda się wyrwać z tego silnego, jak pajęcza sieć i toksycznego uczucia?

Trudno jest przebrnąć przez Żonę psychopaty. Nic w tej lekturze do mnie nie przemówiło. Nic nie przekonało mnie do pochylenia się nad losem bohaterów, a już na pewno nie oni sami – postaci książki są płaskie. Autorka nie potrafiła zgłębić ich psychiki lub też nie przywiązała do tego wagi. Utrudnia to szczególnie utożsamienie się z Majką, która wydaje się nijaka i bardzo naiwna. Nie łatwo jest też dostrzec zmianę w zachowaniu jej brutalnego męża. Gdyż znikome opisy początków związku tej dwójki nie dają pełnego obrazu ani możliwości porównania Edwarda z przed ślubu, z tym „po”. Zmiany zachodzące w bohaterce są natomiast przedstawione na dwóch płaszczyznach czasowych. Poznajemy zatem Majkę – młodą mamę oraz Majkę – babcię. Liczne wtrącenia i zmiany czasu/chronologii sprawiały, że co chwila traciłam koncentrację i nie czułam się związana z opowiadaną historią.

Jeśli już wiemy o tym, że powieść zawiera dekoncentrujące przeskoki chronologiczne, nieprzekonujących bohaterów i ciężkostrawną, nierealistycznie przedstawioną fabułę, co nam pozostaje do pochwalenia? A no, niewiele. Warto jednak zauważyć, że książka ma bardzo ładną, choć niezwiązaną z tematyką okładkę i jest przejrzysta. Tyle w temacie plusów. Niestety, nie polecam...

Na plus:
+ okładka
+ przejrzystość testu
+ próba podjęcia tematu przemocy domowej

Na minus:
- płytcy bohaterowie
- mało realistyczne zaprezentowanie tematu/emocji
- przeskoki chronologiczne
- nudna

OCENA: 2+/6

Autor: Teresa Ewa Opoka
Liczba stron: 376
Gatunek: Dramat
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2013
Cena: 34,00 zł